Opublikowany w Fragmenty książek

J. R. Ward – Aniol zemsty (FRAGMENT)


Dzisiaj mamy dla Was fragment Aniola zemsty, który premiere będzie miał 15 czerwca br.

Tom VIII – Dusza wampira – ukaże się na początku lipca br.

1.
Wszyscy królowie są ślepi.
Ci dobrzy o tym wiedzą i, sprawując władzę, polegają
na czymś więcej niż tylko na wzroku.

– Nasz król musi umrzeć.
Cztery krótkie słowa. Każde oddzielnie – nic niezwykłego.
Ale razem? Przywołują na myśl wszystko to, co najgorsze:
morderstwo, zdradę, zaprzedanie, śmierć.
Słysząc je, Mordh zamilkł, pozwalając tej złowieszczej
czwórce zawisnąć w ciężkim powietrzu gabinetu.
– Dostałeś jakąś odpowiedź? – zapytał Monsther, syn
Rehmbaka.
– Nie.
Monsther zamrugał i dotknął jedwabnego fularu na szyi.
Jak większość przedstawicieli glymerii stał mocno obiema
obutymi w aksamitne czółenka nogami na skostniałym, przerafinowanym
gruncie swojej kasty. Inaczej mówiąc, od stóp
do głów był uosobieniem wykwintu. W marynarce od smokingu,
eleganckich spodniach w prążki i… cholera, czyżby
to były getry?… był jakby wyjęty żywcem ze stron „Vanity
Fair”. Tylko że numeru sprzed stu lat. Chociaż, jeśli chodzi
o politykę, to jego ogromna protekcjonalność i błysko16
tliwe pomysły sprawiały, że był jak Kissinger bez prezydenta
– czysta analiza, zero władzy. Co zresztą tłumaczyło to
spotkanie, czyż nie?
– Nie poddawaj się teraz – powiedział Mordh. – Już skoczyłeś.
Lądowanie nie będzie bardziej miękkie.
Monsther zmarszczył brwi.
– Nie potrafię tego traktować tak żartobliwie jak ty.
– A czy ja się śmieję?
Rozległo się pukanie do drzwi. Monsther przekrzywił głowę;
jego profil przypominał teraz irlandzkiego setera – nos
i nic poza nim.
– Wejść.
Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła zgarbiona psanka,
z trudem dźwigająca ogromną tacę, a na niej ciężki srebrny
serwis. Kiedy uniosła głowę, zobaczyła Mordha i zastygła
w bezruchu.
– Postaw tutaj. – Monsther wskazał na niski stolik stojący
pomiędzy dwiema okrytymi jedwabną tkaniną sofami.
Psanka nawet nie drgnęła, wpatrzona w Mordha.
– Coś nie tak? – zapytał Monsther, słysząc niepokojące
dzwonienie filiżanek na tacy. – Postaw tutaj, no już.
Psanka pochyliła głowę, potem, mrucząc coś pod nosem,
powoli, ostrożnie, jakby zbliżała się do jadowitego węża, podeszła
do nich. Wyraźnie starała się trzymać jak najdalej od
Mordha. Postawiła wreszcie tacę, ale jej drżące ręce z trudem
ustawiały filiżanki na spodkach.
Kiedy sięgnęła po dzbanek z herbatą, było jasne, że rozleje
ją po całym pomieszczeniu.
– Pozwól, że ja to zrobię – powiedział Mordh, wyciągając
rękę.
Psanka gwałtownie się uchyliła. Dzbanek wymsknął jej
się z rąk.
Mordh w ostatniej chwili złapał parzące srebro w dłonie.
– I co ty wyprawiasz! – krzyknął Monsther, zrywając się
z sofy.
17
Psanka skuliła się, unosząc dłonie do twarzy.
– Przepraszam, panie. Naprawdę mi przykro, ja…
– Zamknij się i przynieś trochę lodu.
– To nie jej wina. – Mordh spokojnie ujął uchwyt czajnika
i rozlał herbatę do filiżanek. – A mnie nic się nie stało.
Patrzyli na niego, jakby oczekując, że podskoczy i wrzaśnie
„auć!”. On tymczasem odstawił srebrny czajnik i spojrzał
w jasne oczy Monsthera.
– Jedna kostka czy dwie?
– Czy… czy dać ci coś na oparzenie?
Mordh wyszczerzył w uśmiechu kły.
– Przecież nic mi nie jest.
Monsther wydawał się tym niemal urażony, wyładował
więc niezadowolenie na służącej.
– Przynosisz mi hańbę. Zostaw nas.
Mordh spojrzał na psankę. Dla niego jej emocje były trójwymiarową
siatką strachu, wstydu i paniki, falą wypełniającą
przestrzeń dookoła niej.
„Bądź spokojna – przekazał jej w myślach. – Wszystko
będzie w porządku”.
Na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Po chwili
jednak napięcie widoczne w całym jej ciele wyraźnie ją
opuściło i kiedy się odwróciła, wyglądała już o wiele spokojniej.
Po jej wyjściu Monsther odchrząknął i usiadł z powrotem.
– Nie sądzę, żeby się nadawała. Jest do niczego.
– Może zaczniemy od jednej kostki – Mordh sam sobie
odpowiedział na zadane wcześniej pytanie – i zobaczymy,
czy zechcesz następną.
Potem wyciągnął rękę z filiżanką w kierunku Monsthera,
który musiał wstać z sofy i pochylić się nad stolikiem.
– Dziękuję.
Mordh delikatnie przytrzymał spodek, wysyłając jednocześnie
nową myśl do mózgu gospodarza: „Zawsze spra18
wiam, że kobiety w mojej obecności się denerwują. To nie
była jej wina”.
Potem zwolnił nagle uchwyt i Monsther z trudem utrzymał
cenną porcelanę Royal Doulton.
– Ups… tylko nie wylej. Szkoda byłoby zrobić plamę na
tym pięknym dywanie. To Aubusson, prawda?
– Hmm… tak. – Monsther usiadł, marszcząc brwi. Zupełnie
nie wiedział, dlaczego nagle jakoś inaczej myślał o swojej
pokojówce.
– Eee… tak, zgadza się. Mój ojciec kupił go wiele lat temu.
Miał dobry gust, prawda? Ponieważ dywan jest taki duży,
specjalnie dla niego zbudowaliśmy ten pokój, dobraliśmy też
kolor ścian, żeby wydobyć brzoskwiniowy odcień.
Monsther z uśmiechem rozejrzał się po gabinecie i popijał
herbatę, wysoko unosząc mały palec.
– Jak herbata?
– Idealna, a ty się nie napijesz?
– Nie przepadam za herbatą. – Mordh odczekał, aż tamten
uniósł filiżankę do ust i zapytał: – Więc mówiłeś o zamordowaniu
Ghroma?
Monsther zakrztusił się, a herbata doskonałej marki Earl
Grey poplamiła przód jego krwistoczerwonej marynarki od
smokingu i zachlapała brzoskwiniowy dywan zakupiony jeszcze
przez tatusia.
Mordh podał mu serwetkę.
– Proszę, wytrzyj tym.
Monsther niezgrabnie poklepał się serwetką po piersi, potem
przejechał nią po dywanie, z równie niezadowalającym
zresztą rezultatem. Najwidoczniej należał do tych facetów,
którzy raczej robią bałagan, niż go sprzątają.
– Mówiłeś… – mruknął Mordh.
Monsther rzucił serwetkę na tacę, odstawił filiżankę
z resztką herbaty, wstał i zaczął krążyć po pokoju. Wreszcie
zatrzymał się przed dużym obrazem przedstawiającym górski
krajobraz i zdawał się bez reszty pochłonięty podziwia19
niem dramatyzmu sceny z kolonialnym żołnierzem na pierwszym
planie, wznoszącym modły do niebios. Nagle odezwał
się, nie odwracając od obrazu.
– Dobrze wiesz, że wielu naszych braci zostało zabitych
w wyniku ataków reduktorów.
– A już myślałem, że zostałem provodhyrem Rady tylko
ze względu na moją błyskotliwą osobowość.
Monsther spojrzał przez ramię, zadzierając podbródek
w charakterystycznej manierze arystokraty.
– Straciłem ojca i matkę, a także wszystkich bliskich
kuzynów. Pochowałem każdego z nich. Myślisz, że to zabawne?
– Przepraszam. – Mordh położył prawą dłoń na sercu i pochylił
głowę, mimo że tak naprawdę miał to wszystko gdzieś.
Nie zamierzał dać się w ten sposób zmanipulować. Zwłaszcza
że emocje tego gościa zdradzały chciwość, a nie żal.
Monsther odwrócił się plecami do obrazu, a jego głowa
zajęła miejsce góry, na której stał kolonialny żołnierz… wyglądało
to tak, jakby malutki człowiek w czerwonym mundurze
próbował wspiąć się na jego ucho.
– Glymeria poniosła z tego powodu nieopisane straty. Traciła
nie tylko życie, ale i mienie. Plądrowano domy, kradziono
antyki i dzieła sztuki, opróżniano konta bankowe. I co
zrobił Ghrom? Nic. Nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi
na wielokrotnie zadawane pytania, jak to się stało, że namierzono
domy tych rodzin… i dlaczego Bractwo nie powstrzymało
ataków… i na co poszły te wszystkie środki. Nie ma
też żadnego planu, który gwarantowałby, że sytuacja się nie
powtórzy. Żadnego zapewnienia, że ci nieliczni członkowie
arystokracji, którzy się jeszcze ostali, po powrocie do swych
siedzib w Caldwell będą mieli dostateczną ochronę.
Monsther sam się nakręcał, a jego głos wznosił się i odbijał
od pozłacanego sufitu.
– Nasz ród wymiera i potrzebujemy prawdziwego przywództwa.
Według prawa, Ghrom tak długo jest królem, jak
20
długo jego serce bije w piersi. Ale czy jedno życie jest warte
tyle samo, co życie wielu? A co mówi ci twoje serce?
Ha, serce Mordha, czarny, zły mięsień.
– A co potem?
– Przejmiemy kontrolę i zrobimy, co trzeba. Podczas swego
panowania Ghrom wiele rzeczy pozmieniał… Zobacz, co
zrobiono z Wybrankami – teraz wolno im mieszkać po Tej
Stronie… To niesłychane! Posiadanie juchaczy jest zakazane,
zniósł też status eremithek. O, najdroższa Pani Kronik…
niedługo pewnie w Bractwie zaczną nosić spódnice. Jeśli my
przejmiemy władzę, będziemy mogli odkręcić to, co on zrobił,
i przywrócić stare prawa i zwyczaje. Rozpoczniemy ofensywę
przeciwko Korporacji Reduktorów. Możemy zwyciężyć.
– Zbyt często używasz słowa „my”. I wiesz co, z jakiegoś
powodu nie sądzę, żeby to było właśnie to, o czym naprawdę
myślisz.
– Cóż, oczywiście musi być jeszcze ktoś, kto będzie pierwszym
między równymi.
Mówiąc to, Monsther jakby bezwiednie wygładził klapy
marynarki, przechylił głowę i ustawił się tak, jakby pozował
do pomnika albo do fotografii na dolarowy banknot.
– Jakiś wybrany mężczyzna, który cieszy się autorytetem
i ma zasługi.
– A w jaki sposób ten ideał miałby zostać wybrany?
– Będziemy zmierzać w kierunku demokracji. Długo wyczekiwana
demokracja, która zastąpi niesprawiedliwe i nieuczciwe
zwyczaje monarchii…
Słuchając tej czczej gadaniny, Mordh odchylił się do tyłu,
założył nogę na nogę i splótł dłonie. W głębi jego duszy ścierały
się dwie jego przeciwstawne natury – wojnę wewnętrzną
toczył wampir z symphatą. Jedyny plus, że ten wewnętrzny
krzyk zagłuszył wszystkie inne dźwięki. Okazja była oczywista:
pozbyć się króla i przejąć władzę nad rasą. Sytuacja
niewyobrażalna: zabić porządnego faceta, dobrego przywódcę
i… w pewnym sensie przyjaciela.
21
– …i wybralibyśmy tego, który nas poprowadzi. Uczynilibyśmy
go odpowiedzialnym przed Radą. Upewnilibyśmy się,
że nasze obawy znajdują zrozumienie. – Monsther powrócił
na kanapę, sadowiąc się wygodnie; teraz godzinami mógłby
rozprawiać o przyszłości. – Monarchia nie funkcjonuje właściwie
i demokracja jest jedynym wyjściem…
– A demokracja zazwyczaj oznacza, że każdy ma prawo
głosu – wtrącił Mordh. – Mówię to na wypadek, gdybyś nie
wiedział.
– Ależ tak, każdy z nas miałby. Wszyscy, którzy służą
Radzie, byliby w radzie wyborczej. Każdy byłby uwzględniony.
– Dla twojej informacji, termin „wszyscy” oznacza również
tych spoza grupy „każdy z nas”.
Wzrok Monsthera wyraźnie mówił: „Och, proszę, bądźmy
poważni”.
– Powierzysz więc rasę niższym klasom?
– To nie moja decyzja.
– Ale może być.
Monsther uniósł filiżankę do ust, rzucając ostre spojrzenie
ponad jej krawędzią.
– Z pewnością może być. Przecież jesteś naszym provodhyrem.
Patrząc na gościa, Mordh zobaczył wszystko niezwykle
wyraźnie: zabicie Ghroma oznaczałoby koniec jego królewskiej
linii, ponieważ nie spłodził jeszcze potomka. Społeczeństwa,
zwłaszcza pozostające w stanie wojny, takie właśnie
jak wampiry, nie znoszą braku przywództwa, więc radykalne
przejście od monarchii do „demokracji” nie byłoby
aż tak niewyobrażalne jak w innych, bardziej normalnych,
bezpieczniejszych czasach.
Glymeria mogłaby wynieść się z Caldwell i ukryć w swoich
bezpiecznych kryjówkach w Nowej Anglii, ale ta grupa
niemrawych sukinsynów miała pieniądze i wpływy, i chciała
być zawsze u władzy. Mogliby więc ukryć swoje ambicje
22
pod przykrywką demokracji i działać tak, jakby naprawdę
troszczyli się o maluczkich.
Mroczna natura Mordha wyrywała się niczym uwięziony
przestępca, niecierpliwie oczekujący na zwolnienie warunkowe:
Złe czyny i gra o władzę niesamowicie pociągały tych,
którzy byli z krwi jego ojca i jakaś jego część chciała stworzyć
wolne miejsce… a potem je wypełnić.
Brutalnie przerwał bzdurne wywody Monsthera.
– Oszczędź mi propagandy. Co konkretnie sugerujesz?
Tamten powoli i z namysłem odstawiał filiżankę, jakby
chciał w ten sposób zademonstrować, że waży słowa.
Mordh i tak mógłby się założyć, że facet od początku wiedział,
co powie. Coś w jego sposobie bycia sugerowało, że
nie należy do tych, którzy pozostawiają rzeczy własnemu
biegowi.
– Jak dobrze wiesz, w najbliższych dniach Rada ma się zebrać
w Caldwell i zobaczyć się z królem. Kiedy Ghrom przybędzie…
po prostu zdarzy się śmiertelny wypadek.
– On zawsze przybywa z Bractwem. A to nie są mięśniaki,
z którymi tak łatwo można sobie poradzić.
– Śmierć ma różne oblicza. I wiele etapów.
– A jaka miałaby w tym być moja rola?
Odpowiedź znał jednak dobrze. Jasne oczy Monsthera
były błyszczące i zimne jak lód.
– Wiem, kim jesteś. Więc wiem, do czego jesteś zdolny.
Nie był tymi słowami zaskoczony. Przez ostatnie dwadzieścia
pięć lat Mordh był królem narkotyków i chociaż się
z tym nie afiszował, wampiry regularnie odwiedzały jego kluby,
a część z nich była nawet jego klientami. Nikt poza braćmi
nie wiedział o jego drugiej naturze – symphaty, a gdyby
miał wybór, to i przed nimi by to ukrywał. Przez ostatnie
dwie dekady płacił swojej szantażystce wystarczająco dużo,
by mieć pewność, że sekret pozostanie sekretem.
– Właśnie dlatego z tobą o tym rozmawiam – powiedział
Monsther. – Będziesz wiedział, jak się tym zająć.
23
– Racja.
– Jako provodhyr Rady będziesz miał ogromną władzę.
Nawet jeśli nie zostaniesz wybrany na szefa, Rada i tak
zmierza donikąd. A jeśli chodzi o Bractwo Czarnego Sztyletu,
nie musisz się niczego obawiać. Wiem, że twoja siostra
jest związana z jednym z nich. Nie będzie to miało żadnego
wpływu na braci.
– Nie sądzisz, że to ich wkurwi? Ghrom jest nie tylko ich
królem. To ich krew.
– Ich podstawowym zadaniem jest ochrona naszej rasy.
Dokądkolwiek pójdziemy, muszą za nami podążać. Musisz
też wiedzieć, że jest wielu, którzy uważają, że ostatnio marnie
się spisują. Może potrzeba im lepszego przywództwa?
– Pewnie twojego. No tak. Oczywiście.
To tak, jakby dekorator wnętrz próbował dowodzić kompanią
czołgów: cholernie dużo hałaśliwej paplaniny, dopóki
jeden z żołnierzy nie wkurzy się i nie przejedzie po facecie
gąsienicą. Oto idealny plan. Tak.
A jednak… Kto powiedział, że to Monsther ma być tym
wybranym? Wypadki zdarzają się zarówno królom, jak i arystokratom.
– Powiem ci to, co zwykł mawiać mój ojciec – kontynuował
Monsther – że najważniejsze jest wyczucie czasu. Musimy
szybko działać. Czy możemy więc na tobie polegać,
przyjacielu?
Mordh stanął naprzeciwko Monsthera. Szybkim ruchem
obciągnął marynarkę, potem sięgnął po laskę. Nie czuł niczego:
ani swoich ubrań, ani ciężaru przenoszącego się z tyłka
na stopy czy uchwytu laski w dłoni, którą poparzył. Odrętwienie
było efektem zażywania narkotyku pozwalającego
utrzymać złą część jego natury przed ujawnieniem się w mieszanym
towarzystwie, rodzajem więzienia, w którym ukrywał
swoje socjopatyczne odruchy. Wystarczyłoby jednak pominięcie
jednej dawki, żeby uwolnić jego prawdziwą naturę.
Zło tkwiące w nim było gotowe do gry.
24
– Co ty na to? – zapytał Monsther.
Czyż nie było to właściwe pytanie? Czasami, podejmując
niezliczone prozaiczne decyzje, dotyczące tego,
co zjeść, gdzie spać i jak się ubrać, natrafiamy na prawdziwe
dylematy. W takich chwilach, kiedy mgła okrywa
względnie nieistotne sprawy, a los żąda od nas skorzystania
z wolnej woli, możemy pójść tylko w jedną lub drugą
stronę; nie ma nic „pomiędzy”, żadnego negocjowania,
żadnych opcji.
Trzeba odpowiedzieć na wezwanie i samodzielnie wybrać
drogę. I nie ma z niej odwrotu.
Oczywiście nie było to łatwe. Poruszanie się w zgodzie ze
skomplikowaną mapą moralności było czymś, czego musiał
się nauczyć, żeby dopasować się do środowiska wampirów.
I nauczył się tego, choć tylko w pewnym stopniu. A prochy
tylko trochę mu w tym pomagały.
Nagle blada twarz Monsthera przyjęła odcień pastelowego
różu, ciemne włosy przeszły w kolor karmazynowy, a marynarka
stała się czerwona niczym keczup. Kiedy wszystko zalała
fala czerwieni, pole widzenia Mordha stało się płaskie jak
ekran filmowy. Co być może tłumaczy, dlaczego symphatom
tak łatwo przychodziło wykorzystywanie ludzi. W miarę, jak
mroczna strona jego natury brała górę, wszechświat zamieniał
się w szachownicę, a ludzie stawali się w jego wszechwiedzących
dłoniach pionkami. Wszyscy bez wyjątku. Wrogowie…
i przyjaciele.
– Zajmę się tym – oznajmił wreszcie Mordh. – Jak sam
powiedziałeś, wiem, co robić.
– Daj mi słowo. – Monsther wysunął w jego kierunku gładką
dłoń. – Słowo, że zrobisz to w tajemnicy i po cichu.
Mordh pozwolił dłoni tamtego zawisnąć w powietrzu.
Uśmiechnął się tylko, po raz kolejny odsłaniając kły.
– Zaufaj mi.

Fragment otrzymałyśmy od zaprzyjaźnionej z nami Kasi Zarebskiej 🙂 DZIĘKUJEMY!

3 myśli na temat “J. R. Ward – Aniol zemsty (FRAGMENT)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s