Przynieście mi głowę wiedźmy – Kim Harrison


Przynieście mi głowę wiedźmy” to bardzo miłe wytchnienie od wszystkich książek o wampirach i wzdychaniu do super, mega-przystojnych „księciów” ciemnoty… tzn. ciemności.
Główna bohaterka nie jest mazgają, polega tylko na sobie, nie robi maślanych oczu do dziwnego nieznajomego i ma rude włosy (tak, kolor włosów to wielki dla mnie plus tej opowieści). Stara się pracować sama, choć czasem dostaje do pomocy małego pixy, który pilnuje aby rudzielec czegoś nie wywinął. Zna swoja wartość, dobrze walczy wręcz i umie tworzyć zaklęcia (w końcu jest wiedźmą). Mieszka sama w wynajętym mieszkaniu w Inderlandzkiej dzielnicy Cincinnati stanu Ohio. Ma 20 parę lat (kolejny plus) i jest doświadczoną agentką w ISB – Iderlandzkiej Służby Bezpieczeństwa.

Fabuła
Morgan od jakiegoś czasu dostaje same marne zlecenia. Zaczyna odczuwać, iż ktoś jej ciągle rzuca kłody pod nogi, wiec postanawia odejść z biura, skoro dają jej to do zrozumienia. Niestety odejście z ISB nie jest takie łatwe, bo każdego pracownika biura obowiązuje kontrakt, który trzeba spłacić. Poza tym, słyszy się plotki, iż ten kto dobrowolnie odchodzi ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. W końcu nadarza się okazja. Rachel łapie leprekauna (małego skrzata), który w zamian za uwolnienie obiecuje spełnić 3 życzenia. Całe zajście obserwuje Ivy – przepiękna 27-letnia niepraktykująca wampirzyca, która również pracuje dla ISB. Składa Rachel propozycje wspólnego opuszczenia agencji, wynajęcia we dwie mieszkania oraz pracy jako wolni strzelcy. Pixy – Jenks również chce z nimi uciec bo ma dosyć tej samej roboty. Cała trójka dogaduje się i dzieli 3 życzeniami: Rachel nie chce aby ISB dowiedziało się, że wypuściła na wolność leprekauna, Jenks zażyczył sobie bezpłodności, bo za dużo już dzieciaków narobił. Ivy wzięła swoje zaklęcie jako wisiorek na szyję twierdząc, że wykorzysta je później. Wiedźma wraca do biura i składa wymówienie. Miało pójść łatwo, bo dzięki życzeniu, szef nie miał się o niczym dowiedzieć. Denon wściekł się, ponieważ Rachel pociągnęła za sobą Ivy, najlepsza agentkę. I tak oto szef wyrzucił czarownicę z pracy i posłał za nią list gończy. Od tej pory Morgan musi sobie radzić z łowcami nagród, złymi zaklęciami, marudnym pixim oraz seksowną wampirzycą. Żeby przeżyć musi spłacić ISB i aby tego dokonać musi dorwać zlecenie na jakąś grubą rybę na co okazja nadarza się bardzo szybko.

Może wydawać się, iż opisałam pół książki, ale to tylko 3 pierwsze rozdziały z 34. Rozpisałam się tak, aby zachęcić jak najwięcej osób do przeczytania tego tytułu. Niestety na jej tylnej okładce nie ma za wiele na temat fabuły.

Bohaterowie drugoplanowi
Jeśli chodzi o innych bohaterów, to bardziej niż Rachel (pomimo rudych włosów) polubiłam Ivy. Wampirzyca jest silna, seksowna, inteligentna, sprytna i wredna z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Od 3 lat nie piła ludzkiej krwi, a zamiast niej żłopała sok pomarańczowy. Co prawda miała kilka chwil słabości (moje ulubione sceny), ale dodawały one pikanterii fabule.

Jest również pixy/pixie Jenks, bez którego Rachel wiele razy by sobie nie poradziła, a Ivy tak wspaniale by się nie wściekła.
Pixy maja zdolność roznoszenia pyłku, który strasznie drapie skórę i powoduje bąble (Janks bardzo często z tej zdolności korzysta). Ma anielską żonę, Matalinę, która jest świetnym chirurgiem, oraz gromadkę dzieciaków (chyba kilkanaścioro). Poza tym potrafi na odległość kilku metrów wyczuć wampira, wilkołaka, czarownika, wiedźmę i inne „stworzenia”, co również bardzo często się przydaje.

 Książka bardzo mnie wciągnęła, wręcz nie mogłam się od niej oderwać, bo akcja szła do przodu jak pocisk. Czasem był jakiś zastój, ale tylko po to aby bohaterka mogła odpocząć. Jedyne co mnie w niej denerwowało, to to, iż czasem zachowywała się jakby była bezmyślna. Nie lubię kiedy odwaga idzie w parze z bezmyślnością, ale z drugiej strony bez tego, nie byłoby małej norki (o co chodzi, dowiecie się po przeczytaniu książki)

 Minusy
Skoro już skończyłam się zachwycać, czas pomarudzić. Najbardziej raził mnie brak słowniczka pojęć na końcu książki. Oczywiście nie musiało go być, ale na pewno bardzo by się przydał tym, co nie znają nazw stworzeń fantastycznych (W takim „Harrym Potterze” słownik był czasem wybawieniem). Nawet ja nie wiedziałam co to jest leprekaun czy pixi. Tłumacz mógłby się zdecydować czy używa oryginalnych nazw, czy polskich odpowiedników. Na przykład „fairy”pozostało „fairy” zamiast wróżka, a Lepreachaun przetłumaczył na leprekaun. Że o pisaniu raz „pixy”, a innym razem „pixie” nie wspomnę.
Jak już napisałam wcześniej, denerwowała mnie chwilowa bezmyślność głównej bohaterki, przez którą wpadała w tarapaty. No i za mało Ivy. Mam nadzieje, że w późniejszych częściach będzie jej więcej.

 Jako ciekawostkę mogę dodać, że oryginalny tytuł: „Dead Witch Walking” to aluzja do filmu Dead Man Walking, czyli ktoś z wyrokiem śmierci. Autorka pewnie chciała zaznaczyć w jakich tarapatach jest główna bohaterka.

Jeśli ktoś lubi urban fantasy, albo po prostu ma dość wampirów/wilkołaków (niepotrzebne skreślić) i ich miłostek, „Przynieście mi głowę Wiedźmy” jak najbardziej polecam 😉

Ogólna ocena: 5,5/6

Martycja

Advertisements

4 responses to “Przynieście mi głowę wiedźmy – Kim Harrison

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: