Jutro 2 Mroki nocy – John Marsden (FRAGMENT)


Dzisiaj fragment książki Jutro 2 Mroki nocy, czyli kontynuacja jednego z recenzowanych przeze mnie tytułów. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się doczekać jej premiery! Byle do czerwca!!

Nie było lekko. Kilka miesięcy temu, kiedy wyruszaliśmy na
biwak, nie mieliśmy pojęcia, że rozpoczyna się największa i najsmutniejsza
przygoda naszego życia. Nie wiedzieliśmy, że będziemy
razem nie przez tydzień, lecz znacznie dłużej. Wylegiwaliśmy
się w lesie, objadaliśmy się, spaliśmy i rozmawialiśmy, a pod naszą
nieobecność wroga armia zajęła kraj. Inwazja była tak dobrze zorganizowana,
że zakończyła się, zanim ktokolwiek zdążył się połapać.
Kiedy zaskoczenie jest duże, kiedy kraj jest tak bardzo nieprzygotowany
jak nasz, taka inwazja to chyba łatwizna.
Dlatego z łatwością nas pokonali. Wyszliśmy z lasu i zastaliśmy
wielką pustkę. Nasi rodzice zniknęli, podobnie jak bracia i siostry.
Psy i koty umarły albo zaginęły, bydło skonało w zagrodach. Całymi
dniami, całymi tygodniami nie mogliśmy się otrząsnąć. Próbowaliśmy
zrozumieć, co się stało, i jakoś na to zareagować. Jak
już wspomniałam, udało nam się to i owo zrobić: przede wszystkim
wysadziliśmy w powietrze most Wirrawee.
Zapłaciliśmy za to. Zapłaciliśmy wysoką cenę. Właśnie dlatego
byliśmy tak bardzo przybici, kiedy Homer zwołał naradę.
W zasadzie nie wiem, dlaczego nazywaliśmy te spotkania naradami.
Nie były aż tak ofi cjalne. Przeważnie prowadził je Homer,
ale wszyscy byliśmy sobie równi i każde z nas mówiło to, co
chciało.
Narada rozkręcała się bardzo powoli. Od razu było widać, że
tylko Homer ma coś do powiedzenia. Był zdenerwowany. Dopiero
po jakimś czasie zdołał cokolwiek z siebie wydusić. Raczej mu
nie pomagaliśmy: kiedy mówił, gapiliśmy się na strumień, Lee nadal
odłamywał kawałki patyka, a Chris pisał w notesie. Ja drapałam
kamień kawałkiem kości, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi.
– Słuchajcie, najwyższy czas, żebyśmy wrócili do gry. Możemy
dalej siedzieć i czekać, aż coś się stanie, albo wreszcie stąd
wyjść i coś zrobić. Możemy być tacy jak patyk Lee: dać się złamać,
wyrzucić i utopić w strumieniu, albo możemy wejść do wody
15
i zmienić jej bieg, wyrzucić kamienie, zlikwidować wiry. Im dłużej
czekamy, tym trudniej będzie potem i tym większe stanie się
niebezpieczeństwo. Wiem, że chwilami działaliśmy chaotycznie.
To nie nasza liga. Ale i tak spisaliśmy się całkiem nieźle. Załatwiliśmy
paru żołnierzy, wydostaliśmy rannego Lee z miasta, a potem
wysadziliśmy w powietrze cały cholerny most. Jak na zgraję
amatorów poradziliśmy sobie nie najgorzej. Nie wiem jak wy, ale
ja ostatnio bez przerwy się dołuję. Tyle tylko, że nic mi to nie daje.
Myślę, że wszystkiemu jest winien szok po stracie Corrie i Kevina
dokładnie w chwili, kiedy nasza czwórka wracała uradowana,
dumna i szczęśliwa po udanej akcji. Wysadzenie mostu było przyjemne,
a tragedia, która nastąpiła bezpośrednio po nim, mocno
nami wstrząsnęła. Nic dziwnego, że wszyscy jesteśmy zrezygnowani,
nieszczęśliwi i źli. Nic dziwnego, że skaczemy sobie do oczu,
chociaż nie ma ku temu żadnego konkretnego powodu. Tak naprawdę
nikt z nas nie popełnił poważnego błędu. Zdarzały nam
się pomyłki, ale nie aż tak wielkie, żebyśmy musieli rwać włosy
z głowy. Nikt nie był w stanie zapobiec temu, co spotkało Corrie.
Nigdy nie zdołamy uniknąć wszystkich zagrożeń. Z tego, co
mówił Kevin, ci frajerzy pojawili się znikąd. Nie jesteśmy w stanie
się obronić przed wszystkimi ewentualnymi atakami przez
dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mniejsza o to. – Homer pokręcił
głową, wydawał się zmęczony i smutny. – Nie o tym chciałem
mówić. Już i tak wystarczająco często roztrząsamy te sprawy.
Wolę porozmawiać o przyszłości. Nie chcę powiedzieć, że powinniśmy
zapomnieć o przeszłości. O nie. Jedna ze spraw, które chcę
poruszyć, będzie najlepszym dowodem na to, jak ważna jest dla
mnie przeszłość, ale o tym później. Najpierw chciałbym wam powiedzieć,
o czym myślę najczęściej. O odwadze. Właśnie o niej.
Przykucnął, podniósł starą, suchą gałązkę i zaczął żuć jej koniuszek.
Wpatrywał się w ziemię i chociaż było widać, że jest speszony,
mówił dalej. Ciszej, ale z wielkim zaangażowaniem.
16
– Może to dla was oczywiste. Może wiecie o tym od dziecka,
a ja zostałem w tyle i próbuję za wami nadążyć. Ale wiecie co?
Dopiero jakiś tydzień temu zdałem sobie sprawę, o co chodzi z tą
całą odwagą. Ona jest w naszych głowach. Nie rodzimy się z nią,
nie uczymy się jej w szkole, nie czerpiemy jej z książek. To sposób
myślenia, i tyle. To coś, w czym ćwiczymy umysł. Właśnie to
do mnie dotarło. Kiedy pojawia się jakieś potencjalne zagrożenie,
wasze umysły mogą oszaleć ze strachu. Mogą uciec w las. Widzą
węże, krokodyle i facetów z karabinami. Tak działa wyobraźnia.
A w tych okolicznościach wyobraźnia nie jest waszym sprzymierzeńcem.
Trzeba ją powściągnąć, okiełznać. To taka gra umysłowa.
Trzeba być surowym dla własnego umysłu. Odwaga to wybór,
którego dokonujemy. Musimy sobie powiedzieć: będziemy
odważni. Nie zamierzamy się bać ani panikować.
Homer był blady, skupiony na tym, żeby nas przekonać. Mówił
z powagą, wbił wzrok w ziemię i tylko od czasu do czasu podnosił
głowę.
– Od tygodni drepczemy w miejscu. Jesteśmy smutni i wystraszeni.
Najwyższy czas, żebyśmy odzyskali kontrolę nad naszymi
umysłami, żebyśmy byli odważni i robili to, co należy. Tylko
w ten sposób możemy stać z podniesioną głową i być z siebie
dumni. Musimy pozbyć się myśli o kulach, krwi i bólu. Co będzie,
to będzie. Każdy atak paniki osłabia nas jeszcze bardziej. A kiedy
myślimy odważnie, stajemy się silniejsi. Jest kilka spraw, którymi
powinniśmy się zająć. Zaczęła się jesień. Dni robią się coraz krótsze,
a noce cholernie zimne. Musimy zgromadzić zapasy na zimę.
Wiosną będziemy mogli zasadzić więcej warzyw i tak dalej. Potrzebujemy
więcej zwierząt i musimy się zastanowić, jak to zorganizować,
skoro nie mamy tu pastwiska. Zgromadziliśmy wystarczająco
dużo ciepłych ubrań i nie zabraknie nam drewna na opał, chociaż
czasami trudno je tu przywlec. Ale to tylko podstawowe rzeczy,
które pozwolą nam przetrwać. Nie powinniśmy jednak chować
się tutaj jak węże w pniu. Powinniśmy stąd wyjść i wykazać się
odwagą. Moim zdaniem należy się skupić na dwóch sprawach. Po
pierwsze, poszukać innych ludzi. W okolicy na pewno jest więcej
takich grup jak nasza. W radiu ciągle mówią o partyzantach i o
ruchu oporu na okupowanych ziemiach. Powinniśmy spróbować
do nich dołączyć i działać razem. Na razie tkwimy w całkowitej
niewiedzy: nie mamy pojęcia, gdzie co jest, co się dzieje i co robić.
Ale zanim się tym wszystkim zajmiemy, chciałbym poszukać
kogoś innego. Myślę, że trzeba znaleźć Kevina i Corrie.
Każdemu, kto by nas obserwował (miałam nadzieję, że nikt
tego nie robił), skojarzylibyśmy się z lekcją baletu na świeżym powietrzu.
Powoli zaczęliśmy się prostować i odwracać w stronę Homera.
Lee wyrzucił patyk. Chris odłożył notes i długopis, a potem
się przeciągnął. Ja wstałam i weszłam na wyższy głaz. Mamy
odnaleźć Kevina i Corrie. No jasne. Ten pomysł napełnił nas nadzieją,
energią i odwagą. Wcześniej nikt o tym nie myślał, bo
plan wydawał się nierealny. Słowa Homera przemieniły go jednak
w możliwość, która nagle ukazała nam się jako jedyne wyjście.
W zasadzie po tych słowach plan był tak realny, jakbyśmy
już go wykonali. Słowa mają wielką moc. Homer postawił nas na
nogi i sprawił, że znowu zaczęliśmy tańczyć. Znowu z sobą rozmawialiśmy.
Nikt nie miał wątpliwości, że powinniśmy to zrobić.
O dziwo nie wybuchła żadna sprzeczka i nie odbyła się żadna debata
na temat moralnych aspektów takiego przedsięwzięcia. Skupiliśmy
się na tym, jak, a nie czy to zrobić.
Nagle zapomnieliśmy o jedzeniu, zwierzętach i drewnie na
opał. Potrafi liśmy myśleć wyłącznie o Corrie i Kevinie. Zdaliśmy
sobie sprawę, że faktycznie możemy coś dla nich zrobić. Było mi
głupio, że nie wpadliśmy na to wcześniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: