Studnia Wieczności – Libba Bray


studnia-wiecznosci-magiczny-kragKolejny koniec trylogii za mną 😦 Małymi kroczkami nadrabiam moje wielkie zaległości, a że ostatni tom „Kręgu Magii” ma nieco ponad 750 stron, to zostawiłam go sobie na dni, kiedy miałam w zapasie kilka recenzji. Tak, wiem że niektórzy łyknęliby taką książkę w parę dni, ale ja, mając mało czasu na wszystkie moje zainteresowania, wiedziałam że przeczytanie powieści zajmie mi nawet dwa tygodnie 😉

Fabuła

Minęły trzy miesiące od wydarzeń w „Zbuntowanych Aniołach”. Gemma zawiązała w sobie magię z Międzyświata, uśmierciła Kirke poprzez zamknięcie jej w studni wieczności i straciła umiejętność tworzenia drzwi do Międzyświata. Ona i jej przyjaciółki – Felicity i Ann są tym faktem sfrustrowane, ale cały czas mają nadzieję, że w końcu im się uda odzyskać magię. Z kolei dyrektora Spence postanowiła wziąć się za remont wschodniego skrzydła szkoły, które 25 lat wcześniej zostało zniszczone przez pożar, więc codziennie wokół szkoły kręcą się robotnicy. Babcia Gemmy ciągnie ją na nudne podwieczorki, które mają pomóc w debiucie nastolatki, a Tom próbuje dostać się do prestiżowego klubu dla dżentelmenów, choć wszyscy proponują mu klub Hipokratesa, który jest mniej wyniosły. Ojciec protagonistki siedzi w sanatorium z powodu uzależnienia od opium i laudanum, z kolei Kartik zapadł się pod ziemię. Podczas jednego z nudnych londyńskich wieczorków, Gemma dowiaduje się, że lady Markham nie chce przedstawić Felicity na dworze, a bez tego, dziewczyna nie odziedziczy spadku po babce, gdyż testament wyraźnie mówi, że wnuczka musi mieć debiut, inaczej pieniądze pójdą na instytucje charytatywne. Nieprzyjemności spotkały również na Ann, gdyż kilka dni spędziła w domu na wsi u kuzynostwa. Za zaledwie trzy miesiące będzie musiała zamieszkać u nich na stałe by zostać guwernantką niesfornych i rozpuszczonych dzieci.

Po powrocie z Londynu, Gemmę zaczynają nawiedzać koszmary i wizje z obcą kobietą oraz z Kirke w roli głównej. Kartik się pojawia, ale nie chce mieć za dużo wspólnego z główną bohaterką, a sama Gemma odkrywa drugie wejście do Międzyświata niedaleko szkoły. Na miejscu okazuje się, że Pippa nadal nie przeszła przez rzekę, a do tego powstrzymała od tego zamiaru kilka innych dziewcząt, które niedawno zginęły w pożarze fabryki, więc wszystkie teraz urzędują w prowizorycznym zamku.

Moim zdaniem

Plusy”

Powieść, pomimo swojej objętości, czyta się szybko i lekko. Myślałam, że będę z nią siedzieć trzy tygodnie, ale pochłonięcie jej zajęło mi niecałe dwa. Historia przedstawiona w „Studni Wieczności” jest kontynuacją i zakończeniem chyba wszystkich wątków rozpoczętych w „Mrocznym Sekrecie” i „Zbuntowanych Aniołach”. Z czego bardzo się cieszę, bo ja naprawdę nie znoszę niewiadomych i niedokończonych spraw. Książka jest podzielona na pięć aktów, a całość liczy sobie 75 rozdziałów. Okładka przedstawia Gemmę z jej pięknymi rudymi włosami, ubraną w suknię gorsetową i koronki, które idealnie pokazują czas akcji powieści, za co plus dla wydawnictwa, bo nie raz się zdarza, że okładka ma się nijak do treści książki 😉

Podobają mi się realia czasów wiktoriańskich, ale że się już o nich wcześniej rozpisywałam przy recenzjach dwóch poprzednich części, to powtarzać się nie będę. Jednak muszę napisać o sprawie debiutów młodych panien, czyli wprowadzaniu dziewcząt z dobrych domów na salony. Płeć piękna z zamożnego domu jest wysyłana do najlepszych szkół dla młodych dam, aby pobierać tam nauki tańca, francuskiego, dobrych manier, kaligrafii, czy dygnięcia i ukłonu. Te dwa ostatnie są bardzo ważne, gdyż dziewczęta muszą zaprezentować swoje umiejętności przed samą królową Wiktorią! Fajnie, że autorka o tym wspominała, ale naprawdę mogłaby więcej, skoro i tak już się rozpisała na 750 stron 😉 Niestety nie wszystkie dziewczęta mogą liczyć na bal u władczyni Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdyż nie każda ma ten zaszczyt, czy przywilej wynikający z sytuacji materialnej rodziny, bądź ich pozycji na londyńskich salonach. Dlatego właśnie Felicity miała problem dostać się na wielki bal debiutantek. Nie dość, że jej rodzina nie miała odpowiedniego majątku, to jeszcze jej matka wyjechała do swojego kochanka w Paryżu, czym zhańbiła się wśród dam pokroju Lady Markham. Już nie wspominając o Ann, która będąc sierotą, uczęszcza do Spence tylko dzięki stypendium kuzynostwa, które chce, aby dziewczyna została wykształconą guwernantką ich dzieci. Pani Bray zahaczała o ten temat wiele razy, jednak nigdy się w nim specjalnie nie zagłębiała.

Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona na tyle tajemnicza, że prawie do końca nie wiedziałam, co stanie się z Felicity (przede wszystkim nieźle zaskoczył mnie jej kolejny, wielki sekret) Gemmą i Międzyświatem. Z kolei sytuację Pippy i Ann przewidziałam doskonale. Książka nie raz zaskoczy zwrotem akcji, a bohaterowie co jakiś czas będę zmieniać stronę konfliktu. Niektóre postacie brną do nieuchronnego końca, a inne wychodzą na prostą. Autorka nie oszczędziła w swojej historii nikogo. Każdy bohater musiał dostał choć trochę po tyłku, gdyż życie nie jest usłane różami. Bardzo spodobał mi się brak happy endu. Nie mówię, że wszyscy zginęli albo, że jeden ze światów został zniszczony (choć nie mówię również, że tak nie było :P), ale pani Bray pokazała, że życie, to nie bajka i nie może być tak, że po wszystkim, co przeżyły dziewczęta i poboczni bohaterowie, będą tańczyć wesoło na łące, albo też para damsko-męska wyzna sobie miłość i będzie żyć długo i szczęśliwie. To chyba najbardziej spodobało mi się w Studni Wieczności. Autorka wszystko zakończyła tak logicznie i realnie, jak tylko się dało, tak jakby fakt Międzyświata i magii był czymś zupełnie normalnym. Wydarzenia odcisnęły piętno na postaciach i miejscach, w których przebywały przyjaciółki, a wszystko to przedłożyło się na, według mnie, słodko-gorzkie zakończenie, które tak naprawdę jest początkiem czegoś nowego.

Minusy”

Według mnie, pani Libba Bray mogłaby swoją powieść zamknąć w maksymalnie 500 stronach. Historia wydaje się momentami rozwleczona i posiada kilka niepotrzebnych scen, które mają znikomy wpływ na fabułę i daje się odczuć, że wydarzenia są stworzone na siłę. 750 stron, to stanowczo za dużo, bo mimo iż powieść szybko się czyta, to ja po skończeniu książki i zabraniu się do pisania o fabule, uświadomiłam sobie, że kompletnie nie pamiętam, jak książka się zaczęła. Poza tym, opisy walk i szybkiej akcji są bardzo chaotyczne, a miejscami nawet zbyt szybkie. Sceny życia codziennego zostały przez autorkę niepotrzebnie rozwleczone, przez co czasami nudziłam się podczas czytania. Jednak sceny walki i wartkiej akcji zostały przez panią Bray potraktowane zdawkowo, przez co miało się wrażenie, że wszystko dzieje się niezmiernie krótko i naraz. Efekt tego taki, że powieść jest niejednolita. Raz się nudzimy podczas kolejnych dziewczyńskich robótek ręcznych, a raz gubimy się w akcji, bo nie wiadomo kto, co i dlaczego.

Zakończenie „Studni Wieczności” nie przypadło mi do gustu. Nie mówię, że jest złe. To ja jestem zła, bo autorka uprzywilejowała na sam koniec Ann, czyli moją najbardziej nielubianą bohaterkę trylogii. Sama Gemma dostała najwięcej po tyłku, bo pomimo śmierci matki, choroby ojca, utraty przyjaciółki i wielkiej odpowiedzialności jaka na niej spoczęła po przyjęciu magii Międzyświata, spotyka ją jeszcze jedna tragedia. Ja się pytam, dlaczego? Czy dziewczyna nie mogła mieć choć jednego promyka nadziei na lepszą przyszłość? Czy ona musiała znów wszystko rozpoczynać na nowo? Gdyby nie doszło do owej tragedii, to jej nowe życie nie byłoby takie straszne. Niestety autorka postanowiła jeszcze bardziej dokopać protagonistce, prawdopodobnie po to by pokazać, że życie nie jest różowe i że jak na człowieka spada seria nieszczęść, to nie znaczy, że potem będzie już tylko kolorowo. Nie zmienia to faktu, że zła i tak jestem 😛 Jeśli chodzi o Felicity, to ona miała właśnie ów promyk nadziei. Dziewczyna co prawda straciła Pippę i musiała przejść przez swoje piekło, by móc cieszyć się nowym początkiem, ale jej nowe życie rozpoczyna się o wiele lepiej niż życie Gemmy. To takie niesprawiedliwe 😦

Ostatnia rzecz, której się czepiam, to czas akcji książki. Jak ja nie lubię, gdy seria liczy sobie trzy tomy, a czas w niej płynie, jak flaki z olejem. „Krąg Magii” jest trochę podobny do „Proroctwa Sióstr”, ale w tej drugiej serii czas płynie szybciej, w związku z czym etapy dorastania i poszukiwań magii są bardziej realne. Niestety fabuła pani Bray rozgrywa się na przestrzeni niecałego roku! „Mroczny sekret” rozpoczyna się szesnastymi urodzinami protagonistki, a „Studnia Wieczności” kończy się na miesiąc przed jej siedemnastką :/ Dla mnie, to stanowczo zbyt krótki okres na te wszystkie wydarzenia, dorastanie, przyjaźń, miłość i problemy rodzinne. Może gdyby seria miała w sobie więcej akcji, ale tak? Czytanie o codzienności dziewcząt ze Spence czasami nudzi 😉

Ocena: 4+/6

Martycja

Reklamy

4 responses to “Studnia Wieczności – Libba Bray

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: