Śmierć mówi w moim imieniu – Joe Alex (Maciej Słomczyński)


smierc-mowi-w-moim-imieniuTo moja druga powieść z Joe Alexem w roli głównej i na pewno nie ostatnia 😉 Już kupiłam kilka powieści rodzimego pisarza i mam zamiar je kiedyś przeczytać, a na razie leżą sobie na stosie innych czekających na swoją kolej. Książka krótka, bo niecałe 150 stron, więc pochłonęłam ją w dwa wieczory.

Fabuła

Inspektor Benjamin Parker zaprasza Joe Alexa oraz Karolinę Beacon na przedstawienie teatralne pod tytułem „Krzesła”. Wszyscy wybierają się na spektakl, w którym występują dwie osoby oraz duża ilość krzeseł. Karolina opowiada o swoich podróżach oraz o archeologu Thomasie Dodd, który ostatnio poważnie zachorował, przez co, trzeba było zrezygnować z wyprawy. W teatrze okazuje się, że wśród widzów jest żona archeologa – Angelica Dodd wraz z córką i jej narzeczonym. Karolina zauważa, że Pani Dodd ma wielką brzydką torbę nie pasująca do całego ubioru, a tym bardziej do teatru. Podczas przedstawienia, Joe Alex widzi, jak Angelica płacze, co wydaje mu się dziwne, gdyż przedstawienie nie jest specjalnie przygnębiające. Po zakończonym przedstawieniu aktorka Ewa Faraday wraz z Henrykiem Darcy – reżyserem przedstawienia, wychodzą na scenę i otrzymują owację na stojąco. Niestety nie pojawia się Stephena Vincy, który grał główną rolę w przedstawieniu.

Joe, Karolina i Benjamin opuszczają teatr i udają się na drinka. Podczas ożywionej dyskusji na temat „Krzeseł”, inspektor dostaje telefon z informacją, że aktor – Stephen Vincy leży ze sztyletem wbitym w serce w swojej garderobie. Parker prosi Alexa o towarzyszenie mu w dochodzeniu, a Karolinę przeprasza za popsucie jej wieczoru. Kobieta jest bardzo wyrozumiała i nie chcąc wstrzymywać facetów, udaje się samochodem do domu. Inspektor wraz z pisarzem powieści kryminalnych, udają się na oględziny i rozpoczynają przesłuchiwanie wszystkich pracowników teatru.

Anegdotka

Zanim przystąpię do wyrażania mojej opinii, której pewnie za dużo osób nie przeczyta, bo mało kogo obchodzi obce zdanie na temat książek, chciałabym się z wami podzielić sytuacją, jaka spotkała mnie po napisaniu i opublikowaniu recenzji do „Joe Alex – Jesteś tylko diabłem”:P

Otóż postanowiłam wziąć udział w konkursie na pewnym portalu, do którego ja, jak również moi znajomi, już nie zaglądają. Nie udało mi się wygrać, ale to nic, nie pierwszy i nie ostatni raz. Jednak jakiś czas później Violet, będąc członkinią pewnej grupy dyskusyjnej, jakich pełno na facebooku, dojrzała pewną pisarkę, która wyraziła swoje oburzenie moim tekstem, gdyż uznała moją anegdotkę z życia wziętą cytuję:

(…) doznałam lekkiego szoku, kiedy to książka „Jesteś tylko diabłem” leżała na podłodze w moim pokoju, a moja mama weszła do mnie na chwilę i powiedziała „O! Widzę, że tym razem czytasz coś polskiego autora”. Przechyliłam głowę, jak to mają psy w zwyczaju, kiedy słyszą dziwne dźwięki. Moja mama dodała: „No przecież to jest pseudonim Macieja Słomczyńskiego, czytałam kilka jego powieści w liceum”. No dobra, widziałam że tytuł jest z 1960 roku, ale że rodzimego autora, to mi jakoś umknęło. Co za wstyd…”

za coś bulwersującego, bo jak mogłam nie wiedzieć, że Joe Alex jest Polakiem?! Jak widać, ów pisarka urodziła się z wszechwiedzą, a ja – przeciętna czytelniczka, jestem jakimś robakiem, bo wiedzy wszechświata nie posiadam. Oczywiście mnie to tylko rozśmieszyło, bo to tylko świadczy, jaka ta kobieta jest małostkowa, a do tego (wybaczcie mój kolokwializm) sra wyżej niż dupę ma. Jednak co mnie wkurzyło, to fakt, że ta autorka przyznała się w trakcie dyskusji, że jak tylko przeczytała moją anegdotkę, to zaraz zdyskwalifikowała mnie z konkursu, w którym brałam udział! Wtedy Violet również nieźle się wkurzyła, więc napisała tej pani, co o tym wszystkim myśli. Rozpoczęła się przez to kłótnia, ale to już temat na jakiś felieton 😉

Moim zdaniem

Po przeczytaniu „Jesteś tylko diabłem”, od razu zamówiłam sobie kolejną część. Tym razem chciałam pierwszą, żeby czytać chronologicznie. Niestety przypadkiem kupiłam drugą z kolei. Mówi się trudno, po prostu nie będę ich czytać po kolei, bo szczerze mówiąc, wcale nie trzeba. Każda książka jest osobną historią, która nie ma praktycznie nic wspólnego z innymi. Przynajmniej ja tego nie odczułam. Oczywiście jest w „Śmierć mówi w moim imieniu” wspomniane, że od pierwszej sprawy Joe Alexa i Benjamina Parkera minął rok, ale czy to jest tak ważna informacja lub spoiler, co by nie móc czytać niechronologicznie? 😉 Jest to duży plus dla mnie, bo nie muszę się przejmować, jak którejś części nie przeczytam, co spowoduje brak zrozumienia wydarzeń. Nie mam za wiele do czynienia z powieściami detektywistycznymi, nie licząc Sir Arthura Conan Doyla i Agathy Christie, dlatego czytając Joe Alexa cieszyło mnie niezmiernie, że i Maciej Słomczyński zamyka swoje historie w jednych tomach.

Historia jest ciekawa i wciągająca. Przesłuchiwanie poszczególnych świadków i podejrzanych jest naprawdę interesujące, a czasami szokujące, choć zdarzają się i zabawne sytuacje, czy konwersacje. Każdy z bohaterów ma do opowiedzenie co nieco o swoim życiu, czy przeszłości. Wraz z Joe Alexem i Benjaminem Parkerem poznajemy życiorysy ważnych dla śledztwa osób, bądź tych mniej istotnych, aczkolwiek równie ciekawych i rzucających światło na sprawę morderstwa. Na początku inspektor podejrzewa pewną kobietę i za nic nie chce zmienić zdania co do jej osoby. Na szczęście od czego są pisarze powieści kryminalnych, którzy patrzą na wszystko z boku i potrafią wyciągać wnioski, bądź dojrzeć rzeczy, których nie widzą policjanci? Gdyby nie Alex, to pewnie opowieść zakończyłaby się na 50 stronie 😉 Błyskotliwość detektywa-amatora może wam przypominać pewien serial telewizyjny – „Castle”, ale pamiętajcie, że Słomczyński ze swoim bohaterem był pierwszy 😉

Jak na mój gust trochę za małego żeńskiego pierwiastka i nie chodzi mi o kobiety przesłuchiwane, ale o bohaterkę, która wprowadziłaby trochę kobiecego punktu widzenia do dedukcji. Niby jest panna Karolina, która ma wprawne oko, bo ona jako pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak z torebką pani Dodd, jednak jest ona postacią, która pojawia się okazjonalnie. Dziewczyna Alexa jest inteligentną archeolożką, która nie robi wyrzutów swojemu facetowi za dziwne godziny pracy, czy brak czasu na spotkanie. Normalnie kobieta ideał! Mogłoby jej być zdecydowanie więcej, wtedy czytanie powieści sprawiłoby mi jeszcze więcej frajdy (ja i moje feministyczne poglądy :P).

Ogólnie książka bardzo mi się podobała, bo nie dość, że mnie wciągnęła, to jeszcze nie mogłam się doczekać, czy mam racje jeśli chodzi o mordercę. Najfajniejsze jest to, że na początku podejrzewałam pewną postać, potem przerzuciłam się na inną, by w połowie wrócić do tej pierwszej i… miałam rację! Ależ się ucieszyłam z tego, bo to nie takie łatwe, zgadnąć za pierwszym razem, tzn. dojść drogą dedukcji do właściwej odpowiedzi na pytanie: „kto zabił?”

Polecam fanom Joe Alexa, miłośnikom literatury detektywistycznej i tym, którzy lubują się w rozwiązywaniu zagadek poprzez logiczne myślenie, spostrzegawczość i umiejętność wyciągania wniosków 😉

Ocena: 5+/6

Martycja

Reklamy

3 responses to “Śmierć mówi w moim imieniu – Joe Alex (Maciej Słomczyński)

  • joe

    Alexa jest inteligentną archeolożką ????? Polszczyzna i do tego nieelegancka. Pani ginekolog to du… polożka ? 🙂

    • Martycja

      Całe szczęście, że nie prowadzę poważnej strony internetowej, tylko przeciętny blog z recenzjami, których pisanie sprawia mi frajdę. Inaczej, za taki neologizm albo za kolokwializmy, których również czasem używam, musiałabym sama siebie wywalić z pracy na zbity pysk 😛

  • Minerwa

    To czytałam, nie czytałam jeszcze „Jesteś tylko diabłem”. Bardzo polecam „Cicha jak ostatnie tchnienie”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: