Opublikowany w Vladerik

Pod kopułą – Stephen King


New York Times określił „Pod kopułą” mianem jednej z najlepszych powieści 2009 roku. Recenzenci wszelakiej maści rozpływali się nad nią i zachwalali, a co poniektórzy zgodnie i z radością zakrzyknęli, że King wraca do formy. Nie zauważyłem, co prawda,  żeby rzeczona forma gdzieś się zapodziała, ale niech im tam będzie. Fakt pozostaje faktem, historii miasteczka pod kloszem towarzyszyła intensywna kampania reklamowa i spore zainteresowanie ze strony czytelników. Gdybym miał użyć „trendi” zapożyczenia (które wszelako przestało być już „dżezi”, że o „flaszi” nie wspomnę), powiedziałbym, że mamy do czynienia z hype’owaniem. Ja jednak nie pretenduję nawet do miana ‚kul’, to też ograniczmy się do stwierdzenia, że książka obudziła falę entuzjazmu, na który nie do końca zasługuje.

Powieść rozpoczyna się serią sugestywnych scen, ukazujących najróżniejsze wypadki w momencie pojawienia się kopuły nad niewielkim miasteczkiem Chester’s Mill. Ludzie umierają, samochody rozbijają się o niewidzialną barierę, jest katastrofa lotnicza, a pewien pechowy świstak kończy swój pocieszny żywot rozcięty na pół. Innymi słowy, zaczyna się z przytupem. Już od pierwszych stron czytelnik musi ogarniać szerokie spektrum postaci, choć na tym etapie nie sposób jeszcze powiedzieć, która z nich ma jakieś większe znaczenie dla głównej osi fabuły. Bohaterowie są interesujący i King dołożył starań, by kreacje mieszkańców Chester’s Mill były oryginalne. Niemniej, jest ich bardzo dużo i nie raz łapałem się na tym, że nie od razu wiedziałem o kim w danym momencie czytam. Bez obaw jednak, po jakichś 200 stronach wstępu (!) mniej więcej wiemy kto jest kim. Po kolejnych 400 przestaje mieć to znaczenie, jako że sytuacja pod barierą nieco się komplikuje, a pula imion do zapamiętania znacząco się kurczy. Skala, jaką ukazuje autor jest ogromna. Fakt, że całość rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych  nie ujmuje rozmachowi, jakim raczy King.

Mamy bowiem do czynienia z metaforą całego społeczeństwa amerykańskiego, wraz z jątrzącymi się w jego wnętrzu lękami oraz dumnie prezentowanymi pasjami. Chester’s Mill świetnie pokazuje strach przed terroryzmem, obsesję na punkcie demokracji i wolności osobistej, przekonanie o samowystarczalności, niechęć do obcych i wiele innych aspektów, tak amerykańskich, jak i ogólnospołecznych. King świetnie ukazuje żądzę władzy i porusza liczne wątki moralne oraz ideologiczne. Nade wszystko jednak, mamy sposobność zobaczyć  jak rodzi się mikro państwo dotknięte nieznanym, acz strasznym kataklizmem – pełnym odizolowaniem. Nie jest to pierwszy raz, jak autor bawi się tym pomysłem. Pomijając nieskończony rękopis z lat 70tych, podobny wątek pojawił się choćby w opowiadaniu „mgła” i tam też padło znaczące zdanie: „Zamknij dwóch ludzi w jednym pomieszczeniu, a prędzej czy później będą szukali sposobu, żeby się wzajemnie pozabijać” (sic). „Pod kopułą” to właśnie takie sporawe pomieszczenie, tylko ludzi jakby więcej.

A jednak mimo świetnie zarysowanej sytuacji, bogactwa postaci i szeregu naprawdę solidnie skonstruowanych (anty)bohaterów, coś nie zagrało. Po pierwsze, przydługawy wstęp. Rozpoczyna się trzęsieniem ziemi, i owszem, ale potem wszystko znacząco spowalnia. Nie twierdzę, że obrazowanie trwogi mieszkańców, osobistych tragedii ludzi, a także pierwszych nieśmiałych prób uzurpowania władzy są zbędnie. Nie, to nie tak. To część całości i, najpewniej, niezbędna część. Niemniej, odczuwa się rozciągnięcie tych wątków. Tym sposobem, pierwsze dwieście stron się dłuży. Potem wszystko nabiera ostrego tempa i wręcz trudno się oderwać od lektury ale…

No właśnie. Ale. Zakończenie powieści ogromnie mnie rozczarowało. Miałem wrażenie, że Kingowi nie chciało się skonstruować przekonującego zamknięcia i zlecił to komuś innemu: „Masz Mietek, dopisz coś, co? Nie no, jasne! Możesz w gruncie rzeczy olać antagonistę, któremu poświęciłem tyle czasu i uwagi. Que? Co z kopułą? A nie wiem. Skrobnij coś. Może być naiwne, byle miało morał.” Bardzo miło, że autor pragnie eksplorować mroczne aspekty natury ludzkiej oraz wybebeszać nasze skłonności do zadawania cierpienia innym ku uciesze własnej. Naprawdę, intryguje mnie to i wzrusza. Natomiast nie sprawdza się to zupełnie przy tak abstrakcyjnym, niepasującym zakończeniu względem misternie, a mozolnie zarysowanej sytuacji miasteczka i jego społeczności.

Daleki jestem od stwierdzenia, że książka jest zła. To nadal bardzo dobra powieść. Ba, przez jakieś siedemset stron bawiłem się jak rzadko. Komplikująca się sytuacja, cierpienie jednostek i ogółu, bezprawie w prawie, anarchia, dążenie do autodestrukcji, to wszystko daje do myślenia i zdecydowanie do mnie przemawia. Tym bardziej, że King prezentuje niezmiennie świetny styl i po raz wtóry nie tylko opowiada wydarzenia czytelnikowi, ale wręcz zamyka go pod kopułą wraz z przykładnymi obywatelami, gotowymi nielicho spaskudzić swoją własną beznadziejną sytuację. Trzeba się jednak przygotować na szereg wyjaśnień, które nie do końca trafiają i mogę trochę popsuć wrażenie końcowe. Bywa i tak.

Ocena: 4/6

Vladerik

8 myśli na temat “Pod kopułą – Stephen King

  1. Masz bardzo ciekawe pióro( choć może lepiej rzec palec- piękne dzięki 😉 i nawet czującym niechęć do Kinga, Twoje recenzje mogą gust odmienić. Zgadzam się z Tobą co do opinii o wstępie i zakończeniu tej, jakby nie było intrygującej fabuły. Ja osobiście odczułem lekki niedosyt i wrażenie,że całość jakby została spłaszczona przez taki finał. Po tak drobiazgowym budowaniu postaci czarnych charakterów, ich koniec jest rozczarowujący. Jakkolwiek każdemu kogo zniechęcają gabaryty, albo opinie na temat twórczości samego Kinga, polecam przebrnięcie tych pierwszych dwustu stron. Wszystko co potem, wynagrodzi Wasze trudy i nawet nie spostrzeżecie kiedy stopnieje 9xx stronic 😉

      1. E no, Ręka Mistrza była całkiem sympatyczna. Może poza taką sobie bezpośrednią końcówką.

  2. Cięzko było mi się w nią wczytać i po kilkunastu stronach poprostu ją odłożyłam. King akurat nie należy do moich ulubionych pisarzy.
    Na dodatek, chyba wole GONE – Michaela Granta, o tej samej tematyce 😉

    1. Nie czytałem ‚Gone’. Może się skuszę, ot dla porównania. Co do samego Kinga, ta konkretna książka rozwija się dość powoli i trzeba dać sobie odpowiednio dużo czasu i wykazać odrobinę cierpliwości..

  3. Nie miałam przyjemności poznać tej książki, lecz bardzo lubię twórczość Kinga, więc i tę pozycje zapisuję do swej listy ,,Chce przeczytać”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s