Opublikowany w Martycja

Mroczny Sekret – Libba Bray


Muszę przyznać, iż bardzo miło zaskoczyła mnie ta powieść. Próbowałam sobie przypomnieć, czy już kiedyś czytałam tego typu książkę, ale raczej nie. Oczywiście miałam styczność z książkami Wirginii Wolf i Jane Austen, ale nie było tam nic o magii i czarownicach. Dzięki tej książce przypomniałam sobie jak bardzo lubię historie osadzone w dziewiętnastowiecznym Londynie 😉

Fabuła

Historia rozpoczyna się w Indiach w 1895 roku. Główna bohaterka, Gemma, w swoje 16te urodziny była świadkiem morderstwa matki, które miało miejsce na targowisku. Wszystko okazuje się być dziwnym snem, więc zdenerwowana dziewczyna czym prędzej próbuje znaleźć swoją rodzicielkę. Gdy w końcu jej się to udaje, matka zostaje zabita na oczach córki. Gemma traci przytomność, a akcja przenosi się 2 miesiące później do Anglii. Bohaterka wraz ze starszym, szowinistycznym i aroganckim bratem Tomem zmierzają ku Akademii Spence dla ”młodych panien”. Podczas podróży dziewczyna znów doświadcza dziwnej wizji. Tym razem jest w niej mała dziewczyna i jakiś stwór. Po chwili Gemma znów siedzi w powozie. W końcu są u celu podróży i brat zostawia siostrę pod okiem gospodyni Brigid, która zaprowadza zrezygnowaną dziewczynę do dyrektorki Akademii, pani Nightwing. Ta szybko i bezboleśnie wykłada głównej bohaterce kawę na ławę i każe zaraz iść na pierwszą wieczorną modlitwę w przyszkolnej kaplicy. Po nabożeństwie uczennice siadają do wspólnej kolacji, po której Gemma poznaje Ann, dziewczynę, która dzieli z nią pokój.

Tak oto zaczyna się historia szesnastolatki z tajemniczymi wizjami. Czeka ją wiele smutnych, wesołych oraz niebezpiecznych sytuacji. Będzie musiała stawić czoło uczennicom z wyższych sfer, które rządzą w towarzystwie. Przetrwać uczęszczanie na wspólne modlitwy, lekcje muzyki, francuskiego i rysunku. Poza tym, uda jej się częściowo odkryć o co chodzi z jej wizjami oraz odnajdzie w sobie dziwne pokłady energii. Wszystko to będzie przeplatać się z poszukiwaniami prawdy, odkrywaniu tajemnic i sekretów, a nadnaturalne sytuacje nie będą rzadkością.

Powieść jest osadzona w czasach wiktoriańskich, pod koniec dziewiętnastego wieku. (Uwielbiam te wszystkie piękne suknie i bale na których można je było prezentować). W książce jest mnóstwo opisów podkreślających owe czasy, dzięki temu czytelnik od razu wie, że ma do czynienia z dziewiętnastowieczną Anglią. Główne bohaterki muszą nosić gorsety, czego nie znoszą, bo czują się w nich jak w pułapce. Ich maniery są non stop wystawiane na próby i oceniane przez dyrektorkę Spence. Są pilnowane aby zawsze zachowywały się jak damy i żeby wyrosły na ułożone, posłuszne i religijne żony i matki. Autorka nie tylko opisała stroje, zachowania czy przedmioty codziennego użytku, przedstawiła również przykry obowiązek coniedzielnego chodzenia do kościoła oraz codziennego modlenia się po kolacji. Pani Bray doskonale pokazała jak robiono z młodych dziewcząt ozdoby mężów i domów, w których miały zamieszkać. Ich rozmowy miały być niezobowiązujące i najlepiej o niczym, na przykład o pogodzie albo o nowym kwiatku w ogrodzie. Mężczyźni źle patrzyli na aktorki, niezależne kobiety i indywidualistki. Najlepszym przykładem będzie Tom, starszy brat Gemmy, któremu baaardzo nie podoba się inteligencja siostry. Przez całą książkę przewijają się fragmenty utworu „Pani z Shalott”, które idealnie wpasowują się w historię, bo pokazują co czują przyjaciółki, które marzą o wolności i niezależności.

Bohaterki
– Gemmę polubiłam najbardziej. Jest, jak na owe czasy, bardzo wyuzdana, tfu, wyzwolona. Nie boi się powiedzieć co myśli, ma w nosie konwenanse i jest odważna. Prawdziwa nastoletnia emancypantka końcówki 19go wieku. Jedyne co mnie w niej denerwowało, to niedomyślność. Naprawdę długo jej zajęło zorientowanie się, że coś jest nie tak i kto jest tym złym. Poza tym mogłaby nie być aż tak naiwna. Czy ona nie widziała, że dziewczyny przyjaźnią się z nią tylko ze względu na jej zdolności? Główna bohaterka ma brata, który jest typowym szowinistycznym nieopierzonym 20-latkiem, który myśli, że jest panem i władcą świata. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach Gemma utrze mu nosa (na przykład kłodą) Jak na razie próbuje słownie.
– Felicity jest według mnie najodważniejszą i najbardziej cwaną spośród dziewcząt w Spence . Wydaje mi się, że dzięki swoim rodzicom stała się taka silna. Jasne, że w książce przedstawiono ją jako zołzę, ale zołzą była nie bez powodu. Jak inaczej odreagować to, że matka cię porzuciła, ojciec cię olewa, a ty musisz być „damą”? Ma podły charakterek, ale bardzo ją polubiłam. Jako jedyna mówi to, co naprawdę myśli i robi to, co chce bez względu na okoliczności. Pewnie dlatego była tak rozchwytywana i każdy zabiegał o jej względy. Po prostu widzieli w niej feministkę.

– Pippa jest to najbardziej niedojrzała i wredna dziewoja. Zawsze musi coś palnąć i urazić kogoś, oczywiście bezmyślnie. Ma swój sekret, który w tamtych czasach skazywał kobiety na niepowodzenie w małżeństwie. Pipps pomimo wszystko jest wielką marzycielką. Szkoda tylko, że brakuje jej charyzmy i odwagi do działania. Wtedy miałabym do niej więcej sympatii.

– Ann, cóż, nikt jej nie lubi i ja także. Rozumiem, że nie ma rodziców i że jest napiętnowana przez to, że chodzi do Spence dzięki stypendium. No ale powinna być dumna, że ktoś ją tym stypendium obdarował. Powinna iść z podniesionym czołem i pokazywać, że jest lepsza od tych wszystkich panien z bogatych domów! Ona jednak, woli robić z siebie ofiarę losu. Najbardziej wkurzyło mnie to, że Gemma postanowiła się z nią zaprzyjaźnić i być dla niej miłą. Niestety, kiedy inne dziewczyny przywoływały Ann pod byle pretekstem, ta zaraz lazła na rzeź.

Nauczyciele mają również swoje miejsce w fabule. Każdy z nich jest inny, dzięki czemu można wybrać swojego ulubieńca lub „nielubieńca”. Nie są tylko tłem historii, czy zapychaczem. Mają swoje uczucia i przeżycia, za co WIELKI plus.
Mamy pannę Moore, do której żywię największą sympatię. Nauczycielka o otwartym umyśle, przez co miewa kłopoty w gronie pedagogicznym. Uczy rysunku i stara się wpajać dziewczętom, że nie tylko małżeństwo, wygląd i gadanie o pogodzie się liczy (z różnym skutkiem). Mam nadzieję, że w kolejnych częściach również jej nie zabraknie, bo chyba skrywa jakiś sekret.
Jest tez Madame LeFarge, która zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni. Z jednej strony to miła i ciepła osoba, z drugiej zołzowata nauczycielka francuskiego.
Oraz Pan Grunewald, apodyktyczny nauczyciel muzyki, który nie rozumie, że nie każda dziewczyna ma talent do śpiewania. Jak dla mnie, jest typowym na owe czasy szowinistą, chociaż raz zdarzyło mu się być bardziej ludzkim.

Oprócz czterech dziewcząt, nauczycieli i dyrektorki szkoły, w powieści pojawia się tajemniczy młody mężczyzna o imieniu Kartik. Co można o nim napisać? Nie za dużo, bo oprócz tego, że jest tajemniczy, to jest jeszcze nudny. W ogóle nie przypadł mi do gustu, równie dobrze mógłby być lalką Ken postawioną na półce.

Jeśli lubicie czytać o czasach wiktoriańskich, jeśli lubicie magię i tajemnice, „Mroczny Sekret” jest właśnie dla was.

Ogólnie oceniam 5,5/6 😉

Martycja

3 myśli na temat “Mroczny Sekret – Libba Bray

  1. Teoretycznie miałam na to ochotę, ale nie lubię historii i zawsze omijam takie opisy ubiorów historycznych czy jakiś wspominek o królach.

  2. Kupiłam tę książkę kuzynce na 18-tkę. Chyba dobrze trafiłam. muszę się jej zapytać, czy już się z nią uporała, a jeśli tak – muszę ją sobie pożyczyć 😉

    Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s