Rodzina Wenclów – Lena Najdecka


Są książki, do których nie usiądę z własnej, nieprzymuszonej woli. Takim tytułem jest właśnie „Rodzina Wenclów”, która nieproszona trafiła na moją półkę. Trochę poleżakowała i w końcu z trudem i pod mega presją (No czytaj wreszcie tę książkę!! – Martycja :P) zabrałam się za czytanie. Nie powiem, szło opornie…

Wenclowie dorobili się majątku w czasie upadku komunizmu. Skorzystały również na tym ich dzieci – Paweł, wzięty adwokat prowadzący wraz ze wspólnikami dobrze prosperującą kancelarię w Warszawie; Mateusz zajmujący wysokie stanowisko w dużej korporacji, natomiast najmłodszy Piotr, wciąż poszukuje swojej życiowej drogi, nieraz korzystając z zasobnych portfeli rodziców.

Na pozór ich życie mogło by wydawać się iście sielankowe i idealne, jednak pozory mogą mylić. Pawłowi nie układa się z żoną Hanną, dla której był lekarstwem na nieudaną studencką miłość. Mateusz mający inteligentną, piękną i oddaną mu żonę nie potrafi zachować wierności. Poznajemy jeszcze historie związaną z Matyldą, przybraną siostrą Hanny, mającą problemy nie tylko w firmie (związane z nową i nadużywającą swojej władzy szefową), ale również miłosne. Jej związek z młodym artystą nie idzie po jej myśli. Zwłaszcza, gdy ten poznaje Hannę.

Korupcja, zdrady – i to nie tylko te małżeńskie, są tutaj na porządku dziennym. Autorka świetnie zarysowała nie tylko ogólna fabułę, ale również postacie, które wydają się na tyle realne, że mam wrażenie, iż wzorowała się na prawdziwych ludziach.

Wybaczcie, że napisze wprost – powieść ogólnie, była nudna. Ilekroć do południa się z nią rozsiadałam i starałam na niej skupić, to zaczynałam zasypiać! Ja wiem, że zapewne relacje międzyludzkie, przedstawienie klasy średniej w Polsce poniekąd jest ciekawe. Jednak nie dla mnie. Jestem zdecydowanie czytelnikiem nastawionym na wartką akcję, na zaskoczenia i nieprzewidywalność. Tutaj tego zabrało. Wszystko było miałkie, nijakie i stanowczo oklepane.

Zapewne nie dobrnęłabym do końca tego tytułu, gdyby nie pobyt w szpitalu i mój kochany facet, który przywiózł mi Wenclów, bo widział, że to ostatnio czytałam. No cóż, co to też z człowiekiem może zrobić szpitalna bezczynność – książkę skończyłam w zaledwie kilka godzin.

Dopiero zakończenie i problemy w rodzinie Wenclów, wybijające się na pierwszy plan, mnie zaciekawiły. I chyba tak naprawdę, to ratuje tę powieść w moich oczach. Zakończenie jest zaskakujące i przez nie będę na pewno wyczekiwać części drugiej pokładając w niej dość duże nadzieje.

Reasumując – „Rodzina Wenclów” posiada dwa istotne dla mnie plusy – barwnych bohaterów i intrygujące zakończenie.
Wciąż się tylko zastanawiam, dlaczego musiałam przetrwać katusze czytając to wszystko, aby co ciekawsze akcje dostać na sam koniec? Heh, zapewne gdyby nie szpital, do książki nie wróciłabym już wcale. Aż ciśnie mi się tutaj określenie „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, gdybym nie dotarła do końca, to bym nie wiedziała, ze później robi się ciekawie.

Polecam? Tak, osobom lubiącym powieści obyczajowe. Pomimo, że sama treść książki szału nie robi, to podejrzewam, że sporo osób znajdzie w niej coś dla siebie. Ja znalazłam to „coś” dopiero na samo zakończenie powieści. Niestety…

Ocena całości: 2/6
Ocena zakończenia: 4/6

OGÓLNA: 3/6

Violet

ksiązke otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica, za co bardzo dziękuję.

Reklamy

4 responses to “Rodzina Wenclów – Lena Najdecka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: