Opublikowany w Martycja

Madison Avery 3: Nadejście Aniołów Mroku – Kim Harrison


nadejscie-aniolow-mrokuBardzo długo zabierałam się za ostatni tom „Madison Avery”, a to dlatego, że poprzednie części niezbyt mi się podobały. Jednak w końcu postanowiłam wziąć się za zakończenie historii strażniczki aniołów mroku, bo pomimo, iż historia zawarta w książkach mnie nie zainteresowała (w przeciwieństwie do opowiadania z „Prom Nights from Hell”), to bardzo lubię inną serię Kim Harrison. Do tego wypadałoby zakończyć coś, co się zaczęło 😛

Fabuła

Madison, Nakita i Barnaba kibicują Joshowi podczas szkolnych zawodów w bieganiu. Tzn, Madison kibicuje, Nakita robi zdjęcia, a Barnabie wszystkie jedno. W pewnym momencie strażniczka aniołów mroku ma wizję wielkiego pożaru. Madison widzi wszystko oczami nastolatki: wielki pożar, ludzie na ulicy, straż pożarna, pogotowie i małe ciało na noszach, które jest młodszym bratem zrozpaczonej nastolatki. Protagonistka wyczuwa śmierć duszy Tammy, która obwinia się o śmierć brata, co oznacza, że właśnie ją trzeba ocalić. Strażniczka wraz z Barnabą, Nakitą i Joshem lecą więc do innego stanu. Spotykają Tammy na wiele godzin przed pożarem, niestety rozmowa nie idzie najlepiej. Madison udaje się tylko rozzłościć nastolatkę, co kończy się kłótnią. Pomimo to, głównej bohaterce udaje się zmienić przyszłość, niestety na gorsze, bo kolejna wizja pokazuje, że w pożarze ginie i Tammy i jej brat Johnny. Madison i jej przyjaciół czeka jeszcze długa droga, przez którą trzeba będzie przejść aby ocalić duszę. Pytanie tylko, ile mają czasu zanim Ron – strażnik światła, przydzieli nastolatce anioła stróża, który ocali tylko ciało dziewczyny…

Moim zdaniem

Ostatnia część trylogii „Madison Avery”, jest według mnie najlepsza pod względem fabuły. Poprzednie książki serii były nudne i denerwujące. „Nadejście Aniołów Mroku” jest dla mnie miłym zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, że zakończenie przygód byłej żniwiarki ciemności będzie na tyle dobre, że będę czytała książkę z zainteresowaniem. W końcu autorka postarała się o ciekawszą fabułę pełną akcji. Co prawda zdarzają się nudne momenty, ale nie ma ich tyle, co w poprzednich częściach. Do tego, pani Harrison rozwiązała i zakończyła kilka ważnych wątków, a koniec serii jest satysfakcjonujący, choć mam wrażenie, że autorka zostawiła sobie furtkę na kolejne przygody strażniczki aniołów mroku.

Kim Harrison wprowadziła kilka nowych postaci. Są oczywiście osoby, które trzeba uratować, czyli Tammy i Johnny. Starsza siostra została już sporo przez los doświadczona, więc Madison ma sporo roboty w ratowaniu jej duszy. Johnny jest typowym młodszym bratem, więc o nim pisać nie trzeba 😉 Pojawia się za to Demus – nowy żniwiarz ciemności, który został nasłany na Tammy przez Serafiny. Facet jest przystojnym rudzielcem z misją do wykonania i doznaje szoku widząc swoją szefową, a ta zamiast mu pomagać, to jeszcze kłody pod nogi rzuca i sprawia, że Demus zaczyna wątpić w słuszność swej pracy. Nie zabrakło bohaterów z poprzednich części, takich jak Ron i Paul oraz Grace, choć tej ostatniej było mniej, za co dziękuję autorce, bo ów anielica jest najbardziej denerwującą postacią w trylogii.

Największym plusem „Nadejścia Aniołów Mroku” jest fakt, że to już koniec i na dzień dzisiejszy, więcej części nie będzie, choć autorka może w każdej chwili reaktywować Madison 😉 Podobały mi się próby odzyskania ciała protagonistki, rozmowy z rodzicami, konfrontacja z Ronem i kilka godzin na posterunku policji. Główna bohaterka coraz więcej uczy się korzystać ze swoich mocy strażnika, choć większość zdolności, jakie posiada odkrywa przypadkiem, co również jest zaletą tej powieści, bo w poprzednich książkach, Madison właściwie nic nie wychodziło. Spodobała mi się również brutalna rzeczywistość posiadania anioła stróża oraz motyw czarnych skrzydeł, (to są według mnie najlepsze momenty w książce), bo naprawdę nie ma nic lepszego niż trochę zła w pracy żniwiarzy, w końcu wszyscy oni, czy to ci od światła, czy to ci od mroku obcują ze śmiercią, tylko każdy na swój sposób. Morderstwa są dla nich na porządku dziennym, więc cieszę się, że Pani Harrison w końcu zaczęła pisać o tych złych stronach aniołów, żniwiarzy i strażników.

Jeśli chodzi o minusy, to dla mnie są trzy: postać Josha, niezdarność i brak przebojowości u Madison oraz Grace. Jeśli chodzi o męską postać, która czuje miętę do głównej bohaterki, to bardziej nijaka być nie mogła. Ten facet, to taki duży i głupi osiłek, co to jest sportowcem w liceum, a co za tym idzie, mądrością nie grzeszy. Niby pomaga Madison w pracy i fajnie, ale Josh jest nikim innym jak tylko wydmuszką. Autorka w ogóle nie dopracowała jego charakteru, tak jak na przykład Barnaby, czy Paula, ale może właśnie o to chodziło? Druga sprawa, zachowanie Madison. Dziewczyna lubuje się w ubiorze punk, który nijak ma się do jej osobowości. Po wielu miesiącach pracy jako żniwiarz, a potem strażnik, zachowuje się, jakby nadal to wszystko trwało jeden dzień. Do tego brak umiejętności komunikacji z ludźmi oraz brak siły przebicia. Gdyby nie Nakita i Barnaba, to by protagonistka została już dawno zjedzona przez czarne skrzydła. Ostatnia denerwująca rzecz, to Grace, ale ja już kilka razy pisałam, dlaczego mnie to małe coś wkurza, więc powtarzać się nie będę 😛

Polecam osobom lubującej się w powieściach z serii paranormal z aniołami w tle oraz tym, którzy czytali już poprzednie części. Powinnam też polecić fanom Kim Harrison, jednak nie zrobię tego, bo trylogia „Madison Avery” jest dla mnie spadkiem formy autorki i wielkim rozczarowaniem. Cieszę się tylko, że zakończenie jest satysfakcjonujące 😉

Ocena: 4/6

Martycja

Jedna myśl na temat “Madison Avery 3: Nadejście Aniołów Mroku – Kim Harrison

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s