Tożsamość Anioła – L. H. Zelman


Jak tylko dowiedziałam się o książce młodzieżowej z wątkiem paranormalnym rodzimej autorki, wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, kiedy ją zdobędę (nie ważne, jakim sposobem). W końcu my – Polacy, powinniśmy wspierać polskich autorów i zaopatrywać się w ich dzieła literackie, a nie tylko żerować na zagranicznych pisarzach i twierdzić, że Polak nic ciekawego nie stworzy. Co prawda nasza autorka ukryła się pod pseudonimem, który sugeruje że Polką nie jest, ale zapewne jest to chwyt marketingowy, aby książka lepiej się sprzedawała. Coś chyba jest z tą awersją do swoich pisarzy, bo z tego co słyszę wśród znajomych i czytam na portalach, czytelnicy nie za bardzo chcą czytać książki polskich autorów. Może kojarzą im się z lekturami szkolnymi?

Tożsamość anioła”, ma przepiękną okładkę zaprojektowaną również przez polskich grafików, a narysowana dziewczyna idealnie komponuje się z tłem. Skrzydełka narysowane na plecach postaci, bardzo przypominają te wytatuowane na plecach mojej kumpeli, więc tym bardziej uśmiecham się w duchu patrząc na obrazek. Zostawiam już wywody na temat pięknego rysunku i biorę się za opis fabuły książki 😉

Fabuła

Akcja książki rozpoczyna się drugim semestrem na uczelni, do której uczęszcza główna bohaterka – Andrea Volton. Dziewczyna ma 19-20 lat, mieszka w kampusie przy uczelni, a pokój dzieli z Carmen, piękną i bogatą studentką, która uwielbia być w centrum uwagi. Protagonistka jest jedną z najlepszych uczennic w college’u, pracuje charytatywnie w fundacji Hope oraz zajmuje się starszymi ludźmi w domu spokojnej starości. Jej środkiem transportu jest rower, bo to lepsze dla środowiska, a jej jedynym mankamentem jest brak asertywności (cóż za idealna, miła i bezinteresowna osóbka, nieprawdaż?). Jej dwoma największymi utrapieniami są: utrzymanie średniej ocen oraz Kaspar Legrand – najlepszy uczeń w ostatniej klasie college’u. Młody mężczyzna jest przystojny, dobrze się uczy, wszyscy się go słuchają, a co więcej, uważa że wszystko ma być tak jak on chce.

Jak zaczęłam czytać o tym, jak to główna bohaterka pomaga innym, daje się wykorzystywać, jest bardzo, baaardzo pomocna, a jakiś przystojniak zwrócił na nią uwagę, choć ona w to nie wierzy, bo jest brzydka i nieatrakcyjna, to zaczęłam się bać. Po pierwszych 50 stronach tak się zirytowałam Andreą, że wyrzuciłam książkę do plecaka i skupiłam się na nudnym wykładzie z językoznawstwa. Jak można być tak nieasertywną osobą, robić nieasertywne rzeczy i twierdzić, że szkoda, że nie jest się bardziej asertywną?! Dżizas! Czy teraz jest jakiś monopol na wkur(…)ące główne bohaterki?! Gdy przeczytałam zapowiedź, że w powieści występują studentki, to ucieszyłam się, bo ile można czytać o licealistkach? My studenci chcemy czasem poczytać o nas, studentach. Tylko dlaczego czytając o studentach, odniosłam wrażenie, że czytam o niedorozwiniętych emocjonalnie nastolatkach?!

Wracając do fabuły. Przy drugim podejściu rozpoczęłam rozdział numer dwa. I co tam ciekawego? A nic właściwie, Carmen wrobiła Andree w imprezę u ich wspólnej koleżanki Barbabry, ale żeby nie było, przedtem Kaspar wymusił na protagonistce wspólną naukę do trygonometrii (o żesz w mordę jeżozwierza! Jak on mógł tak bezczelnie uczyć się z nią w bibliotece?!). Na imprezie incydent. Zazdrosna koleżanka objeżdża główną bohaterkę, a ta zrozpaczona ucieka. Kaspar biegnie za nią, ona go nie chce, ten się wścieka i ją podwozi pod kampus. Przechodzimy do rozdziału numer trzy. No proszę, po 80 stronach Andrea ma dziwny sen, a w nim tajemniczy, ezoteryczny i enigmatyczny…. demon! Ha! Tego się nie spodziewałyście, prawda? (Niech mnie ktoś zastrzeli…).
No dobra, więc w końcu coś zaczyna się dziać, bo Carmen wraz z Barbs i Kasparem oraz dwójką statystów porywają główną bohaterkę na wycieczkę w góry. A tam zaczynają dziać się dziwne, niepokojące, podejrzane i kuriozalne rzeczy.
Dobra, więcej pisać nie będę, bo zaraz okaże się, że streszczę całą książkę, a i tak nic się z tego nie dowiecie 😛

Minusy

Z reguły zaczynam od plusów, jednak tutaj robię wyjątek, gdyż jestem świeżo po przeczytaniu książki i już w poprzednim akapicie zaczęłam pisać o wadach, więc chcę podciągnąć ten wątek, aby później nie skakać z kwiatka na kwiatek, i żeby trzymać się kolejności w akapitach, co by nie robić bałaganu (długie zdanie, nieprawdaż?).

Oprócz niezwykle irytującej bohaterki oraz tragicznego Kaspara, który jest postacią tragiczną i do tego tragicznie się zachowuje, dochodzi MEGA WIELKI spoiler z tyłu książki. Ja wiem, że treść „Jeśli pewnego dnia okaże się, że jesteś aniołem i twoja obecność na ziemi to nie przypadek… Czy w to uwierzysz?” miała zachęcić do zakupu książki, ale ja wiedząc, że Andrea jest tym cholernym aniołem, jeszcze bardziej męczyłam się czytając. Jak można pisać z tyłu okładki o czymś, co jest motywem przewodnim historii?! Czytelnik powinien wraz z główną bohaterką powoli odkrywać tajemnicę, która otacza Andreę, a nie śledzić jej poczynania i zastanawiać się, kiedy to dziewczę w końcu się dowie, o tym, co ja – czytelnik wiem od samego początku?! Bohaterka uświadamia to sobie nie wcześniej niż w połowie powieści. W tym momencie, odetchnęłam. Jednak zaraz po uldze poczułam kolejne spięcie, bo o czym będzie reszta książki? Dopiero wtedy, kiedy już niczego nie mogłam się spodziewać, historia mnie zainteresowała i czytanie było dla mnie o wiele łatwiejsze. Szkoda, że musiałam na to czekać prawie 150 stron.

Kolejnym minusem jest górnolotny język. Tak jak w opisach jest to jeszcze znośne, tak wydumane konwersacje głównych bohaterów wołają o pomstę do piekła. Którzy nastolatkowie (pod przykrywką studentów) używają takiego języka? Aż szkoda, że jeszcze nie mówili do siebie wierszem, normalnie mi tego brakowało. Ciekawe jakby to było, gdyby postacie używały mowy z Shakespearowskich sonetów albo posługiwały się językiem mistrza Yody? Patetyczność dopiero byłaby to!

Do czego by tu się jeszcze doczepić… Już wiem! Do scen „ni z gruszki ni z pietruszki”, które potrafią nieźle rozproszyć całe wczuwanie się w akcję lub spowodować parsknięcia, a nawet ataki kostycznego śmiechu. I jak tu skupić się na fabule podczas sceny akcji, kiedy to nagle dzwoni telefon i kobieta, którą znacie z widzenia, tłumaczy się wam ze swojego postępowania? Czy autorka postanowiła dworować sobie z czytelników? Czy ja, używając archaicznych bądź wysublimowanych synonimów, naigrawam się z tych, którzy czytają niniejszą recenzję? 😛

Plusy

Chyba trochę przesadziłam z tymi minusami, dlatego teraz napiszę o zaletach, bo „Tożsamość anioła” przeczytałam i to dość szybko 😉

Mniej więcej w połowie lektury, historia nabiera tempa i zaczynają dziać się interesujące rzeczy. Autorka wprowadziła do akcji dwóch „bad guys”, a nawet i „bad girl”, dzięki czemu powieść mnie w końcu wciągnęła. Co ciekawe, to właśnie ci źli podnieśli ocenę, jaką chcę wystawić książce na koniec recenzji, bo to właśnie oni spowodowali, że zapomniałam o pierwszych 150 stronach bólu i męki jaką przechodziłam czytając pierwszą połowę książki.

Podobały mi się odnośniki do legend biblijnych oraz cytaty z różnych znanych (mniej lub bardziej) tytułów, na przykład z Fausta, jakie autorka wplotła w swoją historię. Carmen została moją ulubioną bohaterką, bo tylko ona była żywiołowa, a jej zachowanie nie irytowało mnie ani trochę, bo w przeciwieństwie do reszty postaci występujących w książce, nie zachowywała się jak emo. Ona była jak bryza w upalne, letnie dni, to znaczy była bardzo potrzebna w fabule, bo inaczej czytelniczki, nie potrafiłyby odróżnić jednej melancholijnej bohaterki od drugiej.

Rozwiązanie akcji również przypadło mi do gustu. Nie chodzi mi oczywiście o postępowanie głównej bohaterki, które było do bólu anielskie, tylko o to, jak doszło do tego, że Andrea została człowiekiem oraz w jakiej okoliczności to się stało. Poza tym, dziewczyna zyskała w moich oczach, jak jej anielska dusza zaczęła dawać znać o sobie w pewnych momentach i, o dziwo, wcale nie była wtedy taka anielska, jak na anielicę przystało. Szkoda, że takich intrygujących przebłysków Andrea miała mało, bo przez osiemdziesiąt procent czasu, była iście denerwująca.

Komu polecić tę książkę? Na pewno fankom „Szeptem”, bo odniosłam wrażenie, że autorka dała nam polski odpowiednik owego tytułu, abyśmy my – dziewczyny nie narzekały, że tylko za granicą potrafią tworzyć „takie” powieści. Pomimo mojej dość negatywnej recenzji, „Tożsamość anioła” jest lepszym tworem, niż „Szeptem”, bo główny bohater nie traktuje głównej bohaterki, jak szmaty, tylko jak bóstwo. No dobra, Kaspar czasem postępował wbrew woli Andreii, ale to było dla jej dobra! Zaraz, przecież Patch też ponoć prześladował Norę dla jej dobra…
Nie ważne.

Ogólna ocena: 3/6

Martycja

(Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa NASZA KSIĘGARNIA, za co serdecznie dziękuję 😉 )

Reklamy

9 responses to “Tożsamość Anioła – L. H. Zelman

  • emiska

    A ja kocham tą ksiązke naprawde jest świetna i nie zgadazm sie z recenzja 😛

  • cyrysia

    Zaciekawiłaś mnie i to ogromnie. ,,Szeptem” mi się podobało, więc jestem przekonana, że ta książka , tez trafi idealnie w mój gust czytelniczy.

  • Zuziuchna

    Przede wszystkim : uwielbiam Twoje recenzję, Martycjo xD
    A co do samej książki- mimo bohaterki-studentki jakoś mnie nie przekonywała, i to pozorowanie na zagraniczną autorkę…widzę po recenzji, że pewnie bym się powkurzała przez większość czasu ,więc może i lepiej ,że nie chciałam jej czytać ;D

    • Martycja

      Ja też uwielbiam swoje recenzje 😀 (co prawda nie wszystkie, ale większość).
      Jak coś nowego pojawia się na naszym rynku, to z ciekawości czytam, bo jak mam na coś narzekać, to lepiej żebym to coś najpierw poznała 😉 Tak samo miałam ze Zmierzchem. Nawet 3,5 części przeczytałam 😀 i teraz mogę z czystym sumieniem opluwać tę serię 😀

  • Martycja

    Ja po prostu byłam ciekawa, co też nasz rodzimy autor wymyślił 😉
    I szkoda, że tak się rozczarowałam, bo liczyłam na studentki z krwi i kości :/

  • de_merteuil

    A ja nigdy nie miałam zamiaru tego czytać, bo wkurzają mnie akcje znajomych autorki na forach, którzy jeszcze przed premierą srali na prawo i lewo jaka do genialna książka. Poczułam się kompletnie zniechęcona. Poza tym recenzje nie są najlepsze, więc widzę, że nic nie tracę. 😉
    Podoba mi się Twoja recenzja. 😀 Zwłaszcza to porównanie do Szeptem. 😀

  • Bujaczek

    Aja się skuszę mimo słabszej oceny 😉

  • tristezza

    Wcześniej zastanawiałam się czy nie przeczytać tej książki, jednak po przeczytaniu twojej recenzji szanse na to są znikome 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: