Opublikowany w Martycja

Mag w czerni – Jaye Wells


mag-w-czerniW tym roku postanowiłam skończyć wszystkie zaczęte serie, aby mieć z nimi w końcu spokój. Ilekroć sięgam po kontynuację danego tytułu, to muszę wpierw przypomnieć sobie końcówkę poprzedniego tomu, przeczytać moją recenzję i najlepiej jeszcze zapoznać się ze streszczeniem. Oczywiście nie przy każdej serii tak mam, ale w wielu przypadkach tak właśnie wygląda moje branie się za przeczytanie kolejnego tomu serii 😛 Tym razem przeczytałam kontynuację przygód pół wampirzycy – pół maga oraz jej wiernego pomocnika, demonicznego kota Giguhla.

Fabuła

Sabina, wraz z Adamem i Giguhlem jedzie samochodem do Nowego Jorku, aby poznać krewnych swojego ojca, a przede wszystkim swoją siostrę – bliźniaczkę. W drodze napada na nich banda wampirów wysłanych przez Lawinię i po krótkiej walce, bohaterowie dojeżdżają do siedziby rady Hekate. Sabina jest bardzo wylewnie przywitana przez Maisie, choć protagonistka pozostaje sztywna, gdyż nie jest przyzwyczajona do takiego okazywania uczuć. Sabina zaraz staje przed Orfeuszem i resztą rady, po czym zostaje „poproszona” o wypicie naparu oczyszczającego aurę. Co prawda nie wiadomo, czy aurę udało się oczyścić, ale żołądek, na pewno. Po spotkaniu okazuje się, że Adam musi pilnie wyjechać, więc główna bohaterka zostaje pod opieką Rei, która będzie nauczać Sabinę magii. Wszystko zaczyna się nie tak, jak myślała protagonistka. Na domiar złego, kiedy pół wampirzyca udaje się na łowy, zostaje napadnięta przez bandę wilkołaków, która żąda od niej podatku krwi, którym zarządza Cień – szycha wśród nadnaturalnych istot. Dochodzi do walki, Sabina spuszcza łomot wilkołakom, a kiedy wraca szczęśliwa do siostry, okazuje się, że złamała prawo i czeka ją teraz walka z szefem watahy oraz rozmowa z Cieniem…

Moim zdaniem

Spodziewałam się szybkiego połączenia Sabiny z Adamem. Spodziewałam się scen namiętnego seksu oraz wielkiej miłości pomiędzy magiem a pół magiem. I co? Ano nic. Autorka postanowiła bardzo szybko pozbyć się Adama, bo tylko by przeszkadzał głównej bohaterce w przygodach 😛 Pani Wells zaskoczyła mnie tym zabiegiem i to bardzo pozytywnie! Ja naprawdę myślałam, że związek dwóch bohaterów jest przesądzony w drugim tomie, a tu niespodzianka! Czytelnicy, między innymi ja, muszą jeszcze na to poczekać. O ile autorka się zdecyduje, bo przecież się zdecyduje, prawda? Prawda? Praaawdaaa? <pyta bez przekonania> Tak, czy siak, ja się bardzo cieszę, bo uwielbiam to iskrzenie pomiędzy facetem, a kobietą. Uwielbiam, kiedy protagoniści mają się ku sobie, ale więcej niż spojrzenie, niedopowiedzenie, czy przypadkowy pocałunek się nie pojawia. Nie ma to jak dreszczyk emocji oraz frustracja z faktu, że „tych dwoje” jeszcze ze sobą nie jest! Bo tak ma być! Nie powinno być czegoś takiego, że protagoniści nie lubią się w pierwszym rozdziale, a w trzecim już lądują w łóżku („W pół drogi do grobu” się kłania).

Pojawiło się kilku nowych bohaterów. W końcu poznajemy Maisie – siostrę bliźniaczkę Sabiny. Dziewczyna od urodzenia była wychowywana na maga. Od protagonistki różnią ją włosy, które są krótsze i z przewagą czerni. Dziewczyna ma pogodne usposobienie i jest bardziej wylewna w uczuciach, ale to za sprawą magów, którzy ją wychowywali, gdyż w przeciwieństwie do sytuacji Sabiny, Maisie była kochana i nikt jej nie szykanował z powodu jej mieszanej krwi. Bliźniacza siostra była wychowywana przez Reę – wysoką kapłankę Starszego księżyca oraz Orfeusza – przywódcę rady Hekate. Oprócz tych trzech postaci pojawia się również ktoś, koga Sabina znała w przeszłości i okazuje się, że ten ktoś radzi sobie teraz całkiem dobrze, a nawet lepiej. Nie będę pisać kto to, bo popsuję wam radość odkrywania tego faktu przez protagonistkę 😉

Humoru pani Wells nie brakuje. „Rudowłosa” rozpoczęła całą machinę ciętego dowcipu, wrednych tekstów, czarnego humoru oraz konwersacji pełnych trafnych ripost i obscenicznego języka 😛 Bezapelacyjnie Giguhl jest głównym sprawcą moich ataków śmiechu. Ten demoniczny kot przekracza wszelkie granice przyzwoitości, a jego trafne i złośliwe komentarze po prostu powalają na łopatki. Jego kłótnie z Sabiną są po prostu urocze. Na co dzień obrzucają się niewybrednymi epitetami, ale gdy przychodzi co do czego, oboje mogą na siebie liczyć. Wątki komediowe takie jak walki Giguhla, czy jego zakochanie się w płci przeciwnej, komentarze Sabiny na temat tego, co się wokół niej dzieje oraz próby nauczenia się magii i nawiązywanie więzów rodzinnych pomiędzy Sabiną i Maisie są idealnie wkomponowane w fabułę powieści, dzięki czemu, książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach.

Mag w czerni” jest zdecydowanie mniej dramatyczną częścią niż „Rudowłosa”. Co prawda pod koniec historii bohaterowie przeżywają bardzo nieprzyjemną sytuację, która kończy się źle dla wielu mało ważnych postaci, ale tragedii porównywalnej do śmierci wróżki z poprzedniej części, nie ma. Co do akcji, to jest jej całkiem sporo. Już na samym początku Sabina i Adam muszą uciekać przed wampirami wysłanymi przez Dominie. Później nawet jak w końcu lokują się w posiadłości magów, to i tak czeka ich przeprawa z radą Hekate i ich polityką. Następnie Sabina uczy się posługiwać magią, przez co dostaje w kość od Rei. Do tego dochodzą rozgrywki polityczne pomiędzy wampirami, magami, wróżami i wilkołakami. Autorka stwierdziła, że to jeszcze za mało, więc wprowadziła walki na ringu pomiędzy demonami, na których można nieźle zarobić o ile się dobrze postawi. Nie zabrakło też kilku prób zabójstwa pół wampirzycy – pół maga oraz powrotu dawnego kochanka. U pani Wells naprawdę dużo się dzieję 😉 Tak więc mamy wartką akcję, politykę, kryminał, tajemnicę, miłość i czarny humor, a to wszystko na zaledwie 350 stronach książki.

Podsumowując

Mag w czerni” jest udaną kontynuacją „Rudowłosej”. Nie czuje się, aby druga część była napisana na siłę lub żeby zabrakło pani Wells pomysłów, wręcz przeciwnie. Widać, że autorka od samego początku zaplanowała sobie przynajmniej trylogię 😉 Spadku formy nie ma, humor trzyma się na tym samy poziomie, a bohaterowie dopisują. Żadna z postaci mnie nie irytowała, za co plus, bo przecież często się zdarza, że wymyślona postać działa czytelnikowi na nerwy. Seria z pół wampirzycą, pół magiem jest bardzo udanym urban fantasy, gdzie seks zawiera się w jednej scenie i jest naturalną koleją rzeczy. Autorka nie poszła na łatwiznę i nie łatała dziur fabularnych seksem i nie wypełniała braku akcji erotyką (tak, znów czepiam się pani Jeaniene Frost). Jeśli więc lubicie urban fantasy, a akcja i dobry humor są dla was ważniejsze niż przystojni faceci i Kamasutra, to seria z Sabiną Kane jest właśnie dla was 🙂

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s