Opublikowany w Martycja

Umarli czasu nie liczą – Kim Harrison


Po interesującym opowiadaniu w antologii „Bale maturalne z piekła”, z niecierpliwością czekałam na rozwinięcie wątku i ciąg dalszy historii z Madison w roli głównej. Niestety rozczarowałam się wersją książkową. Tak jak opowiadanie czytałam z zapartym tchem, tak książkę strasznie męczyłam. Najwidoczniej autorka zawarła wszystko co ciekawe na kilkudziesięciu stronach, a potem gdy miała ich do dyspozycji 260, nie wiedziała jak interesująco kontynuować historię. Przez pierwsze 200 stron fabuła wlecze się jak flaki z olejem, a przy końcu coś zaczyna się dziać, ale nagle się kończy. Jak dla mnie autorka mogła te ciekawe fragmenty zamienić w opowiadanie numer dwa. Wtedy być może znów mogłabym się zachwycać wartką akcją, a nie usypiać nad opisem doby z życia Madison.

Bohaterowie
– Madison – główna bohaterka, której umarło się w opowiadaniu (tzn. która została zamordowana). Pomimo wszystko próbuje żyć jak dawniej, nie licząc tego, że już nie potrzebuje snu i jedzenia, chyba, że chce. Pozuje na buntowniczkę, tzn. wymyka się z domu w nocy i włóczy się po ulicach. Farbuje końcówki włosów na fioletowo, ubiera się kolorowo i nosi tenisówki z czaszkami. A tak poza tym, dziewczyna jest miałka, brak jej charyzmy, poczucia humoru, zainteresowań, a nawet charakteru.
– Barnaba – również jest bezbarwną postacią, do tego żniwiarzem, który po prostu niczym się nie wyróżnia. Równie dobrze mógłby być manekinem lub pomnikiem, nikt by nawet różnicy nie zauważył. Do jego obowiązków należy nauczanie Madison różnych sztuczek i pilnowanie jej aby czegoś nie skombinowała.
– Ron – Strażnik czasu. Umie wytwarzać medaliony, którymi posługują się żniwiarze. Co więcej facet jest totalnie bez wyrazu, a to że się czasem zezłości, nie znaczy, że ma jakiś charakter.
– Josh – Chyba jedyny, który nie jest płaskim talerzem. Próbuje zaprzyjaźnić się z Madison, bo ma poczucie winy za bal maturalny. Jest popularnym w szkole sportowcem i wszyscy mu się dziwią, że chce łazić z fioletowowłosą dziewczyną.
– Nakita – Moja ulubiona postać. Jest co prawda postacią negatywną, ale ta dziewczyna ma charakter! I jaja! Tzn. dobrze rozbudowane jajniki.

Fabuła
Cała opowieść rozgrywa się na przestrzeni dwóch dni, powtarzam DWÓCH DNI. Już chyba bardziej rozwlec historii się nie dało. Wszystko zaczyna się jakieś 4 miesiące po śmierci głównej bohaterki i rozgrywa przez 2 dni (tak, musiałam to powtórzyć). Madison próbuje nauczyć się czytać w myślach swojego mentora Belzebuba, tfu! Barnaby (co to w ogóle za imię?). Oczywiście nie wychodzi jej to, więc razem idą na pierwszą akcję (co z tego, że ona nic nie umie?). Jakoś wychodzą z opresji cało i wtedy pojawia się szef Belze… Barnaby, strażnik czasu, który daje im reprymendę i anioła stróża (który o dziwo skojarzył mi się z pixy z „Przynieście mi głowę wiedźmy”. Najwidoczniej pani Harrison lubuje się w małych latających stworzonkach). Strażnik czasu zabiera żniwiarza ze sobą i na całą dobę Madison zostaje sama! No po prostu coś strasznego! Teraz bidulka musi w ciągu kilku godzin nauczyć się czegokolwiek, aby uchronić się przed niebezpieczeństwem! Co z tego, że w ciągu 4 miesięcy nie nauczyła się niczego? Dziewczyna pozostając sama sobie idzie po pomoc do zwykłego licealisty….

Po wszystkich tych nudnych opisach, co też główna bohaterka porabia, w końcu pojawia się ciekawa akcja. Szkoda, że tylko na ok 20 stron. Gdyby nie ta końcówka, gdzie wiele się wyjaśnia i dzieje, wkurzyłabym się. Na szczęście zakończenie to zapowiedź czegoś nowego i lepszego, to tak jakby ”Umarli czasu nie liczą” było dokończeniem prologu ze zbioru opowiadań.

Zastanawia mnie, jak to możliwe, że autorka tworzy genialną serię o wiedźmie, po to by następnie stworzyć gniota o żniwiarce? Czy to jakaś kara dla czytelników aby przestali zachwycać się jej twórczością?

Ogólna ocena: 2/6 (w tym 1 za opowiadanie)

Martycja

10 myśli na temat “Umarli czasu nie liczą – Kim Harrison

  1. Książka wcale nie jest zła, może nie tak ciekawa jak opowiadanie i w niektórych momentach akcja jest ‚przeciągana’. Mimo wszystko uważam, że jest naprawdę warta przeczytania 😉

  2. Czytałam już wiele niepochlebnych opinii na jej temat i szczerze wątpię bym w najbliższej przyszłości sięgnęła po tę pozycję 😉

  3. Nie powinno, bo Madison wspomina co się stało na balu, jednak opowiadanie jest o wiele lepsze od książki 😉

  4. Oj w zyciu nie widzialam zebys tak nisko ksiazke ocenila. Znakiem tego, zdecydowanie niewarto po to siegac. Ble. Czemu naszych „powiesci” nie wydadza? ;( nasze bohaterki chociaz maja te tzw. jaja 😀

  5. No to widzę, że warto przeczytać książkę. 😉 Oczywiście żartuję.
    Ale hasło: „Płaski talerz” jest najlepsze w całej recenzji, powaliło mnie na kolana.

    Pozdrawiam, Klaudyna.

    1. Na początku miała być mumia, ale potem pomyślałam o tym, że postać jest płaska, więc dodałam talerz aby to jeszcze podkreślić 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s