Nie zadzieraj nosa, Devon! – Lauren Barnholdt


nie zadzieraj nosa, devonMinął rok odkąd przeczytałam „Wakacyjną Tożsamość”, czyli początek przygód trzynastoletniej kłamczuszki o imieniu Devon Delaney. W końcu zabrałam się za kontynuację i nie zawiodłam się na niej 🙂 Powiadam wam, że nie ma nic lepszego na poprawienie humoru niż książki dla młodszych nastolatek, bo ich perypetie nie wkurzają, tylko rozśmieszają (ewentualnie załamują) i sprawiają, że człowiek się odpręża po nudnym (ciężkim) dniu pracy 😉

Fabuła

Jeśli myślicie, że Devon czegoś się nauczyła po ostatnich przejściach, to grubo się mylicie. Co prawda teraz kłamstwo jest bardziej realne, a do tego obie przyjaciółki wiedzą o wszystkim i zostają we wszystko wciągnięte, jednak kłamstwo ma krótkie nogi i w końcu wszystko musi znów obrócić się przeciwko kłamczuszce 😉 Devon ma chłopaka – Luke’a, dwie najlepsze przyjaciółki – Mel i Lexi, w szkole nie jest poniewierana, więc nie powinna znów zacząć kłamać, a jednak! Otóż do Luke’a przyczepiła się piękna i seksowna Bailey, która ewidentnie flirtuje z chłopakiem głównej bohaterki. Do tego okazuje się, że Bailey jest byłą dziewczyną Luke’a! Jak to możliwe, że nie wiedziała o tym wcześniej? Na domiar złego oboje chodzą na kółko prawnicze, więc mają wspólne tematy do rozmów. No to Devon również zapisuje się na te zajęcia pozalekcyjne, choć obiecała Mel, że będzie razem z nią w szkolnym radiu. Oczywiście szpiegowanie chłopaka i jego byłej nie wychodzi protagonistce na dobre, bo ta zadręcza się faktem, że nigdy wcześniej nie miała chłopaka i kiedy Bailey w najlepsze przechwala się swoim byłym związkiem, Devon niechcący wypala, że też kiedyś miała chłopaka! Ups…

No to główna bohaterka ma byłego chłopaka o imieniu Greg i co w tym złego? No to teraz musi znów iść z nurtem kłamstw i zmyślać ile się da. Przecież nie przyzna się teraz, że wymyśliła Grega, prawda? Co by powiedział Luke?! Niestety sprawy jeszcze bardziej się komplikują, gdy Bailey wymusza na Devon przyprowadzenie byłego chłopaka na imprezę urodzinową! I co teraz?! Ano nie ma to jak Lexi i jej kuzyn, który ochoczo zgadza się na zostanie Gregiem…

Moim zdaniem

Uwielbiam problemy dwunasto – trzynastolatek. Serio! Co prawda od czasów podstawówki minęło… no, minęło sporo, ale do dziś pamiętam, jakie to ja miałam wtedy problemy! Te końskie zaloty, pierwsze prawdziwe, WIELKIE miłości i fakt, że ciało zaczyna się zmieniać, więc tyłek nie mieści się już w siodełko małej, łańcuchowej karuzeli 😦 Ale wracając do książki, to chciałabym wam zakomunikować bardzo ważną rzecz. Otóż okazuje się, że problemy młodszych nastolatek są o wiele ciekawsze i zabawniejsze, niż problemy 16-18latek! Jeśli szukacie czegoś na odprężenie i macie ochotę pośmiać się serdecznie, jak na widok bawiących się szczeniaczków, to takie powieści są dla was. Nie znajdziecie tutaj tęsknych spojrzeń, wielkich słów, wyznawania sobie miłości na kilkanaście stron, czy opisywania i przeżywania pocałunków przez kolejne kilkadziesiąt stron. Tutaj mamy fabułę, wesołe perypetie i radzenie sobie z pierwszym chłopakiem w środowisku szkolnym. Do tego śledzimy poczynania kłamczuchy, której kłamstwa są coraz lepiej dopracowane, a na dodatek wiele osób jej w tych kłamstwach pomaga! A to jeszcze nie wszystko! Pamiętacie swoich rodziców, kiedy chodziliście do podstawówki? Pamiętacie, jak potrafili wam narobić wstydu przy waszych znajomych, albo co gorsza w szkole (już nie wspominając o imprezie)?! Jeśli pamiętacie zażenowanie i piekące policzki, to czytanie o tym, sprawi że cofniecie się do tamtych czasów. Jeśli nie pamiętacie, bo wymazaliście to z waszych wspomnień, to mam nadzieję, że historia z powieści odświeży waszą pamięć 😛 Jeśli jednak żaden z rodziców nigdy nie sprawił, że zechcieliście zapaść się pod ziemię, to mieliście kiepskie dzieciństwo 😛

Znów zeszłam z tematu, ech…

Podczas czytania „Nie zadzieraj nosa, Devon!” naprawdę nieźle się ubawiłam. Czasami złościłam się na poczynania Devon, ale prędko przestawałam, bo przypominałam sobie, że ja sama nie byłam lepsza. Z perspektywy czasu, wszystko widzi się inaczej i chcielibyśmy postąpić inaczej. Protagonistka popełnia błędy, naprawia je, a potem robi kolejne. No, ale na tym polega życie w podstawówce, nie? Trzeba przejść przez nią, najlepiej z najlepszymi przyjaciółkami, które zawsze pomogą zatuszować to i owo 😉 Tak wiem, Devon chodzi do gimnazjum, ale musicie mi wybaczyć moje porównania do podstawówki, gdyż ja jestem ostatnim rocznikiem, który przechodził przez osiem klas szkoły podstawowej i do żadnego gimnazjum nie uczęszczałam, tylko od razu do liceum 😉 Główna bohaterka długo nie cieszy się statusem „w związku”, gdyż Bailey sprawia, iż Devon myśli tylko o tym, jakby tu odsunąć tę siksę od Luke’a. Jednak to nie koniec jej rozpaczy, gdyż dziewczyna niechcący widzi swojego ojca w kawiarni z inną kobietą! A do tego wszystkiego dochodzi fakt, że Mel coś ukrywa przed przyjaciółką. Życie trzynastolatki jest czasami naprawdę straszne, niesprawiedliwe, dramatyczne i tragiczne. Nie dość, że trzeba kłamać, nie dość, że w imię miłości trzeba chodzić na nudne kółko prawnicze, to jeszcze modne ciuchy są takie drogie. Zaczynam poważnie się zastanawiać, czy ja również miałam takie problemy?!

Nie zadzieraj nosa, Devon!”, to sympatyczna kontynuacja „Wakacyjnej Tożsamości”, która wciąga, śmieszy i sprawia, że zaczynam wspominać nasze szkolne czasy. Wszyscy bohaterowie zawarci w historii zachowują się, jak na swój wiek przystało. Mamy plejadę wczesnonastoletnich problemów oraz ich rozwiązania. Mamy perypetie kłamczuchy, która musi zmyślać, aby ocalić twarz. Znajdziecie też młodsze rodzeństwo, które nie tylko rozśmieszy, ale i wkurzy (tylko tych czytelników, którzy mają młodszego brata lub siostrę :P), mamę, która martwi się o swoją córkę, gdyż ta ma chłopaka, a to może oznaczać, że jej latorośl lada moment wyjdzie za mąż i będzie mieć własne dzieci. No i nauczycieli, którzy albo przynudzają albo się znęcają nad uczniami 😀 Autorka dorzuciła też niesnaski pomiędzy innymi uczennicami oraz pokazała problemy dzieci z rodzicami, bo nie tylko Devon ma problemy rodzinne. Książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Nie raz uśmiałam się z wydumanych problemów trzynastolatki, czy tekstów jej pięcioletniej siostry. Jednak co najbardziej mi się spodobało, to zachowanie matki Devon. Ona po prostu pobiła wszystko. Nic tylko współczuć protagonistce 😉

Mam nadzieję, że wydawnictwo Jaguar wyda więcej powieści Lauren Barnholdt. W mojej recenzji „Cztery prawdy i kłamstwo” tej samej autorki, wyraziłam to samo życzenie i otrzymałam dwie części przygód panny Delaney. Teraz liczę na „Fake me a match” oraz na „Rules for secret keeping” 😀 Kto wie, może doczekam się kolejnych książek o przygodach młodszych nastek? Polecam wszystkim fanom lekkich powieści młodzieżowych oraz dziewczętom, które nie są tak stare jak ja i szukają czegoś o bohaterkach w swoim wieku 😛

Ocena: 5/6

Martycja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: