Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę – Helen Brown


Mówi się, że najciekawsze historie pisze samo życie. W przypadku opowieści Helen Brown tak właśnie było. I chociaż zaczyna się ona traumatycznie, to jednak okazuje się, że czas leczy rany, szczególnie jeśli ma się w domu małą, czarną kotkę, która zdaje się być stworzona do naprawiania ludzkich serc.

Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę” to pełna ciepła i miłości opowieść o tym… w zasadzie dokładnie o tym, na co wskazuje tytuł. Jednak autorka w zawoalowany sposób opowiada nie tylko o perypetiach jakie mogą spotkać „kociarzy”, ale także o prawdach życiowych na temat śmierci, przyjaźni, miłości i więzach rodzinnych.

Pewnego dnia, poukładane (uznajmy to za względny fakt) życie Helen Brown legło w gruzach. Nagle straciła jednego z dwójki swoich ukochanych synków. Dziewięcioletni Sam wyszedł z domu, by już nigdy do niego nie wrócić. Rodzina pogrążyła się w katatonii i zaczęła oddalać od siebie. Całe cierpienie tego świata spadło na barki Helen i jej męża oraz sześcioletniego Roba. Jednak wszechświat postanowił nie być głuchy na ból tej rodziny i zesłał im małego i psotliwego chochlika, który miał z czasem pokochać tę trójkę, i prowadzić ich przez wszelkie meandry życia. Tak się stało, a kotka o wdzięcznym imieniu Kleo (Kleopatra) towarzyszyła im oraz ich przyjaciołom przez dwadzieścia trzy lata, aż do wykonania ostatniego zadania na Ziemi. Jak wyglądałoby ich życie bez tego cudu natury? Nikt tego nie wie. Jedno jest jednak pewne – Kleo stała się pożądanym i kochanym członkiem rodziny, nie ustępując w tej roli zmarłemu Samowi oraz innym.

Nie wiem czego się spodziewałam sięgając po tę powieść, jednak muszę przyznać, że zostałam absolutnie zaskoczona. Helen Brown wydaje się być kobietą, której nie sposób nie polubić. Dzięki temu, że jej życie jest podobne do naszego – bo przecież każdy ma na swoim koncie wzloty i upadki, tak dramatyczne, jak i te mniej – odczuwamy jej historię w stu procentach dosadnie, wyraźnie i z całą jej emocjonalną mocą. Wydaje mi się, że cudem jest to, że opowieść o Kleo i Helen jest tak magiczna, mimo tego że zdarzyła się naprawdę. Czarna kotka hipnotyzuje czytelnika, a autorka przedstawia historię swojej rodziny w sposób niesamowicie przystępny.

Zdecydowanie polecam książkę „kociarzom”, ale nawet miłośnicy innych czworonogów i domowych pupili powinni zostać usatysfakcjonowani. Powieść ta jest wielowymiarowa i dzięki temu Ci, którzy mają alergie na kociaki, powinni czuć się bezpiecznie. Wszyscy Ci, którzy kochają ciepłe, ale i interesujące historie, których ciekawią ludzkie losy, ale i zwykła proza życia, a być może nawet Ci, którzy kiedykolwiek kogoś stracili, powinni przeczytać tę rewelacyjną lekturę. Kto wie, może pozwoli ona Wam, moi mili, odkryć w życiu coś na co długo czekacie?

Moja ocena: 5/6

Fuzja (http://www.czytajzfantazja.blogspot.com/)

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu NASZA KSIĘGARNIA 🙂

Reklamy

2 responses to “Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę – Helen Brown

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: