Opublikowany w Martycja

Nieśmiertelni 4: Mroczny Płomień – Alyson Noël


Dark FlameMiałam nadzieję na coś lepszego. Miałam nadzieję, że bohaterowie nie będą jeszcze bardziej irytujący. Miałam nadzieję, że autorka wymyśli ciekawszą fabułę. Niestety moja nadzieja umarła gdzieś w połowie książki i nadal nie wiem, jakim cudem tę powieść w ogóle przeczytałam 😛

Fabuła

Jako że Haven została napojona magicznym eliksirem nieśmiertelności, Ever musi teraz wszystko wyjaśnić swojej przyjaciółce i sprawić, żeby Haven nie oszalała, tudzież wszystkim o tym nie rozpowiedziała. Pseudo-gotka przyjmuje tę informację bardzo dobrze, wręcz wspaniale gdyż nie ma nic lepszego niż bycie nieśmiertelną, piękną, młodą i mającą zdolności, jak nie jeden bohater komiksu, czy wampir (oczywiście same pozytywy, żadnych negatywów). Jedyne co Haven musi zrobić, to trzymać gębę na kłódkę. Ever dodatkowo ostrzega dziewczyną przed Romanem, ale ta nie wierzy w jego zło i ma dalej zamiar się z nim umawiać, jednak obiecuje blondynce, że spróbuje się dowiedzieć, jakie jest antidotum na problem Ever i Damena.

W końcu daje o sobie znać magia, w którą Ever bawiła się w poprzednim tomie. Dziewczyna zamiast magicznie przywiązać do siebie Romana, to zrobiła zupełnie na odwrót, co za tym idzie, Ever dostaje fioła na punkcie swojego wroga. Zaczęło ją ciągnąć do niego, jak wilka do lasu, albo pszczoły do miodu, albo jak pies do suki podczas cieczki. Dziewczyna szuka pomocy u bliźniaczek, potem w księdze, aż w końcu u Jude’a. Ever w taką wpada psychozę, że traci na wadze i na wyglądzie, a biedny Damen nie wie, o co chodzi.

Czy Ever uda się odczynić zaklęcie? Czy Haven będzie lepszą nieśmiertelną niż śmiertelną? Czy bliźniaczki odzyskają swoją magię? Czy Damen przestanie być emo? Czy Roman będzie dalej czynić zło? Czy autorka w końcu nauczy się lepiej kreować postacie, wymyśli ciekawszą fabułę i bardziej logiczne zdarzenia? Tego dowiecie się z książki, a częściowo z mojej recenzji 😛

Moim zdaniem

Mroczny Płomień” jest, jak na razie, najgorszą częścią serii. Ja naprawdę nie miałam czego się chwycić, żeby choć jedno dobre słowo o tej powieści napisać! Tonący brzytwy się chwyta, więc za plus mogę uznać Jude’a, sytuację Avy i bliźniaczek oraz ten drugi wymiar, do którego udają się bohaterowie (chodzi mi o Summerland, ale nie wiem, jaką ów miejsce ma nazwę w polskiej wersji). Ava przechodzi zmianę. Już nie liczą się dla niej kosztowności i inne bogactwa, tylko skromność i odrobina pozytywnej magii. Znaczy się kobieta mentalnie dorosła i zrozumiała, w jakim żyła błędzie. Jak na razie jest najbardziej racjonalną i zdrową psychicznie osobą w tej książce. Jude jest fajny i pomimo tego wszystkiego, co Ever mu zrobiła, on dalej chce przy niej być (teraz sobie myślę, że on aż takim plusem tej książki, to nie jest :P). Facet na trzeźwo podchodzi do tematu i widzi, co dzieje się z protagonistką, próbuje jej pomóc, zamiast siedzieć bezczynnie i czekać na cud. Z drugiej strony, za bardzo wpierdziela się w poczynania Ever, a to już nie jest fajne. Summerland, jak przystało na magiczną krainę, jest ciekawy, tajemniczy i pociągający. Wielka szkoda, że bohaterowie rzadko kiedy go odwiedzają. Już nie mówiąc o tajemniczej bibliotece, świątyni i Shadowlandzie 😛

To teraz przyszła pora na wytykanie błędów i czepianie się całej reszty 😉

Związek Ever i Damena w tej części jest jednym wielkim nieporozumieniem. Ich relacje nie mają w sobie krzty miłości, którą autorka próbuje nam wmówić, brakuje im życia, koloru i jakiejkolwiek logiki w postępowaniu. Oboje są totalnymi życiowymi emo i może dlatego tak idealnie do siebie pasują? Dwoje nieśmiertelnych emo, żyjących w naszych czasach, umartwiający się o byle co. Oni tylko ciągle myślą, rozważają, a ich rozmowy są jakby oboje mieli zaraz umrzeć. Zastanawiam się, co oni zrobią, jak ludzie przestaną produkować różowe żyletki w czarne czaszki… Gorszym literackim związkiem jest chyba tylko Bellita i Eduardo z „Zaćmy”! Czytelnik męczy się czytając o ich perypetiach. Ja marzyłam, aby oboje w końcu umarli i dali mi spokój, ale nie! Muszą sobie żyć i nudzić mnie na śmierć. Tak wiem, po co czytałam? No cóż, jak już zaczęłam serię, to chcę ją skończyć. Nieważne, że historia mnie męczy, denerwuje, czy powoduje odruchy samobójcze. Jestem uparta i muszę z tym żyć…

Ogólnie Damen w tej części w ogóle się nie popisał. Nie dość, że prawie w ogóle go nie było, to jego umysł zmęczonego życiem kilkuset-latka chyba w ogóle nie ogarniał, co dzieje się wokół niego i z Ever. Serio, on tylko sobie był, obserwował, czasem zdołował „mundrym” zdaniem i tyle go było. Zastanawiam się, po co autorka go upchnęła w tę część. Facet jedyne co robił, to czekał cierpliwie aż jego ukochana do niego przyjdzie, wyzdrowieje, odwiedzi go, powie parę pięknych słów, czy spojrzy na niego oczami pełnymi nieśmiertelnej miłości. Damen nie był wcale potrzebny w „Mrocznym płomieniu”, bo cała akcja (hahahaha, akcja, ale dowcip walnęłam) skupia się na Ever i na jej mhrocznych myślach, jej mhrocznych poczynaniach i jej mhrocznym wyglądzie (to raczej parodia!). Ta jej cała „mroczność”, to kpina na sali. Serio, gdyby ona kogoś pobiła, coś ukradła, czy chociaż zaczęła zachowywać się jak typowa lafirynda, czyli dokuczałaby słabszym i patrzyła na nich z góry. Niestety dla pani Noel, ten cały mrok polega na obsesyjnym myśleniu o Romanie i pragnieniu go bardzo, bardzo, bardzo. Bardziej żałosnego złego zachowania, to ja jeszcze nie widziałam 😛

A jak już o Ever mowa, to chciałabym się również doczepić do jej ciągłego idealizowania Damena i jej górnolotnego języka w konwersacji ze swoim facetem. O mój boshe… Gdy tylko protagonistka myśli o Damenie, widzi go, czy jest z nim, to ona zawsze wyraża się o nim w samych superlatywach, a jej wychwalanie pod niebiosa Damena mogą spowodować próchnicę, nerwicę, atak śmiechu, załamanie, facepalm i wiele innych negatywnych reakcji podczas czytania tych cholernie nieprawdziwych monologów. Kto normalny cały czas tak się zachowuje?!

Kończąc muszę doczepić się jeszcze idiotyzmów zawartych w „Nieśmiertelni 4: Mroczny płomień”. Co prawda jest to mały spoiler, ale jako że ów scena ma miejsce w połowie książki i właściwie nie jest jakoś bardzo istotna, to i tak ją przytoczę. Otóż Miles odkrywa we Włoszech portret Damena i Driny. Postanawia poinformować o tym Ever jako dziwaczną ciekawostkę. Jaka jest reakcja Damena i Ever? Wpadają w panikę i dochodzą do wniosku, że trzeba będzie wszystko Milesowi wyjaśnić. O mój płazie! Serio?! Chłopak znajduje kilkusetletni portret z postaciami łudząco podobnymi do jego znajomych, a ów znajomi się tym tak przejmują, iż rozważają wyjawienie sekretu?! Rozumiem, że Ever jest tępa, bo ma dopiero 17 lat, ale kilkusetletni Damen?! Ile jest przypadków na świecie, że ktoś przypomina kogoś, a w różnych starych portretach można odnaleźć bardzo podobnych celebrytów? Słynne obrazy z twarzami słynnych aktorów – Nicolasa Cage’a i Keanu Reeves’a krążą po sieci! Kolejnym idiotyzmem jest żałosna próba wyjaśnienia Sabinie i Haven pewnych sytuacji. Ever zamiast od razu przejść do rzeczy, od czego zaczyna? „To nie tak jak myślisz!” albo „Ja ci zaraz wszystko wyjaśnię”. Normalnie się dziwię, że protagonistka ma jeszcze wszystkie zęby i włosy, bo ja słysząc tak kiepskie tłumaczenie zamiast wyłożenia kawy na ławę, to zaraz pozbyłabym się tego, co Ever ma na głowię oraz w dziąsłach.

Nie polecam, chyba że nie przeszkadza wam tak durne podejście do fabuły, a poprzednia część nie była dla was tragedią. Dla mnie „Mroczny Płomień” jest jedną z najgorszych książek, jakie miałam nieprzyjemność czytać. Zostały mi jeszcze dwie części serii „Nieśmiertelni” i mam wielką nadzieję, że zakończenie nie będzie drogą przez mękę…

Ocena: 2/6

Martycja

2 myśli na temat “Nieśmiertelni 4: Mroczny Płomień – Alyson Noël

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s