Opublikowany w Martycja

Ja, potępiona – Katarzyna Berenika Miszczuk


ja-potepionaKolejną serię mogę uznać za zakończoną. Chyba, że autorka zdecyduje się na kolejną część (wolałabym nie, bo wtedy znów miałabym coś niedokończonego :P). Tym razem trafiło na przygody panny Wiktorii Biankowskiej, byłej pracownicy piekła oraz nieba. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym ostatniej części nie przeczytała dwa lata po dacie premiery…

Fabuła

Wiktoria Biankowska rozpoczyna nowe życie! I to dosłownie, bo niedawno umarła, ale na szczęście piekło i niebo cofnęły czas, więc dziewczyna mogła znów żyć. Jednak co to za życie, kiedy jej ukochany diabeł nie wie, że wygrał jej serce? Dlaczego jej przystojny Beleth znikł z jej życia i w ogóle nie odpowiada na jej wołanie w myślach? Cóż, mówi się trudno, przynajmniej może żyć nowym życiem u boku Piotrusia? Niestety nie, Wiktoria stwierdza, że kocha jednak diabła, więc zrywa ze śmiertelnikiem. Po zerwaniu postanawia znów poszukać Beletha. W trakcie poszukiwań natyka się na Piotra i widzi że ten upuścił portfel. Kiedy go podnosi, zauważa na ziemi krzyżyk, po czym dziewczyna zostaje przejechana przez ciężarówkę…

Protagonistka umiera po raz drugi, przez co trafia do pokoju śmierci. Po krótkiej pogawędce, Wiktoria zamiast trafić do nieba, lub piekła, zostaje wepchnięta przez śmierć do Tartaru! Okazuje się, że ktoś przekupił śmierć, aby ta wrzuciła do Tartaru Piotra. Co prawda Piotr się nie pojawił, ale czy to ważne? Śmierć nie wybiera płci, orientacji, czy gendera 😉 Wiktoria trafia do Tartaru, a konkretnie do działu administracyjnego, w którym to Hitler, Kuba Rozpruwacz i Neron wybierają dla niej mieszkanie, prace i ubranie. Niestety wszystko jest szare, miałkie i o smaku ziemniaków. Teraz dziewoja – dawna diablica, anielica i śmiertelniczka, a obecnie potępiona, musi się jakoś wydostać z tego ambarasu, w który to ktoś ją wplątał.

W tym samym czasie Beleth rozpacza po stracie ukochanej, a Azazel nie może powstrzymać śmiechu z sytuacji, w której znów znalazła się Wiktoria.

Moim zdaniem

Pierwsza część bardzo mi się podobała, druga część troszkę mniej, a trzecia – no cóż, jeszcze mniej. Co nie oznacza, że książka nie przypadła mi do gustu, po prostu uważam ją za najsłabszą w trylogii, ale to tylko dlatego, że autorka zaczęła się powtarzać, przez co boję się, co to będzie, jeśli Pani Miszczuk da się namówić na napisanie czwartej części 😛

Wiktoria po raz kolejny pakuje się w kłopoty, po raz kolejny przez Beletha i Azazela i po raz kolejny ginie. Efekt tego taki, że przez pierwszą połowę książki troszkę się nudziłam i miałam problem z kontynuowaniem czytania. Niby nowością jest Tartar, do tego zostały wprowadzone nowe i ciekawe postacie, jednak pewne schematy zostały zachowane, a przewidywalność zaczęła mnie męczyć. Na szczęście w drugiej połowie książki zaczęło się robić interesująco i wciągnęłam się w przygody Wiktorii, Beletha, Lucyfera, Gabriela, Azazela, Kleopatry, a nawet Piotra i Moroniego. Resztę powieści pochłonęłam szybko i zanim się obejrzałam, książka się skończyła.

Nowe postacie, które mają niebywały wspływ na fabułę, to na pewno Achilles oraz Elżbieta Batory. Ten pierwszy, to antyczny półbóg, w książce przekwalifikowany w książce przekwalifikowany na nefilima, który z racji bycia synem diabła/demona oraz ziemskiej kobiety, jest skazany na życie po śmierci w Tartarze, niestety. Achilles jest troszkę niezrównoważony i wybuchowy, ale ogólnie to bardzo pomocny osiłek, który nie raz użyczy swoich mięśni pewnej potępionej diablicy. Jeśli chodzi o królową, to jak przystało na seryjną morderczynię nazywaną przez niektórych wampirzycą z Siedmiogrodu, jest osobą szaloną, zawistną, władczą i potężną, która nie raz uprzykrzy życie Wiktorii. Obie postacie są dość dokładnie wykreowane, za co wielki plus dla autorki, gdyż ze słynnego antycznego herosa zrobiła troszkę tępego osiłka o dobrym sercu i dziecinnym spojrzeniu na świat, za to szesnastowieczną hrabinę dość dobrze odwzorowała, gdyż z zapisów historycznych można wyczytać, iż Elżbieta była niebywale inteligenta, okrutna i impulsywna. Z nowych bohaterów drugoplanowych warto jeszcze wymienić Charona – przewoźnika zmarłych do Tartaru, który jest bratem pewnej cynicznej znajomej Wiktorii, Hitlera – który został dość łagodnie przedstawiony oraz Kubę Rozpruwacza, który okazał się być londyńskim dżentelmenem. Co jak co, ale wykorzystywanie przez panią Miszczuk postaci historycznych, czy tych z podań i legend oraz wymyślanie im osobowości i traktowanie ich z przymrużeniem oka wychodzi całkiem nieźle 😉

Autorka ma naprawdę świetne poczucie humoru, o czym napisałam już w recenzji „Ja, diablica” oraz „Ja, anielica” i na szczęście pani Katarzyna nie straciła go w „Ja, potępiona”. Nie raz parsknęłam śmiechem, czy uśmiałam się z zabawnego zdarzenia, opisu, czy dialogu. Postacie są zabawne i opisane z przymrużeniem oka, a historia nie raz zaskoczy czymś humorystycznym, jak na przykład pupilkiem Lucyfera, czy wywaleniem przez okno diablika, tylko dlatego że przekazał złe wiadomości 😀 Chyba najbardziej rozbawił mnie zakład pomiędzy Lucyferem i Gabrielem oraz to, jak często każdy z nich przegrywał lub wygrywał. Lepiej bym tego nie wymyśliła 😉 Tak samo jak uzależnienia od lubczyku 😛 Już nie wspominając o Behemocie, który pojawia rzadko, ale jak już się pojawia, to z przytupem, sardynkami i iskrami 😀

„Ja, potępiona” jest na dzień dzisiejszy ostatnią częścią trylogii o przygodach Wiktorii Biankowskiej. Być może w przyszłości autorka napisze jeszcze czwartą część serii i wtedy trylogia przestanie mieć sens 😛 Jeśli chodzi o zakończenie historii i wątków, to jestem usatysfakcjonowana, dlatego wydaje mi się, że lepszym pomysłem byłby spin-off z innym bohaterem w roli głównej. Z tego, co kiedyś, gdzieś wyczytałam, pani Katarzyna myśli nad Azazelem jako protagonistą i myślę, że taki spin-off byłby idealny, gdyż wrzucenie po raz kolejny Wiktorii w wir zdarzeń, przypadków i wypadków, byłby już dla mnie nudny. Jednak zrobienie z dziewczyny postaci drugoplanowej, na pewno by mi nie przeszkadzało. Oczywiście wszystko zależy od samej autorki (i zapewne również od wydawcy). Historia Wiktorii i Beletha ma całkiem dobre zakończenie i, co mi się bardzo spodobało, oboje wraz z Piotrem na czele ewoluowali, za co trzeba pochwalić autorkę, bo nie każda pisarka pamięta o tym, że ludzie potrafią się zmienić, dorosnąć, zmądrzeć lub też zejść na złą drogę i cofnąć się w ewolucji do epoki kamienia łupanego 😉

Jeśli chodzi o twórczość pani Katarzyny Bereniki Miszczuk, to posiadam już w kolekcji „Drugą szansę” oraz „Gwiezdnego wojownika”. Jestem bardzo ciekawa jak autorka sobie radzi w innych gatunkach. Pozostaje mi już nic innego, jak tylko polecić trylogię ze studentką, która zginęła by stać się diablicą, anielicą oraz potępioną 🙂

Ocena: 4+/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s