konkurs wakacyjny: robaczek w jabłku?


Hej 😀 Dawno nie robiłyśmy konkursów, a to już przecież lipiec, dlatego wracamy z naszymi comiesięcznymi zadaniami 😀 Tytuł konkursu znacie, więc zapraszamy do zapoznania się z zadaniem 😛

Zadanie:

Zapewne zdarzyło wam się połknąć robaczka nieświadomie bądź świadomie. Sezon wakacyjny trwa w najlepsze, a to oznacza – OWOCE! A skoro zajadamy się latem owocami, to czasem zdarza nam się pochłonąć niechcianego mieszkańca danego owocu 😛 Co jest waszym zadaniem?

Opisz nam w kilku zdaniach sytuację z przeszłości, kiedy zorientowaliście się, że zjedliście „miąsko”. Jaki to był owoc? (warzywo też może być), jaka była wasza reakcja? Czy to zdarzenie wpłynęło na wasze późniejsze podjadanie? 😀

Czas konkursu:

Od 23.07.2013 do 31.07.2013 (minuta po północy)

Nagroda:

Życie zaczyna się we Włoszech” – Julia Blackburn

Zasady:

1. Swoje odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach pod tym postem.

2. Wypowiedzi nie powinny przekraczać 10 (słownie: dziesięciu) zdań.

3. Trzymajcie się terminu podanego powyżej.

4. Odpowiedzi podpisujcie imieniem i miejscowością, w której mieszkacie.

5. Kto nie trzyma się zasad, nie jest przez nas brany pod uwagę.

6. Wyniki podamy w pierwszym tygodniu sierpnia.

Życzymy owocnego pisania! 😀

Martycja&Violet

Reklamy

12 responses to “konkurs wakacyjny: robaczek w jabłku?

  • Erivan

    Moi dziadkowie posiadają całkiem pokaźnych rozmiarów czereśnię, która co roku daje mnóstwo słodkich owoców. Pewnego razu postanowiłem ich odwiedzić, ale zgodnie z moim zwyczajem zanim zapukałem do ich domostwa to ruszyłem na mały rekonesans po ogródku i objadłem się czereśniami jak bąk. Już przy kawie dziadek zaczął opowiadać jak to w tym roku pobliskie ogródki i sady nawiedziła plaga paskudnego robactwa. Jako przykład podał właśnie stara czereśnię i aby nie być gołosłownym przyniósł z ogródka kilka dojrzałych owoców, które następnie przełamał i ukazał mi obleśnie spasionego robaka, który rezydował niemal w każdej dojrzałej czereśni. Wtedy uświadomiłem sobie, że przed chwila zjadłem kolka tuzinów takich „czereśniowych lokatorów”. Zrobiło mi się słabo, ale dzielnie utrzymałem w ryzach zawartość mojego żołądka. Na szczęście kilka chwil później babcia podała pyszne ciasto (w którym nie było ani grama czereśni) i dzięki niemu zdołałem zapomnieć ile to gramów pożywnego białka zjadłem nieświadomie tego ranka.

  • Małgorzata - Kraków

    Nie połknęłam. Nie mogłam! Wygięty w kształt litry „S”, patrzał na mnie z wnętrza kalafiora czarnymi oczkami. Ugotowany na twardo…
    Był jasnozielony z takimi wypustkami z boków. To jakiś rodzaj gąsienicy, może nawet, coś ładnego by się z tego wykluło, gdyby nie ta śmierć tragiczna we wrzątku.
    Nie mogłam go zjeść – był dość duży i musiałabym go najpierw pokroić. Okrzyki i odruchy wymiotne były bardzo niewskazane, znalezisko miało miejsce podczas dużej imprezy rodzinnej. Delikatnie zsunęłam truchełko na kolana, poczekałam na moment zamieszania i schowałam do torebki.
    A kalafiora przed ugotowaniem dzielę najpierw na bardzo małe części…

  • Justyna

    No cóż jeśli zjadłam już jakiegoś robala to podświadomie i z pewnością był on w czereśniach one mają ich najwięcej. Tak więc jak dla mnie owoc smakował normalnie,nic mnie nie brzydziło i nie plułam i sądze,że nie zmieniłby tego fakt gdybym wiedziała o owym robaczku.

  • JOLA

    Jabłuszko z „Pełzaczkiem”to każdy głupi zjadł chociaż raz w swoim nędznym życiu,Ja swojego,wypasionego robala zalazłam w czereśniach.Zawsze plułam nimi jak Bronka w serialu „DAleko od szosy”.Od tej przygody -czereśnie to mój wróg!

  • Kamila

    Pewnego razu moja siostra kupiła bardzo dużo czereśni około 10 kg z jakiegoś gospodarstwa ekologicznego. Stwierdziłyśmy że zrobimy z nich kompot,w dzień było strasznie gorąco więc go nierobiliśmy, wyjechaliśmy nad jezioro i wzieliśmy ze sobą sporo tych owoców.Po kąpaniu się trochę ich zjadłyśmy. Po powrocie do domu przyjechały do nas koleżanki siostry, Wspulnie wypiliśmy kawę i kolejny raz sporo czereśni. Gdy one wyjechały wspulnie z siostrą wziełyśmu się za robienie słodkich kompotów. Po skończeniu gotowania ich zobaczyłyśmy iż w naszych smacznych konfiturach pływa sporo ugotowanych robali. Następnego dnia obie miałyśmy rozwolnienie, myślałam sobie wtedy że to pewnie od dużej ilości zjedzonych czereśni i nastempnym razem będe zprawdzała każdą czereśnie żeby przypadkiem niezjeść trochę miąska. Do tej pory niezjadłam ani jednej czuje do nich obrzydzenie. Kamila Włocławek

  • Zapki

    Ech… nie rozumiem troche, tego waszego obrzydzenia, plucia, wycia itp. 😉 Kilka lat temu mieliśmy na ogródku sporą czereśnie, która jest już wycięta. Owoców było mnóstwo, były wielkie, czerwone i słodkie. Był tylko mały problem, cała czereśnia była „zakażona” rok w rok przez robale. W każdym jednym owocu znajdował się mały biały robaczek. No ale co zrobić? W brzuchu burczy, czereśnie kuszą, więc wcinaliśmy te czereśnie z tymi robakami, ważne było żeby nie zaglądać do środka i jakoś szło 😉
    pozdro
    Adrian Ch-ż 😉

  • Night Flower

    Kilka lat temu w mojej kuchni leżała micha pełna soczystych czereśni. Na moje nieszczęście (albo i szczęście) mój brat zjadł większość z nich, a ja w nerwach wymyśliłam, że są robaczywe. Kiedy zajadałam się kolejnymi, mój brat otworzył kilka z nich a tam… robale. Natychmiast zaczęłam wyć i pluć tymi czereśniami. Od tamtej pory już ich nie jem, ba, nawet nie mogę na nie patrzeć! 😛
    Patrycja, Ruda Śląska

  • Agathe

    Naukowcy twierdzą, że człowiek w okresie całego swojego życia zjada około 450 robaków. Ja, geniusz po wsze czasy, postanowiłam im udowodnić, że tak nie jest (choć mniemam, że nie przejęliby się tym zbytnio). Mając więc około lat 7 poszłam na działkę do babci i założywszy się, że zdołam pochłonąć więcej owoców niż mój kumpel, zaczęłam jeść, nie bardzo patrząc co właściwie jem. Po truskawkach i tego typu innych mniejszych owocach, przyszła kolej na jabłka. I tu się zaczynały schody, bowiem jabłka nieszczególnie mi wtedy wchodziły. Urwałam jedno i uważnie mu się przyjrzałam – po prawdzie miało dziurki, ale co w tych czasach dziurek owych nie ma? Tak więc z największą przyjemnością wgryzłam się w soczyste, czerwoniachne jabłuszko odgryzając jego spory kawał. Wtem spostrzegłam, że do tej jednej, z pozoru nieszkodliwej, czarnej dziurki umyka w pośpiechu mały tłusty robak. Najpierw więc wyrzuciłam „zamieszkały” owoc jak najdalej od siebie, a dopiero potem zaczęłam krzyczeć i płakać.
    Dziwnym zbiegiem okoliczności jest więc to, że dziś jabłka są jednym z moich ulubionych owoców – tylko, że przed zjedzeniem każdego z nich zawsze patrzę, czy nie mają wydrążonych ‚domków’. 🙂

    Agata, Piotrków Trybunalski.

  • Toy

    Historia nie moja, a koleżanki z liceum. Kiedyś na którejś lekcji podjadała dzielnei wielkachne czerwoniutkie jabłucho, takie jak z obrazka, tudzież reklamy. No i pokaralo za żarcie na zajęciach 😉 W pewnym momencie zobaczyla w jabłku grubaśny tunel, zapewne po robaku. Po rozłamaniu jabłka okazało się, że robala w środku nie ma, jabłko nie miało też dziur na wierzchu – już go nie dokończyła. W końcu podjadła trochę mięsiwa 😉

    Bonus: ta sama osoba wcinała kiedyś pieczoen kasztany – były dobre, dopóki im się nie przyjrzala ;D To się nazywa peszek…

  • Louise

    Moi dziadkowie posiadają ogromny sad, w którym rosną wiśnie, jabłonie, śliwy i inne owocowe drzewka. Co roku jeżdżę do nich, by pomóc w zrywaniu „plonów”. Jak to przy pracy w ogrodzie, czasem zjada się kilka wiśni, czereśni czy śliwek. Któregoś dnia, gdy szykowaliśmy owoce na sprzedaż, podkradłam pyszną renklodę, a gdy odgryzłam część – w tej, która została w mej dłoni, widniała połowa zapewne ślicznego wcześniej robaczka! Pierwsza reakcja – wypluj to! Od tej pory nie jem owoców, które pakowane są do dostawczego samochodu, traktując całą sytuację jako karę za niepłacenie za towar 😀 Jako mały ps. dodam, że w dzieciństwie mama wmawiała mi, że gdy zjem pestkę, w brzuchu urośnie mi drzewo. Wyobraźcie sobie moją zapłakaną twarz, gdy przypadkowo połknęłam pestkę z jabłka!
    Luiza, Łódź 😀

    • Raven

      Moja mama też mi to wmawiała!
      Może jednak coś w tym jest…

      • Toy

        A teraz mówią, że tam w tych pestkach jest witamina B17 😛
        Co do zobaczanych historii, to jeszcze kiedyś kolezanka ode mnie z pracy podała na jakimś mega odlot rodzinnym obiedzie gotowane brokuły. Po ich rozkrojeniu wiadomo co znaleziono 😉 No ale przynajmniej z talerza nie uciekało 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: