Z przyczyn naturalnych – James Oswald


z-przyczyn-naturalnych
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, iż książkę kupiłam z ciekawości. Autora wcześniej nie znałam (tak jak i 8/10 pisarzy powieści kryminalnych), a okładka niczym ciekawym się nie wyróżniała. Tylko opis mnie zaintrygował. No i fakt, że został wydany przez Jaguar, który specjalizuje się w powieściach młodzieżowych, kryminał rzucił mi się w oczy 😉

Fabuła

Świeżo upieczony inspektor Anthony McLean, w drodze do szpitala, natrafia na taśmę policyjną oraz grupę policjantów. Jego wrodzona ciekawość, pomimo bycia po służbie, sprawia że zagląda na miejsce zbrodni. Okazuje się, że bestialsko zamordowany został starszy mężczyzna – bogaty bankier na emeryturze. Jednak na miejscu znajduje się również nadinspektor Duguid, który nie przepada z McLeanem (z wzajemnością), więc każe się swojemu podwładnemu wynosić. Protagonista odwiedza swoją babcię, która od prawie dwóch lat jest w śpiączce spowodowanej rozległym wylewem. Po wizycie odwiedza jej dom, aby odebrać pocztę i ogólnie sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Następnego dnia, inspektor McLean dostaje do rozwiązania sprawę kradzieży biżuterii, która wydawała się być niewykonalna z powodu bardzo dobrych zabezpieczeń antywłamaniowych. Jednak życie potrafi zaskakiwać nawet edynburskiego inspektora, gdyż ten otrzymuje telefon z informacją o znalezieniu zwłok. Na miejscu okazuje się, że ów zwłoki są zmumifikowane i mogą mieć około 60 lat.

Młody inspektor (mając 35 lat jest się młodym na tym stanowisku :P) ma teraz do rozwiązania dwie sprawy, pierwsza – odnaleźć zuchwałego złodzieja (lub złodziei) i druga – dowiedzieć się kim jest zamordowana sześćdziesiąt lat temu osoba oraz kto dokonał tej strasznej zbrodni. Jednak w toku obu śledztw dochodzi do kolejnych bestialskich morderstw starszych, bogatych mieszkańców miasta i McLean zaczyna podejrzewać, że jedna z jego spraw w jakiś sposób łączy się ze sprawą nadinspektora Duguida.

Moim zdaniem

Książkę czytało mi się szybko, wsiąkłam w treść, co za tym idzie, w każdej wolnej chwili chwytałam po powieść (a nie po komórkę, co mam w zwyczaju). Już na dzień dobry, mamy do czynienia z morderstwem i to nie byle jakim, bo brutalnym. Na tyle brutalnym, że policjantom robi się niedobrze, a sam inspektor walczy z mdłościami ukrywając się za maską profesjonalizmu zawodowego. Później, żeby nie było, że protagonista zajmuje się tylko trupami, mamy kilka kradzieży. Jednak te kradzieże są tak nudne, przeciętne i zwyczajne, że autor serwuje nam szkielet młodej dziewczyny zamurowany w starym domu od około 60 lat. No przecież morderstwa z odcinaniem kończyn i wypruwaniem wnętrzności są takie normalne w świecie kryminałów, prawda? Ale zmumifikowane zwłoki z przeszłości, to już coś zupełnie innego 😛

Główny bohater ma jakieś 35 lat, został niedawno inspektorem i wyróżnia się niezwykłą błyskotliwością, talentem do łączenia faktów i umiejętnością szukania poszlak, a do tego jest uparty w dążeniu do celu. Niezwykle irytuje nadinspektora Duguida, który jest totalnym przeciwieństwem protagonisty. Starszy „kolega po fachu”, jest przy kości, brak mu obycia, zdolności detektywistycznych, a do tego jest chamem i prostakiem. Za to dobrze zna się na polityce w policji, co za tym idzie, nie musi łapać właściwych przestępców, wystarczy takich, co pasują do sprawy, by szybko uzyskać wyniki i punkty u kapitana.

Oprócz inspektora McLeana i nadinspektora Duguida, w historii przewija się masa bohaterów drugoplanowych. Zaczynając od byłego partnera, starszego sierżanta Boba Lairda, który ma przydomek „Bob gburek”, na byłym współlokatorze – wykładowcy na uniwerku – Phillu. Bob jest już po 40tce i wygląda oraz zachowuje się jak typowy amerykański policjant, czyli objada się pączkami i stara się unikać papierkowej roboty. Jest sympatyczny i pogodny, ale potrafi dokuczyć, kiedy trzeba (albo kiedy i nie trzeba). Inspektor dostaje do pomocy detektywa posterunkowego MacBride’a, który nie ma jeszcze 30 lat, ale za to jest pracowity, sumienny i skrupulatny. Bardzo poważnie traktuje swoją pracę i nie robi problemów z zostawaniem po godzinach, co gburek skrzętnie wykorzystuje. Z ekipy technicznej poznajemy Emmę Baird, która zajmuje się fotografowaniem miejsc zbrodni i jest specem komputerowym. Dziewczyna jest bardzo bezpośrednia i ma poczucie humoru, które nie raz wprowadza w konsternację kolegów. Każdy posterunek powinien być wyposażony w patologa, dlatego McLean często odwiedza Angusa Cadwalladera, z którym się zaprzyjaźnia, co znaczenie ułatwia protagoniście pracę.

Żeby nie było, że inspektor ma tylko znajomych z pracy, to autor dorzucił Philla (obecnie wykładowca), z którym inspektor mieszkał i imprezował przed kilku laty. Do tej pory utrzymują kontakt. Phill co jakiś czas siłą wyciąga swojego kumpla do pubu, aby ten nie umarł z przepracowania. Poza tym, autor dodał również więcej kobiet nie związanych z policją, a są to siostry Jenny i Rachel Spiers, gdzie ta druga jest partnerką Philla. Oprócz tych wymienionych przewija się jeszcze komendantka, cała ekipa techniczna, różni podejrzani, starzy znajomi, nowi znajomi, przyjaciele z przeszłości babki, a nawet sąsiedzi. Co jak co, ale książki nie cierpi na brak bohaterów 😉

Oczywiście nie tylko postacie są ważne w powieści kryminalnej. Najistotniejsza jest przecież intryga oraz rozwiązanie akcji. Spraw kryminalnych nie brakuje. Jedna miała swój początek jakieś 60 lat temu, więc wraz z protagonistą śledzimy próby dowiedzenia się, co też wydarzyło się sześć dekad wcześniej. McLean natrafia na trop, który ma coś wspólnego z okultyzmem, szatanem, diabłem i ogólnie złymi mocami. Morderstwa, które mają miejsce w czasach obecnych wydają się być w jakiś sposób połączone ze zbrodnią sprzed wielu lat, gdyż sposób zabójstwa jest podobny, choć brakuje cech towarzyszących praktykowaniu czarnej magii. Z kolei kradzieże wydają się być już totalne odrębną sprawą, a jednak jakimś cudem, pojawiają się te same nazwiska podejrzanych. Ta cała plątanina i gmatwanina ludzi, morderstw i kradzieży sprawia, że nie można oderwać się od czytania. Jednak należy się skupić na książce, jeśli chce się odkryć pewne sekrety wcześniej niż protagonista. Autor interesująco przeprowadził fabułę. Zachęcił mnie do swojej książki, a później do ciągłego czytania i zagłębiania się w historię i to prawie do końca… no właśnie, zakończenie…

Co mi się nie spodobało? (marudzenie 29letniej panny na niewydaniu)

Rozwiązanie akcji nie każdemu przypadnie do gustu. Przyznam szczerze, że prawie do samego końca książki miałam nadzieję, że się mylę i że autor sobie pogrywa z czytelnikiem. Jeśli o mnie chodzi, to zakończenie jest dla mnie słodko-gorzkie. Z jednej strony mi się podobało, bo całą intrygę kryminalno – detektywistyczną przeniesiono na inny poziom, a z drugiej nie, gdyż byłam nastawiona na coś zupełnie innego. Nie, nie jestem rozczarowana rozwiązaniem, raczej zaintrygowana, co też będzie się działo w następnych częściach serii. Teraz jak już wiem, czego się spodziewać, kolejne książki będzie mi się czytać zupełnie inaczej.

Postać głównego bohatera została przez autora na siłę udramatyzowana. Ja wiem, że tak jest w większości kryminałów. Protagonista z przeszłością zostaje policjantem lub detektywem, a przecież osoba rozwiązująca sprawę musi mieć trupy w szafie, inaczej byłaby nudna, prawda? 😛 Jednak w przypadku inspektora McLeana autor „odrobinę przesadził” z upychaniem kolejnych to zwłok do garderoby. Protagonista nie ma rodziców, bo ci zginęli (jak i dlaczego dowiecie się z książki), wychowywali go dziadkowie, aż do momentu śmierci dziadka i udaru babci. Oczywiście, to troszkę za mało, więc pan Oswald dodał nieszczęśliwą miłość, a dokładniej to ukochaną, której się umarło. Trochę to wszystko naciągane, jednak autor o czymś zapomniał. A co z psem lub kotem, który zginąłby w pożarze ratując swojego pana?!

Kończąc przydługą recenzję

„Z przyczyn naturalnych” jest dla mnie dość przewidywalną powieścią. Większość tajemnic udało mi się rozwiązać przed protagonistą, a co do niektórych sekretów, których McLean jeszcze nie odkrył, mam swoje podejrzenia (zapewne trafne, ale to dowiem się pewnie podczas czytania kolejnej historii). Pomimo to, książkę dobrze mi się czytało, bo intryga była ciekawa, a bohaterowie nie wkurzali. Plusem jest również humor, który pojawia się okazjonalnie acz w odpowiednich momentach, aby rozładować niekiedy ciężką atmosferę. Powieść polecam z moim brudnym sumieniem 😉 Drugą część już zakupiłam i czeka sobie na przeczytanie (może jeszcze w tym roku? :P). Fajnie, że wydawnictwo Jaguar zawsze stara się wydawać lektury nietuzinkowe i na swój sposób wyróżniające się spośród innych tytułów danego gatunku 🙂

Ocena: 5/6

Martycja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: