Córka Burzy – Richelle Mead


To już trzecia powieść od Richelle Mead, którą miałam przyjemność przeczytać. Dwie poprzednie pozycje, a właściwie serie, bardzo lubię, ale kiedy sięgnęłam po „Córkę Burzy”, która rozpoczyna czterotomowy cykl: „Czarna Łabędzica”, to ona stała się moją ulubioną w twórczości pani Mead. Dlatego mam dla was wszystkich przestrogę. Nie czytajcie tego tytułu! Ona zrobi wam wodę z mózgu, lub sieczkę i już nigdy nie będziecie mogły cieszyć się waszym przeciętnym, do bólu normalnym życiem, a wasi faceci/narzeczeni/mężowie, będą rozkładać ręce, kiedy im powiecie: „Dlaczego nie umiesz wiązać wstążek?! Dlaczego nie nosisz staroświeckiej peleryny?! Dlaczego nie jesteś tak szybki, silny i potężny jak xyz?! To ma być pocałunek?! Przecież ja powinnam czuć dokładnie to, co główna bohaterka powieści, którą właśnie przeczytałam! Co ty wyprawiasz?! Nie pal tej książki!.

Protagonistka

Główną bohaterką książki jest 26-letnia Eugenie Markham, znana jako Odylia – Czarna Łabędzica. Dziewczyna jest szamanką i zajmuje się wypędzaniem duchów i wszelkiego rodzaju istot nadprzyrodzonych z naszego świata. Dziewczyna była szkolona na szamankę od czternastego roku życia przez swojego ojczyma Rolanda, również szamana (i to dość potężnego). Do walki z różnymi dziwnymi istotami używa pistoletu (kaliber 22) na srebrne naboje, różdżkę zrobioną z dębu z dodatkiem pióra feniksa, łez jednorożca i krwi noworodka (dobra, zmyśliłam te trzy ostatnie :P), athame (czyli obosieczny sztylet) oraz ciętego języka 😉 Eugenie mieszka w małym domku na wzgórzach Arizony, a swą skromną siedzibę dzieli z Timem, Polakiem z pochodzenia, który wygląda jak rodowity Indianin, co skrzętnie wykorzystuje przy zarywaniu panienek. Jej słabością jest sauna, układanie puzzli oraz elegancka nocna bielizna.

Fabuła
Akcja książki rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka ma przed sobą nawiedzonego buta. Tak przynajmniej twierdzi właściciel owego trampka marki Nike. Eugenie Markham na początku nie może uwierzyć w taką bzdurę, ale skoro facet zapłacił, to może chociaż użyć wahadełka, aby przekonać i siebie i klienta, że duchy w butach nie zamieszkują. Jakie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że facet miał racje. Jego trampek był nawiedzony. Odylia wysyła klienta do innego pokoju, a sama tworzy niewidzialną barierę, wyciąga różdżkę i przywołuje to co znajduje się w bucie. Mieszkańcem okazauje się „keres”, czyli starożytny duch śmierci, dawniej zamykany w glinianych urnach. Po nieocenzurowanej wymianie niegrzeczności, małej walce i kilku siniakach, dziewczynie udaje się wysłać ducha do zaświatów, zamiast do Świata, z którego przybył. Jedyne, co nie daje Odylii spokoju, to fakt, że ów duch wiedział jak dziewczyna miała naprawdę na imię. Czyżby stała się sławna w „Tamtym Świecie”?

To jest początek, a co dalej? Poznajemy lepiej główną bohaterkę, jej charakter, mieszkanie, współlokatora, rodziców, asystentkę oraz dwa ciekawe obiekty seksualne, które spotyka na swej drodze 😀 Czytelników czeka mnóstwo akcji oraz zabawnych i ciętych dialogów. Odylia będzie wysyłać istoty do Tamtego Świata, bądź w zaświaty (w zależności od jej humoru). Dostanie też ważne zadanie do wykonania, mianowicie będzie miała do uwolnienia nastolatkę z Tamtego Świata. Jasmine, czyli porwana, została uprowadzona półtora roku wcześniej, a jej starszy brat dopiero niedawno dowiedział się, gdzie jego siostra jest przytrzymywana. Markham zgadza się pomóc, pomimo usilnych próśb ojczyma (szamana na emeryturze) oraz matki, która bardzo się martwi, bo dziewczyna jest jej jedynym dzieckiem. Tuż przed misją uwolnienia nastoletniej Jasmine, Odylia postanawia udać się do baru. Tam poznaje niezłego przystojniaka, z którym odbywa interesującą rozmowę, a następnie oboje idą do jego apartamentu zrobić to co napalona na siebie parka powinna zrobić. Uprawiają ostry seks, który kończy się… Tego drogie czytelniczki musicie przekonać się same 😉

Moim zdaniem

Jak już wspomniałam we wstępie, to jest najlepsza książka pani Mead jaką przeczytałam. Tezą zarzuciłam, a teraz podam argumenty ją potwierdzające 😉

Po pierwsze: Pani Mead wykreowała ciekawy Tamten Świat, w którym zamieszkują różne nadnaturalne istoty i stwory. Te najpotężniejsze wyglądają i zachowują się jak ludzie. Właściwie, to są ludzie, tyle że z magicznymi zdolnościami. Zwą się Szlachta i to oni rządzą Tamtym Światem, z którego do naszego świata czasem przedostają się dziwne istoty. Właśnie dlatego szamani mają pełne ręce roboty i przy pomocy srebra, żelaza, różdżek i drobnej pomocy różnych bóstw, do których się zwracają, wykopują dziwne istoty z naszego świata do Ich lub do Zaświatów. Ta ostatnia lokalizacja, to miejsce, w którym jak już ktoś się znajdzie, to nie ma prawa z niego wyjść. Tak więc dostając się do zaświatów, można być pewnym, że to koniec. Wracając do Tamtego Świata. W owym miejscu, znajdują się kraje, a każdy z nich ma swojego władcę. Czasem toczą się tam wojny/bitwy/batalie o nowe terytoria, bo jak na władców przystało, każdy chce poszerzyć swoje państwo. Poza tym, każdy rządzący może kreować florę i faunę swojego państwa i tak w zależności od terytorium, na jednych ziemiach jest zima, a jak tylko przekroczy się granicę, to za nią może być lato, jesień lub wiosna. Muszę przyznać, że bardzo fajny pomysł! Też bym chciała mieć takie możliwość wybierania sobie klimatu 😀

Po drugie: Bohaterowie, którzy są po prostu bezbłędni! Główna bohaterka wybudowała sobie saunę, chociaż mieszka na pustyni. Jej współlokator przebiera się za Indianina, aby zarywać i zaliczać naiwne dziewczyny. Ojciec Eugenie jest emerytowanym szamanem, a jednak z chęcią wróciłby do pracy (nie robi tego, bo żona by go zabiła). Główni męscy bohaterowie, to wręcz chodzące ideały  kobiecej wyobraźni, a co za tym idzie, są cholernie nierealni. To oczywiście nie przeszkadzało mi, czytelniczce i fance męskich ideałów z ironicznym uśmieszkiem przyklejonym na ustach, ślinić się ukradkiem, kiedy mój facet nie widział 😛 A propos innych postaci, to nie uświadczycie tam dużej liczby rodzaju żeńskiego. Oprócz głównej bohaterki, sporadycznie pojawia się matka Eugenie, a asystentka Odylii jest tylko na telefon. W Tamtym Świecie jest jedna silna babka, która dowodzi wojskiem kraju Dębów oraz jedna ze służek, co ma za zadanie wykonywać polecenia swojego pana (jednak osóbką jest raczej nijaką). Jak już przy osobach nie z tego świata jestem, to muszę wspomnieć o duchach, jakie (nie z własnej woli) towarzyszą Odylii. Dziewczyna złapała je, aby mieć je na swoje usługi oraz do obrony, choć jeden z nich – Volusian, wręcz nie może się doczekać, kiedy będzie miał okazję wyswobodzić się spod wpływu swej pani, aby móc obedrzeć ją ze skóry (Dosłownie. I ciągle jej o tym przypomina :D).

Po trzecie: Erotyzm, a właściwie trzy pikantne sceny ostrego seksu (oczywiście argument dla tych kobiet, co lubią czytać opisy aktów miłosnych, a zwłaszcza tych napisanych przez panią Richelle :P). Nie wiem, czy z tym ostrym i pikantnym nie przesadziłam. Nie ma tam biczowania (chyba, że coś przeoczyłam) ani kneblowania (w końcu kobiece jęki podniecają facetów) ani też ciągnięcia za włosy (i całe szczęście, bo można je sobie powyrywać, a szkoda ich). Jest za to wbijanie paznokci do krwi (a rany długo się goją), wiązanie (osobiście nie widzę nic w tym złego :>) i soczysty język (podczas uniesień, różne słowa nam się wymykają 😉 ). Ja sama po tych scenach byłam trochę rozochocona (hahaha, nie ma to jak słownik synonimów, aby uniknąć w recenzji słowa „podniecona”), a mój facet zrezygnował ze spalenia mojej książki. Nie wiem, co go w końcu przekonało, aby tego nie robić (no dobra, wiem, ale tego nie napiszę), jednak nadal mogę się cieszyć czytając o łóżkowych poczynaniach głównej bohaterki 🙂 Żeby nie było, że ta książka jest przepełniona seksem, od razu zaznaczam: Na 380 stron, autorka opisała tylko 3 (słownie: trzy) akty miłosne.

Po czwarte: Fabuła i akcja książki. O czym jest książka, napisałam już wcześniej, ale dodam jeszcze, że oprócz wartkiej akcji, humoru i ciekawie wykreowanego świata, dostajemy również kilka tajemnic oraz ich ciekawych rozwiązań. Szkoda tylko, że przez polskie tłumaczenie tytułu, od razu zorientowałam, o co chodzi w pewnej legendzie. Na szczęście autorka przygotowała więcej niewiadomych (mniej lub bardziej ważnych), jedno ciekawe rozwiązanie sytuacji oraz jeden zaskakujący finał pewnej sprawy. Naprawdę czegoś takiego się nie spodziewałam i mam nadzieję, na więcej takich ciekawych zwrotów akcji 🙂

Czy powieść posiada jakieś wady? Na pewno tak, zależy co kto szuka i czego oczekuje. Osobiście próbuję sobie przypomnieć, czy były jakieś rzeczy, które mi się nie spodobały. Nie może być tak, że w recenzji do niczego się nie przyczepię!
No i znalazłam:
Po pierwsze: Okładka. Tak wiem, wydawnictwo Amber potrafiło dawać gorsze (a właściwie nie wydawnictwo, ale osoba, która projektuje okładki) obrazki. Ja jednak nie mogę zrozumieć jednego. O co chodzi z tymi kwiatami?! Czy dawanie ich na każdej okładce, ma oznaczać że książka jest dla kobiet? A co z kobietami, które nie lubią roślinnych genitaliów jako elementu dekoracyjnego? Oprawa ma sugerować treść powieści. Tak więc jest dziewczyna, w której oku widać błyskawicę. Jest nawet piękny rozbłysk w tle. To po co ten dziwny kwiat?! 😦

Po drugie: Brazylijska depilacja. Ja wiem, że niektóre kobiety się temu poddają. Ja wiem, że niektóre kobiety, to masochistki i żeby przypodobać się facetowi, będą sobie rwać włosy (i nie mówię o regulacji brwi), ale całkowita depilacja? Jakoś mnie to nie pasowało do silnej bohaterki, która ma w nosie, to czy podoba się facetom. Mało tego, samo zauważenie tego zabiegu kosmetycznego przez jednego z kochanków Eugeni, popsuło efekt namiętnej sceny.

Po trzecie: Spoiler  w tytule. Jak już wspomniałam wcześniej, tłumacz się nie popisał i mówię to jako studentka ostatniego roku filologii angielskiej. Polski tytuł psuje czytanie, a przynajmniej mnie popsuł. Wystarczyło troszeczkę inaczej go sformułować i po sprawie. Oryginalny tytuł powieści to „Storm Born”, czyli „zrodzona z burzy” i właśnie tak mógł zostać przetłumaczony. Tak uważam i nikt mi nie wmówi, że „Córka Burzy” jest lepszym tłumaczeniem.

Komu polecam?
Na pewno młodym kobietom, starszym nastolatkom, fankom Richelle Mead, wielbicielom romansów paranormalnych oraz tym, którzy szukają czegoś z pazurem. Jeśli lubicie, gdy kobieta leje po mordach, jeśli oczekujecie od powieści wartkiej akcji i ciętego humoru, a przekleństwa wam nie przeszkadzają, tylko jeszcze bardziej zachęcają (dzięki nim, postacie są bardziej naturalne i prawdziwe), to powinnyście zaopatrzyć się w ten tytuł. Te prawie 400 stron jest warte waszego zainteresowania, a jeśli kupicie, a nie będziecie z książki zadowolone, to gwarantuję wam, że zwrotu kosztów nie będzie. To nie reklama, to recenzja z moim subiektywnym zdaniem i obiektywnym przekazaniem wam tego, co możecie znaleźć w powieści 😉

Ja jestem zadowolona i rozochocona, a do tego nie mogę się doczekać kolejnej części. Obym się nie zawiodła, bo następnym razem nie będę tak pozytywnie nastawiona i mój subiektywizm zmieni się o 180 stopni!

Ocena: 6/6

Martycja

(Książkę do recenzji otrzymałam of wydawnictwa AMBER za co serdecznie dziękuję 🙂 )

Reklamy

3 responses to “Córka Burzy – Richelle Mead

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: