STAR WARS: Darth Plagueis – James Luceno


darth-plagueisNiedawno mieliśmy 4-ty maja, czyli Światowy Dzień Gwiezdnych Wojen. Jest to idealna pora do refleksji nad tym w jakim miejscu w tej chwili znajduje się gwiezdna saga i gdzie zmierza. Czy nowy film spodoba się fanom? Czy druga trylogia była faktycznie taka zła? Co z Expanded Universe? Czy nadal warto czytać książki oparte o świat Star Wars? Na ostatnie z pytań odpowiedź jest prosta: TAK! Bo wśród mnóstwa zapychaczy dziur znajdą się perełki, które każdy fan znać powinien. Czy recenzowana tutaj książka też jest taką perełką? No cóż…

Dawno, dawno temu…

Nie powinno być wielkim spoilerem to, że napiszę że tytułowy bohater umiera. Dlaczego? Bo dzieje się to już w prologu! Mało tego, zabójcą mistrza Sithów jest nikt inny jak sam Palpatine. Najlepsze jednak dzieje się w dalszej części powieści, kiedy to poznajemy wcześniejsze dzieje Plagueisa, znanego pośród niewtajemniczonych jako Hego Damask – Muun, posiadający niezliczone bogactwa, wpływy, a nawet własny księżyc.

Książka podzielona jest na 3 części, a każda z nich to inny etap życia Plagueisa. Rozgrywają się na przestrzeni około 30 lat i opisują takie wydarzenia, jak śmierć Dartha Tenebrousa (mistrza Plagueisa), poszukiwania ucznia, knucia, intrygi, poznanie młodego Palpatine’a, knucia, poszukiwania nieśmiertelności, intrygi, walki na śmierć i życie, szkolenia oraz jeszcze więcej knucia i intryg. Musicie wiedzieć, że jak na „Gwiezdne Wojny”, w tej książce jest naprawdę bardzo mało akcji wśród gwiazd. Ba! Nawet typowych bitew na blastery, czy miecze świetlne nie uświadczymy zbyt wiele. Trzon powieści, to plany i działania mające przywrócić dawną potęgę Ciemnej Stronie Mocy oraz pomóc w obaleniu Jedi i Republiki. Gdyby przed rozpoczęciem książki ktoś mi powiedział, że jest to bardziej thriller polityczny niż typowa gwiezdno-wojenna przygoda, zapewne ominąłbym ją szerokim łukiem i stracił możliwość zaznajomienia się z jedną z ciekawszych powieści w świecie Star Wars, jakie czytałem.

Moc jest w nim silna…

Mimo iż książka okazała się być czymś zupełnie innym niż się spodziewałem, wciągnęła mnie niesamowicie. Co prawda dobrnięcie do końca zajęło mi całkiem sporo czasu, ale to bardziej z powodu braku tegoż niż z przyczyn czysto książkowych, takich jak niemal 400 stron tekstu pisanego czcionką dla mrówek z niemal zerową interlinią. Tak czy siak, pod koniec każdej z 3 części nie mogłem się oderwać od lektury. Co ciekawe, najważniejszym aspektem książki dla mnie nie jest historia Plagueisa, nawet nie młodość Palpatine’a, czy nawet nie dzieciństwo Dartha Maula, który jest moim ulubionym Lordem Sithów, tylko wydarzenia prowadzące do „Mrocznego Widma”. Filmowa „Część 1” została przez większość fanów zmieszana z błotem, głównie za sprawą Jar Jar’a (słusznie) oraz naiwnej fabuły i zbyt naciąganych wątków. Wątki te jednak nabierają sensu właśnie po przeczytaniu książki Jamesa Luceno. W trakcie lektury docierało do mnie, co Plagueis i Palapatine chcieli osiągnąć, co im się udało, a co musieli zmieniać na szybko. Nagle wydarzenia, zarówno „Mrocznego Widma”, jak i „Ataku Klonów” nabierają sensu. Amidala ma sens, Naboo ma sens, Armia Klonów ma sens, nawet mistrz Syfo-Dias, czy wyścigi ścigaczy na Tatooine mają sens. Co prawda Jar Jar nadal nie ma sensu, ale jemu już nic nie pomoże.

Jeżeli miałbym się do czegoś doczepić, to jedynie do wymienionych wyżej problemów z czytelnością tekstu (co jest niestety normą w książkach ze świata Gwiezdnych Wojen, nie licząc publikacji dla najmłodszych), oraz do okazjonalnej literówki, czy zamiany dwóch bohaterów miejscami, przez co scena wydała mi się przez moment absurdalna. Na szczęście, po ogarnięciu na czym polega problem, wszystko już było OK.

„…będę śledził twoje postępy z wielkim zainteresowaniem.”

Książkę polecam wszystkim fanom Star Wars, a zwłaszcza tym, którzy walczą z samymi sobą o to, czy uznać nową trylogię, czy nie. Mimo iż jest bardziej książką polityczną niż typową gwiezdno-wojenną historią pełną akcji, przygód, walk na miecze świetlne, czy ratowania tyłka „o mały włos”, jest pozycją naprawdę godną polecenia, mimo iż do perełki jej trochę brakuje. Przy lekturach takich jak ta, ma się zawsze ochotę kibicować „tym złym”, a to już musi coś znaczyć.

Ocena: 5/6

Raven

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu AMBER

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: