Nefilim – Thomas E. Sniegoski


Anioł-nie anioł?
Sięgając po lekturę typu „Nefilim” nie wiedziałam czego się w zasadzie spodziewać. Jak wiadomo, po wysypie książek na tematy wampirów przyszła pora na czarownice oraz upadłe anioły. W przypadku tejże publikacji na okładce widzimy ni to chłopca, ni anioła świecącego ponętną, zdawać by się mogło, klatą. Opis na obwolucie całkiem zachęca do zapoznania się z zawartością tomu. Co w tym przypadku wyróżnia autora to fakt, ze nie jest to kolejna natchniona życiem i uczuciami nastolatka robiąca furorę na półkach sieci sklepów Empik oznaczonych etykietką „literatura młodzieżowa”, a prawdziwy autor z krwi i kości. Jak dowiadujemy się z obwoluty, pan Tonas E. Sniegowski od lat pracuje dla wydawców komiksów takich jak DC Comics, Marvel oraz Dark Horse. Niniejszym, maczał palce w powstawaniu historii o Punisherze, Wolverinie, Batmanie, a nawet Hellboy’u.

Wróćmy jednak do historii właściwej. Zaczyna się ona incydentem z udziałem niejakiego Erica, który to od jakiegoś czasu miewa omamy słuchowe przyprawiające go o obłęd. Z owego wstępu dowiadujemy się, że coś na coś lub ktoś na kogoś poluje. Następuje wówczas przeniesienie akcji do jej miejsca właściwego, to jest miejscowości Lynn w stanie Massachusetts, gdzie poznajemy głównego bohatera opowieści: Aarona Corbeta. Aaron. Nie do końca jasnym jest, czy imię zostało mu nadane przypadkowo, czy też po zaczerpnięciu wiedzy z biblijnego pięcioksiągu, w którym to Aaron był osobą, która zdaniem samego Jahwe „potrafiła mówić”. Prywatnie był on bratem Mojżesza, któremu pomógł wyprowadzić naród wybrany z niewoli. Czy zatem „nasz” Aaron wyprowadzi naród „potępiony” ze stanu niełaski samego Boga?

Pomimo chlubnego dorobku autora powieści, „Nephilim” ma niestety dość tendencyjną fabułę, którą można wpasować w następujące ramy: „był sobie któregoś razu chłopiec imieniem Aaron. Był to całkiem normalny chłopiec, chociaż nie do końca normalny, bo adoptowany. Nadrabiał to prawie-normalną przyszywaną rodziną, która składała się z mamy, taty, autystycznego brata i psa, który wabił się Gabriel. Pewnego dnia prawie-normalnym życiu tego prawie-normalnego młodzieńca zaczynają dziać się nienormalne rzeczy. Spotyka on anioła-żula Ezekiela, okazuje się również, ze potrafi rozmawiać ze swoim psem, a także posiadł pewną ilość nieznanych mu dotąd języków. Jak to zwykle w tego typu powieściach bywa, okazuje się, że w powietrzu wisi coś niesamowicie niedobrego i niebezpiecznego, jakaś tam rozgrywka ostateczna czy coś. No i oczywiście coś chce za wszelką cenę zabić Aarona, który to okazuje się/ma wielką szansę być tym >>wybranym<<. No ale żeby za dobrze nie było, młodzieniec nie chce się mieszać w tę walkę z zaświatów rodem, bo co go to obchodzi? Wszystko jednak do czasu, aż… okrutny siepacz Werchiel nie nadepnie mu na odcisk. Mianowicie ten „przerośnięty kurczak zmienłl mu życie w koszmar, o ile to było jeszcze możliwe. I wtedy nie ma się co już opierać, trza iść w bój”. Tak mniej więcej prezentuje się warstwa fabularna powieści.

Osobiście najbardziej podoba mi się wątek „Boskiej Bestii”, czyli to, co dotyczy psa Aarona – Gabriela. Po raz pierwszy spotkałam się z takim stworzeniem czytając „Siewcę Wiatru” L. M. Kossakowskiej (którego wielbicielom skrzydlatych gorąco polecam!). W słowniczku zamieszczonym na końcu tejże książki czytamy:

BESTIE – boskie zwierzęta, istoty uchodzące za aniołów i stwory apokaliptyczne lub biblijne, obdarzone potężnymi mocami, niemające ludzkich kształtów.

Pojawia się również podział, hierarchia wśród aniołów. I tu występuje coś, co uznać można za błąd. Samael. Według autora, jest to jeden z niższych aniołów niebios. Samael, „Trucizna Boga”, występuje co prawda czasem w legendach żydowskich jako dobry anioł. Znany jest jednak bardziej jako demon, który skusił i uwiódł Ewę, a następnie spłodził Kaina (literatura rabinacka). Utożsamiany nieraz z samym szatanem i zwany „aniołem śmierci”. I to chyba największy minus powieści – Samael jest mimo wszystko jednoznacznie kojarzącą się postacią i jego rola jako niebiański sługus u Sniegowskiego nieco rozbawia, a także pozwala posądzić autora o brak fundamentalnej wiedzy.

Natomiast ogromnym plusem jest bądź co bądź wartka akcja i przyjemny język. Ja miałam okazję zmierzyć się z polską wersją „Nefilima” i stwierdzam, że powieść czyta się naprawdę szybko. I pomimo dość przewidywalnego toku wydarzeń chce się sięgnąć po kolejne części pentalogii „Upadli”. Jak tylko zapoznam się z ich treścią, dam znać jak wypadają.

Podsumowując: jeśli liczycie na lekką powieść z małym dreszczykiem, nie zawiedziecie się. Jeśli zaś jesteśmy przyzwyczajeni do innego kalibru literatury i szukamy czegoś więcej…

Toyka.

Reklamy

One response to “Nefilim – Thomas E. Sniegoski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: