Hobbit. Albo tam i z powrotem. – J.R.R. Tolkien


DSC_0007Niedługo po zakończeniu trylogii filmowej Hobbit, postanowiłem odświeżyć sobie książkowy oryginał. Żeby nie było, książkę czytałem już na długo zanim świat ogarnęła Tolkienomania spowodowana sfilmowaniem „Władcy Pierścieni”. Czy po wielu latach i trzech filmach nadal jest to pozycja warta przeczytania?

Zacznijmy od tego, iż „Hobbit, albo tam i z powrotem” jest książką pisaną dla dzieci, więc fani Władcy Pierścieni, którzy nie mieli wcześniej styczności z historią Bilba, nie mają czego tu szukać. Serio! Gdy widzę komentarze w stylu „eee Władca był lepszy”, to mnie krew zalewa i to nieważne, czy dotyczy to filmów, czy książek. To są zupełnie inne powieści! Kiedy Tolkien pisał Hobbita, nie miał jeszcze pojęcia, że napisze Władcę Pierścieni, ale do tego jeszcze wrócimy.

„W pewnej dziurze w ziemi mieszkał sobie hobbit…”

Historia Bilba Bagginsa zaczyna się, kiedy niczemu nieświadomy Hobbit spędza dzień jak wszystkie poprzednie, czyli na odpoczynku i posiłkach (ewentualnie małej pracy w ogródku). Niespodziewanie odwiedza go Gandalf, czyli staruszek-czarodziej o lekko zakręconym sposobie bycia i reputacji piromana. Rozmowa kończy się niby na niczym, jednak tego samego wieczora, naszego poczciwego Bilba odwiedza kompania 13 krasnoludów, których z imienia nie wymienię, bo mi miejsca szkoda. Razem z nimi pojawia się też Gandalf, by wspólnie wytłumaczyć o co tu chodzi. Otóż krasnoludy planują wyprawę w celu odbicia Samotnej Góry z łap chciwego smoka – Smauga i odebrania tego, co im się należy. Musicie bowiem wiedzieć, iż wśród krasnoludów jest sam Thorin Dębowa Tarcza, syn Thraina Króla Spod Góry. Najlepsze jest to, że nasz mały Hobbit ma wyruszyć razem z nimi, jako włamywacz. Następnego dnia wyprawa się rozpoczyna, a Bilbo mniej lub bardziej chętny również bierze w niej udział (choć nieraz jeszcze zatęskni do swojej norki). Podczas podróży nasza dzielna kompania przeżywa przeróżne przygody, od spotkania z trollami, po walkę z gigantycznymi pająkami, goblinami i polityką ludzi, czy samym Sauronem! A nie, zaraz…. przecież w książce Sauron się nie pojawia. Ba! Jego imię się nawet nie pojawia! Ale do tego jeszcze wrócimy.

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, co może też być zasługą tłumacza (w moim egzemplarzu jest to Paulina Braiter) i idealnie nadaje się do czytania dzieciom, nawet po jednym rozdziale co wieczór. „Ale jak, dzieciom?” spytacie. Otóż tak jak wspomniałem wcześniej, jest to książka pisana właśnie dla dzieci i tak też się ją czyta. Pełna jest wstawek i komentarzy autora, wplecionych w historię bardzo zręcznie (jak na przykład wstawki o tęsknocie Bilba do jego norki), czy tylko podsycających chęć czytania dalej, jak komentarze w stylu „ale o tym dowiecie się w dalszej części historii”. Ilustracje autorstwa Alana Lee, w które zaopatrzone jest posiadane przeze mnie wydanie, tylko dodają książce uroku i pomagają w opowiadanej historii, chociaż jego wyobrażenie wyglądu krasnoludów znacznie różni się od wizji filmowej Petera Jacksona, o czym za chwilę.

„Nie jesteś już hobbitem, którym byłeś kiedyś.”

Więc jak? Warto przeczytać książkę po obejrzeniu filmowej trylogii? Jak najbardziej! Czytało mi się ją tak samo dobrze, jak te 15 lat temu, chociaż w głowie pojawiały mi się obrazy z filmu, jak chociażby wygląd krasnoludów, które w wersji kinowej nie nosiły (jakże istotnych) kolorowych kapturów! Co do reszty wątków dodanych przez filmowców, to jest to temat bardzo delikatny, bo mimo iż niemal wszystkie były absolutnie zbędne, to niektóre z nich jestem w stanie zrozumieć. [W tym miejscu chciałbym jednak ostrzec osoby, które filmów nie oglądały lub nie czytały książki, aby opuściły ten akapit i przeszły od razu do podsumowania.] Na przykład Tauriel, która była ciekawą i przemyślaną postacią, a która w książce po prostu nie istnieje, stworzona została tylko dlatego, żeby film nie został zdominowany przez typowe gay party* składające się z kilkunastu! Facetów. Serio, w książce nie ma kobiet nawet w drugoplanowych rolach, że o jakiejkolwiek głównej postaci nie wspomnę. Co do innych wątków, to czasem są pokrótce wspomniane, a czasem na potrzeby filmu zostały całkowicie przemodelowane (Azog jest tylko wspomniany, bo już nie żyje, Saurona nie ma, jest tylko mroczny mag z wieży, którego nawet nie poznajemy, gdyż nie jest to częścią historii Hobbita, Legolasa nie ma wcale, a Fili i Kili nie są przystojniakami :P). Wszystko po to, aby widzowie niezaznajomieni z twórczością Tolkiena mogli łatwiej przyswoić historię dzięki powiązaniom z Władcą Pierścieni podanym na tacy. Oraz (nie oszukujmy się) dla pieniędzy, dla mnóstwa pieniędzy. No dobra, a wątek Tauriel+Kili? To tylko po to, by zaciągnąć kobiety do kina 😉

Różnic pomiędzy filmem, a książką jest sporo i prawdopodobnie niejedna praca zostanie na ten temat napisana, więc czytelnikom radzę po prostu traktować film i książkę osobno, a przynajmniej zacząć od tej drugiej (o ile to jeszcze możliwe). Tak czy siak, „Hobbit albo tam i z powrotem” jest pozycją obowiązkową dla każdego człowieka nazywającego siebie fanem fantasy, a zwłaszcza dla tych, którzy na fanów chcą wychować swoje dzieci, co nie zmienia faktu, że osoby takie jak ja (30-ka na karku) na książce się zanudzą. Co to, to nie. Jednak nie traktujcie jej jak objawienie, tylko jak lekką baśń, która pomogła stworzyć jedno z najpiękniejszych światów fantastycznych w dziejach literatury (i filmu).

Ocena: 6/6

* Żebyście sobie nie wymyślali, gay (z ang.) oznacza wesoły a party (z ang.) użyte zostało w znaczeniu grupa, więc chodziło mi tylko i wyłącznie o radosną kompanię krasnoludów 😉

PS. Posiadana przez mnie edycja książki, to wydana w twardej oprawie przez Wydawnictwo Amber edycja z 2000 roku.

Raven

Advertisements

One response to “Hobbit. Albo tam i z powrotem. – J.R.R. Tolkien

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: