Szeptem – Becca Fitzpatrick


Wszyscy zachwycali się tą książką, choć powinnam raczej napisać „wszystkie”, bo nie sądzę aby jakiś facet po nią sięgnął (chyba, że przegrał zakład). Oczywistością było to, że i ja zwrócę na nią uwagę, w końcu jak miałam nie zwrócić? Te wszystkie okrzyki zachwytu, zawalone stoły w księgarniach tym właśnie tytułem oraz ciągłe pochwały na licznych forach, portalach i w sklepach internetowych. Piękna okładka przykuła moją uwagę no i tematyka upadłych aniołów, też robi swoje, że o tych wszystkich pozytywnych recenzjach już nie wspomnę.
Mogłam domyśleć się, że gdy nastolatki robią wiele szumu wokół czegoś lub piszczą gdy dorwą nowy numer ukochanego magazynu, widząc swojego idola (na przykład siusiają na widok nowego zdjęcia „patisona”), to powinnam uciec z krzykiem od tego zjawiska i to jak najdalej. Niestety mleko się rozlało, a kotlet przypalił. Kupiłam książkę i przeczytałam, co wymagało ode mnie nieograniczonego pokładu cierpliwości, środków na uspokojenie (czekolada i pół litra, wody oczywiście, okazały się bardzo pomocne w trawieniu tego dzieła). Apel do osób, które czytały już książkę i mają jobla na jej punkcie: darujcie sobie czytanie tej recenzji. Po co macie mnie na stosie spalić, za plucie na waszą biblię? Pocieszam siebie, że ani razu nie cisnęłam książką o ścianę, choć raz mało brakowało…

Ogólnie pomysł na fabułę autorka miała dobry, gorzej z jego wykonaniem. Może jestem za stara na takie miłostki? A może autorka zorientowała się, że nastolatki uwielbiają mrocznych, silnych i psychopatycznych chłopaków, którzy wykorzystują przeciętne dziewczyny, a te cieszą się, że takie „ciacho” w ogóle zwróciło na nie uwagę?. Jestem ciekawa czy pani Fitzpatrick przeczytała Zmierzch, bo odnoszę wrażenie, że nie raz. Co prawda, Szeptem nie jest tak ckliwe, „słitaśne” i nudne jak znana saga o wampirach, ale czytając ją i tak dostawałam cholery w niektórych momentach. Od samego początku denerwowali mnie bohaterowie, ich zachowania powodowały u mnie skurcze wszystkich mięśni ciała, a książkę tak mocno ściskałam, że na okładce odcisnęły się moje linie papilarne. Zaczęłam pić podczas czytania, bo na trzeźwo trudno było mi się skupić na fabule. Całkiem możliwe, że właśnie wtedy również zaczęłam palić. Raz moja mama znalazła mnie skuloną w kącie, z książką leżącą obok moich stóp. Ponoć mamrotałam „spokojnie Martuś, na pewno ci się uda, ta książka nie zrobi ci krzywdy” Kochana rodzicielka zaprowadziła mnie do łóżka z nadzieją, że mi przejdzie. Nie pamiętam tego, ale mama zapowiedziała, że jeżeli raz jeszcze znajdzie mnie w takim stanie, obetnie mi fundusze na książki…

Bohaterowie
-Główna bohaterka, Nora, to ładna, przecięta kujonka (No przecież kujonki też mogą znaleźć zarąbistego chłopaka!) Niestety Nora jest TYLKO kujonką. Gdyby ona jeszcze była inteligentna to może nie byłaby tak denerwująca, ale tego niestety wykuć się nie da. Główna bohaterka jest nie tylko tępa, ale i naiwna. A co za tym idzie, cholernie łatwowierna. Nóż mi się w kieszeni otwierał kiedy czytałam jak to dziewczę oznajmiło swojemu obiektowi westchnień „och nie! Jestem sama w domu i to na calutką noc! Niestety nie mogę cię wpuścić”. Brakowało jeszcze świecenia dekoltem, wydymania ust i okręcania sobie kosmyka włosów na palcu.
-Główny męski bohater, Patch, jest zadufanym w sobie dupkiem, który zdaje sobie sprawę z tego, jak działa na dziewczyny i korzysta z tego ile się da. Jego arogancja nie zna granic, jest bezczelny i mówi to co myśli, nie zważając na uczucia innych (Autorka zapewne chciała zrobić z niego „bad guy” o gołębim sercu). Za obiekt dokuczania wybrał kujonkę. No bo kogo innego? Tylko przeciętne, nieśmiałe dziewczęta dają sobą tak łatwo manipulować. Patch dzięki swej wrodzonej inteligencji owinął sobie Norę wokół małego palca. Facet kiwnie głową, a ta biegnie na zawołanie (chociaż, ona „myśli”, że jest asertywna). Chłopak jest tajemniczy, przystojny i pojawia się wszędzie, gdzie jest potrzebny (albo i nie). Ale przecież nastolatki KOCHAJĄ prześladowców. Czy to nie jest romantyczne? Mieć faceta, który ma w dupie twoje zdanie, zabiera cię gdzie chce, mówi ci co masz robić i wyczynia z Tobą co tylko zechce? Normalnie się rozpływam!
-Vee, na początku wydawała się fajna, taka na luzie kumpelka. Niestety, okazała się jeszcze głupszą gąską niż Nora. Znów spotykam się z przyjaciółką głównej bohaterki, której przydałoby się porządne manto. (Gdybym ja miała taką kumpelkę, to nie omieszkałabym przejechać po niej samochodem podczas deszczu).
-Elliot nawet fajny facet, jest rywalem Patcha w walce o względy Nory.

Minusy
Jeśli chodzi o intrygi i tajemnice, które ktoś obiecał w opisie, to się rozczarowałam. W założeniu miała być jedna WIELKA tajemnica, ale ją można rozgryźć w pierwszych rozdziałach książki, a potem zastanawiałam się, jak długo bohaterowie będą się wszystkiego domyślać. Zapewne autorka chciała skupić się tylko na rodzącym się uczuciu pomiędzy parą głównych bohaterów. Dla mnie to jednak za mało. Pani Fitzpatrick również potraktowała po łebkach zjawiska nadprzyrodzone, które zwykle występują w romansach paranormalnych. Do jasnej ciasnej! Miały być upadłe anioły miały być bitwy, walki, krew i flaki! a nie… to nie ta książka. Jednak strasznie brakowało mi czegoś więcej na temat mitologii i opisów nadnaturalnych zdolności. Jedynce co otrzymałam, to jakieś cholerne wyszukiwanie w internecie informacji o potencjalnym wampirze tfu! upadłym aniele i nefilach (uczucie de ja vu).

Plusy
Pozytywy muszą jakieś być, skoro jakoś udało mi się przeczytać całość.
Jednym z największych plusów jest niewątpliwie okładka, która przyciąga niczego nie spodziewające się czytelniczki. Drugi plus, to długość książki, bo 350 stron to naprawdę akurat na tak denerwującą historię.
Co do reszty:
Wytłumaczenie, dlaczego Patch zachowywał się bezczelnie, prześladował Norę i manipulował nią, było całkiem logiczne. Można zrozumieć motywy jego postępowania i nie zastanawiać się godzinami o co autorce chodziło. Ogólnie cała „intryga” aby zaciągnąć dziewczynę do łóżka, tfu, aby zaciągnąć w pewne miejsce była również dobrze przemyślana. Dobrze, że chociaż raz Nora miała przebłysk inteligencji. Bardzo podobały mi się sceny napięcia seksualnego pomiędzy parą głównych bohaterów. Co prawda były tylko dwie takie, ale opis chemii wiszącej w powietrzu był bardzo realistyczny.
Ucieszył mnie fakt, że Patch posiadał znaki szczególne, wskazujące jego pochodzenie. Sytuacje, w których ktoś obrywał zamiast Nory też mi się spodobały, bo dzięki nim była jakaś akcja w fabule. Tylko owe (no i te z chemią) sceny wywołały u mnie zainteresowanie tą książką chociaż na chwilę. Rozwiązanie akcji, czyli motyw bycia „pomiędzy młotem a kowadłem” również był całkiem na rzeczy. Samiutkie zakończenie było „milutkie” dopóki nie przeczytałam tekstu który wszystko popsuł: „Będziemy się całować” WTF?! Jak by mnie mój chłopak coś takiego powiedział, to moje libido spadłoby o jakieś 200%! Jaki normalny facet rzuca takimi tekstami?! Brakowało jeszcze: „a teraz ścisnę namiętnie twe pośladki moimi seksownymi dłońmi”.

Ogólna ocena: 2,5/6 (plus za chemię)

P.S

Kupiłam już część drugą. Pewnie myślicie, że jestem masochistką, ale to nieprawda! To, że czasem lubię poznęcać się sama nad sobą, nie oznacza zaraz, że jestem zboczona.

Reklamy

12 responses to “Szeptem – Becca Fitzpatrick

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: