Upadła świątynia – Dominika Wącławek


upadla-swiatyniaOstatnimi czasy polski rynek wydawniczy jest wręcz zalewany powieściami postapokaliptycznymi. Wielki boom zapoczątkowało kultowe już „Metro 2033”, które przerodziło się w uniwersum i objęło swoim zasięgiem cały świat. Wielki popyt na ten gatunek sprawił, że Fabryka Słów postanowiła odpowiedzieć konkurencyjnemu wydawnictwu swoim zbiorem powieści postapo, który został zapoczątkowany „Kompleksem 7215” Bartka Biedrzyckiego.

Przyznaję, że ów książki i kontynuacji jeszcze nie przeczytałem, ale zaległości zamierzam nadrobić w najbliższym czasie. Wniosek jest więc taki, że powieść Pani Dominiki Węcławek to moje pierwsze spotkanie z tym uniwersum. Wielka szkoda, że początek naszej znajomości odbył się bez większych emocji. Pora przejść do konkretów.

Akcja powieści dzieje się w Warszawie, kilka lat po nuklearnej katastrofie. Szczęśliwcy, którzy przeżyli zagładę, znaleźli swoje schronienie w tunelach warszawskiego metra i tam wegetują, niczym znękane szczury. Ich życia nie należą do łatwych, a każdego dnia muszą zmagać się z przeciwnościami losu i spartańskimi warunkami bytu. Jakby tego było mało, jakaś tajemnicza siła wabi ocalałych i skazuje ich na pewną śmierć. Do rozwiązania zagadki zostaje przydzielona specjalna ekspedycja, w której skład wchodzą ludzie, różniący się nie tylko poglądami, ale i umiejętnościami. Właśnie to stanowi główny wątek niniejszej książki.

„Upadła świątynia” to typowe postapo, do którego fani gatunku zostali przyzwyczajeni. Na próżno szukać tutaj oryginalnych rozwiązań i wątków zapierających dech w piersiach. Autorka czerpie garściami z pomysłów swojego poprzednika. To nie byłby minus, gdyby postarano się o dobrą fabułę. Niestety ale pomysł nie wciąga i momentami wręcz nudzi. Przyznaję, że czasami nie wiedziałem o co chodzi i musiałem cofać się do poprzednich rozdziałów. Dla mnie o wiele ciekawsze były początkowe fragmenty, których akcja działa się tuż po katastrofie. Wątek walczącej o przetrwanie rodziny zainteresował mnie bardziej niż rozwiązanie całej zagadki.

Fanów gatunku ucieszy niewątpliwie fakt, że klimat rasowego postapo został zachowany. Znajdziemy tutaj wszystko, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni: ciasne tunele metra, wycieczki na powierzchnię i walka z krwiożerczymi mutantami. W tym aspekcie nie zostałem zawiedziony. Szkoda tylko, że opisy, które miały wzbudzić w czytelniku zadumę i przerażenie, nie robiły na mnie absolutnie żadnego wrażenia.

Na plus mogę zaliczyć kreację głównych bohaterów. Konstanty – jako samotny wilk – daje radę, a Lidia jako medyczka jest świetnym uzupełnieniem. Reszta ekipy też pasuje do klimatu i dobrze wplata się w główny wątek. Dialogi między postaciami nie są może wybitne, ale przyjemnie się je czytało. Może nie licząc tej gwary, która przyprawiała mnie o palpitacje serca. Warto wspomnieć, że po skończeniu głównego wątku czekają na czytelnika opowiadania, które są miłym dodatkiem do całości.

Powieść „Upadła świątynia” to książka skierowana do miłośników gatunku i czytelników, którzy lubią proste i nieskomplikowane książki przygodowe. Może gdybym przeczytał „Kompleks 7215” i „Stację: nowy świat”, moja ocena poszłaby o oczko w górę. A tak wyszło bardzo przeciętnie.

Ocena: 3/6

DonSzabla

Za książkę do recenzji dziękujemy wydawnictwu FABRYKA SŁÓW 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: