Opublikowany w Martycja

Nieposkromieni – Meg Cabot


nieposkromieni„Nienasyconych” przeczytałam w 2011 roku, w wakacje. Kontynuacja wyszła rok później, a ja ją pochłonęłam dopiero tego lata podczas tygodniowego pobytu nad morzem, gdyż mam zwyczaj czytania, na moich nadmorskich pobytach, choć jednej powieści Meg Cabot 😉 Miałam ostatnio dosyć wampirów, dlatego „Nieposkromieni” musieli tak długo czekać na swoją kolej. Dzięki temu, recenzja będzie bardziej pozytywna 😀

Fabuła

Minęło pół roku od masakry w kościele, w wyniku której większość wampirów (w tym brat Luciena) zostało spalonych za sprawą księcia ciemności – Luciena Antonescu. Meena Harper obecnie pracuje dla Gwardii Palatyńskiej i ma za zadanie odnaleźć swojego byłego wampirzego kochanka. Jednak zanim to zrobi, spotyka się ze swoim jeszcze wcześniejszym chłopakiem – Davidem Delmonico, gdyż chce mu przekazać, iż niedługo umrze. Jednak okazuje się, że wszystko na próżno, bo David umarł i to całkiem niedawno i co z tego, że nadal próbuje się dobrać do Meeny i wypić jej krew? Z odsieczą przybywa sam Antonescu, który ratuje z opresji ukochaną, po czym opada z sił, więc Meena jest zmuszona położyć go do swojego łóżka…

W tym samym czasie Abraham Holtzman informuje Alarica Wulfa, że z Brazylii do USA zostaje przeniesiony znany łowca wampirów gatunku Lamir – ojciec Henrique Mauricio, co wywołuje oburzenie i agresję w Alaricu, gdyż ten, kilka lat temu, miał nieprzyjemność poznać Padre Caliente z bardzo złej strony.
Z kolei brat Meeny – Jon pracuje nad superkołownicą, czyli urządzeniem w kształcie suszarki, która emituje szkodliwe dla krwiopijców promienie UV.
Lucien Antonescu zamieszkał w podziemiach blisko rzeki Minetty, aby karmić się jej złą aurą, co by stać się potężniejszym. Przy okazji postanawia przemienić swoją ukochaną w wampira, czy będzie tego chciała, czy nie, co nie podoba się Emiloi i Mary Lou.

Żeby nie było zbyt nudno, w mieście zaczynają znikać turyści i jakoś nikt, nie licząc Alarica, tego nie zauważa, a Meena ma sny o pewnej książce, która ma wiele wspólnego z matką Luciena…

Moim zdaniem

Tym razem oprócz zwykłych wampirów, znanych z „Nienasyconych” mamy nowy gatunek zwany Lamir. Osobniki te charakteryzują się tym, że oprócz picia krwi, zjadają również mięso, czyli takie zombie-wampir (pochodzą z Brazylii, a tam voodoo na porządku dziennym, choć więcej ich na Haiti :P) Fajnie, że autorka przedstawiła coś innego, dzięki temu, nie było nudno i przeciętnie. Lamir są brutalniejsze i obrzydliwsze, ale to nie zmienia faktu, że trupów brak, więc pospólstwo tak szybko się nie zorientuje, że jakieś filmowe stwory istnieją naprawdę i żywią się ludzką krwią. Niestety po walce z Lamir, osoba nie tylko traci krew, ale i mięso, więc dziękuję bardzo za walkę z czymś takim. Potem wychodzi się bez kawałka uda lub barku. Jednak w powieści jedna z postaci – ojciec Henrique słynie z pozbywania się tego gatunku wampirów, a z opisów wygląda całkiem całkiem, czyli że można ujść bez utraty kawałka ciała 😛

Ostatnio uznałam Jona Harpera za najbardziej wkurzającego bohatera i miałam nadzieję, że umrze. Nie dość, że nie umarł, to jeszcze przestał mnie w tej książce wkurzać! Niby nadal próbuje się wkręcić do Gwardii Palatyńskiej i przypodobać się Alaricowi, jednak większość swojej energii wykorzystuje do pracy w kawiarni i przy konstruowaniu superkołownicy, czyli nowej broni na wampiry. Jak mu to wszystko wyjdzie, nie zdradzę, ale przyznaję, że Jon nie grał mi już na nerwach, przez co miałam nadzieję, że tym razem nie zginie 😛
W związku z tym, że „Nieposkromieni” to również romans, nie zabrakło sercowych rozterek Meeny oraz trójkąta miłosnego w postaci Lucien-Meena-Alaric, bo tak się składa, że w kontynuacji, protagonistka próbuje zapomnieć o księciu ciemnoty, tzn. ciemności i zaczyna czuć pociąg do łowcy wampirów i nie chodzi mi o lokomotywę. Oczywiście Lucien będzie próbował odzyskać ukochaną na różne sposoby, choć zaczyna przeważać w jego zachowaniu zaborczość, przez co coraz bardziej chce przemienić bohaterkę w nocną krwiopijczynię bez jej zgody. Pan Wulf z kolei nie ma fioletowego pojęcia, co wypada, a co nie, kiedy chce się spędzić troszkę więcej czasu z kobietą, która go strasznie denerwuje. Na przykład zaproszenie jej do siebie na kolację według niego nie ma żadnego podtekstu i nie rozumie, dlaczego dziewczyna się wkurzyła, a koleżanka po poznaniu planów łowcy, wyśmiewa go. Faceci,… z nimi źle… No ale trójkąt nie jest główną osią fabularną, z czego bardzo się cieszę, bo dzięki temu, pani Cabot mogła skupić się na akcji, fabule i tajemnicy.

W książce nie brakuje akcji. Mamy kilka lamirowych ataków i walk z nimi, są też ucieczki, ściganie, tropienie i zabijanie oraz ukrywanie resztek ludzkich. Cały czas mamy sekrety i tajemnice, które czekają na rozwiązanie. Niektóre poznajemy szybko, a inne dopiero pod koniec historii, dzięki czemu powieść wciąga i nie można się od niej oderwać. Zakończenie jest zaskakujące, gdyż nie wiadomo, czego możemy się spodziewać po autorce. Meg Cabot mając za wzór powieść Brama Stokera, może wykorzystać z jego historii, to co chce, a inne motywy przekręcić i zmienić tak, że właściwie, to nie wiemy, czy będzie happy end, clifhanger, czy dołujące zakończenie. Ta niewiadoma spowodowała, że nie mogłam się oderwać od czytania. Humor oczywiście jest wszechobecny, ale nie nachalny. W porównaniu do innych książek autorki, jest go tutaj mniej, ale nie jakoś drastycznie mniej. Jeśli myślicie, że czeka was zabawa na równi z „Paplą”, czy serią „Chłopak…”, to możecie się rozczarować. Tutaj mamy humor wyważony i na równi z serią „Zbrodnie w rozmiarze XL”.

Jedyne do czego mogłabym się doczepić, to postać Meeny. Niby to miała być silna i odważna bohaterka, niby wie już o wampirach, jest po szkoleniu w Gwardii Palatyńskiej i zawsze może liczyć na Luciena, czy Alarica. Jednak ona praktycznie cały czas płacze! Serio, praktycznie non stop ma łzy w oczach lub zanosi się płaczem! Jeszcze rozumiem, gdyby była w ciąży, więc hormony byłby odpowiedzialne za jej płaczliwy nastrój, ale tak? Meena, to totalna mazgaja! Prawie 30to letnia kobieta-płaczka! Właśnie przez to, protagonistka grała mi na nerwach.

Muszę przyznać, że „Nieposkromieni” przypadli mi do gustu bardziej niż „Nienasyceni” i nie wiem, czy to ze względu na ilość stron (kontynuacja jest krótsza), czy Meg Cabot wymyśliła ciekawszą fabułę. Faktem jest, że książkę czytało mi się szybciej i z większym zainteresowaniem, przynajmniej tak mi się wydaje, bo część pierwszą czytałam kilka lat temu 😛 Na forum fanów autorki dowiedziałam się, że przygody Meeny Harper mają być kiedyś kontynuowane, nie wiadomo jednak kiedy. Meg Cabot podobny zabieg zastosowała przy serii „Zbrodnie w rozmiarze XL”, gdzie dwie ostatnie części zostały napisane i opublikowane pięć lat później. Zakończenie „Nienasyconych” pozostaje więc otwarte lub zamknięte, zależy jak sobie je czytelnik zinterpretuje 😉 Powieść polecam wszystkim fanom twórczości autorki oraz romansów paranormalnych z humorem.

Ocena: 5/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s