Hide*Out – Andreas Eschbach


okladkaNiedawno pojawiła się recenzja „Black*Out”. Nadeszła więc pora, żeby zabrać się za czekającą na półce cześć drugą. Wolałam czytać ciągiem, bo cześć pierwsza nie była zbyt zapadająca w pamięć. Lepiej więc być z nimi na bieżąco, żeby żaden ważny szczegół nie umknął mej uwadze.

FBI wpada na trop uciekinierów. Grupa Jeremiaha Jonesa nie jest już bezpieczna. Ewakuacja nie przebiega pomyślnie. Serenity wraz z bratem i ich indiańskim przyjacielem wyruszają na poszukiwania Christophera i Madonny, którzy wyjechali wcześniej do miasteczka. Kidd ma nowy plan, mający na celu pogrążyć Koherencję. Niespodziewanie lawina zdarzeń oddziela przyjaciół od macierzystej grupy, co przynosi ze sobą spore konsekwencje. Koherencja rośnie w siłę i nie odpuszcza. Jednak Christopher wraz z przyjaciółmi się nie poddaje. Czy i tym razem umkną szponom organizacji?

Książka w porównaniu z poprzedniczką wypadła fatalnie! Zabrakło tych emocji i zainteresowania akcją, które towarzyszyły mi w pierwszej części. Tym razem już po kilku dniach od skończonej lektury, ciężko było mi sobie przypomnieć, czego dokładnie dotyczyła fabuła. I na pewno nie jest to wynik nie skupienia się nad książką. Była po prostu nudna, przewidywalna i przez większość czasu nie wprowadzała do akcji żadnych nowych elementów.

Skoro fabuła nie ewoluowała na tyle, żeby mnie zaintrygować, to czy udało się to bohaterom? W dalszym ciągu nie. Postacie wydają się bezpłciowe, wyprane z uczuć i emocji. Nie wiem jakim cudem, autorowi nie udało się tchnąc w nich chociażby odrobinę życia! Musiał się chyba bardzo wysilić, tworząc tak słabo zapadających w pamięć bohaterów. Nie raz, czytając dialogi postaci, miałam wrażenie, jakbym czytała opowiadanie jakieś nastolatki, której po prostu się nudziło i zaczeła klepać nudne, pozbawione emocji opowiadanie.

Cześć pierwsza miała potencjał, który skłonił mnie do sięgnięcia po ten tom. Tutaj zabrakło czegokolwiek, co mogło by skłonić mnie do dalszej lektury. Wyjątkowo nie jestem nawet zainteresowana zakończeniem trylogii! Uwierzcie, nie zdarza mi się porzucać serii bez jej zakończenia (chyba, że jakieś szanowne wydawnictwo postanawia porzucić jej wydawanie :/), tutaj jednak stanowczo mogę powiedzieć, że po tom trzeci nie sięgnę. Wszystko zresztą zrobiło się dość przewidywalne. Więc po co czytać dalej?

Wyjątkowo ciężko mi stwierdzić, czy warto Wam tę powieść polecić. Być może jest to przysłowiowa „cisza przed burzą” i Andres Eschbach dowali solidnie w ostatnim tomie? Ja jednak się o tym już nie przekonam, bo mówię „Trylogii Outsiderów” stanowcze do widzenia!! Marna fabuła, równie kiepsko skonstruowane postacie zniechęciły mnie dość skutecznie. A kolejnego rozczarowania i męczenia się z książką wole uniknąć zawczasu.

Ocena: 2/6

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu JAGUAR

Violet

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: