Z ciemnością jej do twarzy – Kelly Keaton


Szczerze mówiąc, na początku mnie ta książka nie zainteresowała, ale moja blogowa koleżanka mnie do niej namówiła tekstami typu „Przecież lubisz urban fantasy; to nie jest kolejny paranormal romance; czytałaś chociaż zapowiedź?”. W końcu uległam namowom i już po kilku dniach z białej koperty wyjrzała przepiękna fioletowa okładka z tajemniczą dziewczyną o zielonych oczach. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła oryginalnego wydania w sieci i zdziwiłam się, że okładka ta różni się od naszej i to bardzo. Tak jakby to były dwa różne tytuły. No, ale obie są naprawdę piękne, więc się tym nie przejęłam.

Egzemplarz recenzencki nie ma na tylnej okładce słowa o fabule powieści, zapowiedzi nie czytałam, a informacji w internecie nie chciało mi się szukać. Zabrałam się za książkę, wiedząc tylko, że jest to urban fantasy z dziewczyną w roli głównej. Po ukończeniu powieści zajrzałam na stronkę internetową „Z ciemnością jej do twarzy” i ucieszyłam się, że nie zrobiłam tego wcześniej, bo opis zamieszczony w internecie jest całkiem obszerny, co za tym idzie, popsułabym sobie sporo radości z czytania i odkrywania tajemnic wraz z główną bohaterką.

Początek historii

Wszystko rozpoczyna się od wizyty w zakładzie psychiatrycznym, gdzie poznajemy główną bohaterkę. Nie, ona nie jest pacjentką i nie, ona nikogo tam nie odwiedza. Ari, bo tak ma na imię protagonistka, chce dowiedzieć się czegoś na temat swojej biologicznej matki, która rzekomo porzuciła ją, gdy Ari miała kilka lat. Lekarz – psychiatra okazuje się pomocny i informuje dziewczynę, że jej matka nie żyje. Ari doznaje szoku, bo miała nadzieję, że jej biologiczny rodzic gdzieś tam sobie egzystuje, ale nie pomyślała, że może nie żyć. Pan doktor wręcza Ari pudełko z osobistymi rzeczami jej matki i nasza bohaterka, zdruzgotana, udaje się do hotelu. W pokoju hotelowym bierze prysznic, a po nim, pełna negatywnych uczuć, otwiera w końcu tajemnicze pudełko, w którym znajduje kilka przedmiotów oraz list zaadresowany do niej. Kolejna fala silnych emocji wstrząsa główną bohaterką, ale w końcu decyduje się przeczytać list (któż na jej miejscu nie uczyniłby tego samego?)

Po przeczytaniu wiadomości, Ari jak oparzona opuszcza pokój hotelowy i wymeldowuje się w recepcji. Wskakuje do swojego samochodu i wtedy w lusterku zauważa dziwnego osobnika stojącego za samochodem. Czyżby to był wampir? A może wilkołak? Albo upadły anioł? Cokolwiek to było, dziewczyna sięga po pistolet ze schowka na rękawiczki (w końcu to mógł być tylko jakiś zwykły gwałciciel lub morderca, którego można unieszkodliwić kulą ze spluwy) i lekko wystraszona, wychodzi z samochodu. Dochodzi do szamotaniny, potem do walki, bo ów tajemniczy gość chce zabić Ari, a kule się go nie imają. Do tego facet ma dziwny nóż i nim ciągle wymachuje, ale dziewczynie jakimś cudem udaje się wyrwać ostry przedmiot i zadźgać wampira/wilkołaka/upadłego anioła/inną mityczną postać. I co się dzieje? Mężczyzna wyparowuje (zaczynam się przychylać do hipotezy z wampirem, choć wyparował w nocy). Wtem nadjeżdża samochód, z którego wychodzi dwunastoletnia dziewczynka – pracowniczka firmy kurierskiej. Taka młoda, a już pracuje? Może w normalnym świecie jest to nielegalne, ale w Nowym 2 czyli dawnym Nowym Orleanie, to chleb powszedni jej mieszkańców. Ari wie, że urodziła się w tym właśnie mieście 17,5 roku temu i właśnie tam postanawia się udać w celu poszukiwania informacji o rodzicach, narodzinach, dziwnym psychopacie no i może o samej sobie. Nie wspomniałam tego wcześniej, ale Ari ma bardzo długie,proste, gęste i lśniące włosy (marzenie każdej dziewczyny oraz częsty chwyt marketingowy w reklamach produktów do pielęgnacji włosów), których nie da się ściąć ani spalić oraz dziwne, intensywnie zielone oczy. Co jeszcze? Ari umie się bić, bo jej przybrani rodzice to poręczyciele i jeśli trzeba, są również łowcami nagród.

Zalety

Niewątpliwie najmocniejszą stroną książki jest postać głównej bohaterki, ale czego spodziewać się po protagonistce urban fantasy? To nie jest żadna ciapa/gapa/oferma (i inne synonimy), która w paranormal romance potrafi tylko tępo wpatrywać się w faceta albo być całkowicie uzależnioną psychicznie i fizycznie od męskiego osobnika. Ari to twarda sztuka, młoda kobieta z krwi i kości i to właśnie z takimi dziewczynami powinny identyfikować się dzisiejsze czytelniczki. Powinny mówić „Też będę silna, też dokopię facetom, też będę umiała poradzić sobie sama”, a nie „Jestem przeciętna i dobrze mi z tym. Znajdę sobie faceta i on się mną zajmie. Po co walczyć jeśli można pozostać bierną?”.

Zaletą jest zapewne miasto Nowe 2, ale jak mogłoby być inaczej? W końcu uwielbiam powieści Anne Rice osadzone w Nowym Orleanie i opisy uliczek, domów, mieszkań czy ogrodów są naprawdę urzekające. W recenzowanej przeze mnie książce, Nowe 2 pomimo zniszczeń po kataklizmie nadal ma swój urok, a pani Keaton nie szczędzi opisów budowli, cmentarzy czy festiwalu Mardi Grass. Co prawda moja ulubiona autorka powieści gotyckich nie ma sobie równych, ale pani Kelly nieźle sobie radzi, jak na pierwszy raz.

Pozostali bohaterowie również przypadli mi do gustu, a zwłaszcza mała Violet z jej dziwnymi ząbkami i jeszcze dziwniejszym zachowaniem oraz jej mały biały przyjaciel – aligatorek. Główny (aczkolwiek drugoplanowy) męski bohater, Sebastian, nie denerwował mnie jak większość facetów w powieściach dla nastolatek, a o to naprawdę bardzo łatwo. Na szczęście, Bastian okazał się, tak jak Ari, postacią z krwi i kości i zachowywał się jak nastolatek powinien się zachowywać (nie licząc nadnaturalnej szybkości, siły i innych ciekawych zdolności). Jeśli chodzi o dorosłych, to bezapelacyjnie nabardziej polubiłam Michaela. Nie napisze kim on jest, ale jak tylko pojawił się w historii, to wiedziałam że będzie ciekawie. I mam nadzieję, że w następnej części będzie go więcej. Właściwie, to mógłby nawet zastąpić Sebastiana, hehehe…

Samo zakończenie, czyli wyjaśnienie śmierci matki Ari, dziwny wygląd głównej bohaterki oraz jej, być może nieunikniona, mroczna przyszłość to jeden z najlepszych pomysłów z jakim miałam okazję się zetknąć w literaturze młodzieżowej. A scena z przodkini Ari oraz bal maskowy (ach te tańce, suknie, maski i namiętności) to jedne z moich ulubionych książkowych scen.

Wady

Co najbardziej powodowało zgrzytanie moich zębów, to jeden wielki miszmasz jaki zgotowała nam autorka. Może innym to się spodoba, ale dla mnie wrzucenie do jednego kotła postaci z mitologii greckiej oraz słowiańskie wampiry i czarownice było dla mnie, jak śledź z czekoladą. Może podczas ciąży wydaje się to być interesującym połączeniem, ale w innym wypadku, to już jest co najmniej dziwne. Dlaczego pani Keaton, mając do dyspozycji cała gamę wampiro-podobnych mitologicznych stworów jak „lamie”, „empuzy” czy „vrykolaki” (tak, cwaniakuje, bo jestem w trakcie pisania pracy na temat wampirów :P), musiała umieścić w swojej książce zwykłe wampiry i dampiry? Już nie wspominając o voodoo, które co prawda pasuje do Nowego Orleanu, ale według mnie zostało umieszczone w kotle aby wyszła jeszcze lepsza mieszanka. W pewnym momencie bałam się, że mi zaraz wyskoczy chłopiec z blizną w kształcie błyskawicy na czole, zamachnie się różdżką i krzyknie „Crusio!”, albo jakiś Indianin przetransformuje się w wilkołaka. Oczywiście, nic straconego i w kontynuacji autorka może mnie jeszcze zaskoczyć. W wielkim skrócie: Odniosłam wrażenie, że pani Kelly postanowiła czerpać garściami z wszystkich popularnych powieści i stworzyć osobny twór. I tak oto mamy główną, silną bohaterkę w stylu Rachel Morgan z „Przynieście mi głowę Wiedźmy” (bo nie wszystkie nastolatki muszą być przeciętne), która spotyka na swej drodze tajemniczego przystojniaka (bo fanki paranormal romance muszą mieć o czym marzyć przed snem). Umieszczamy protagonistkę w mieście rodem z „kronik wampirów” (żeby było jeszcze mroczniej) i dorzucamy Percy Jacksona aby fani antyku też mogli chwycić książkę do rąk.

Pomimo tej jednej dużej wady, nie żałuję czasu spędzonego z książką. Naprawdę dobrze się bawiłam. Polecam, bo to jednak coś nowego na naszym rynku.

Ogólnie oceniam 4,5/6

Martycja

(Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Znak Emotikon, za co serdecznie dziękuję 🙂

Reklamy

3 responses to “Z ciemnością jej do twarzy – Kelly Keaton

  • kiciuś

    „Z ciemnością jej do twarzy” było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ot niepozorna książka, w zasadzie niewiele wyróżniająca się spośród innych.
    Myślałam, że to będzie kolejna książka w stylu „Zmierzchu”, jednak muszę przyznać, że po raz pierwszy czytałam coś, co łączy ze sobą niemal wszystko – od mitologii, po wampiry czy wiedźminy. Wszystko to autorka zrównoważyła elementami zwykłej, ludzkiej natury.
    Mroczna tajemnica, która ciągnie się przez całą książkę, ciągnie za sobą mnóstwo innych zagadek, co sprawia, że z ciekawości brnie się dalej i dalej.
    Myślę, że to nie jest książka tylko dla młodzieży czy miłośników fantasy. Może spodobać się naprawdę każdemu.
    Polecam ją wszystkim.

  • Toyka

    No ladnie, ladnie 😀 Moim zdaniem wielu autorow powinno pisac duzo opowiadan zamiast 1 powiesci, w ktorej chca koniecznie zmiescic WSZYSTKO.

  • tjś

    Świetna recenzja 🙂 A teraz tylko czekać na kolejną cześć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: