Pijana Wojna – Alkohol podczas II Wojny Światowej – Kamil Janicki


pijana-wojna-alkohol-podczas-ii-wojny-swiatowejKsiążka, o której Wam opowiem, to książka, która jakiś czas trafiła do mojego domu i za którą jakoś „nie mogłam się zabrać”. Zawsze jakaś inna była w kolejce przed. Pewnego dnia spieszyłam się do pracy, a żeby nie zanudzić się w autobusie – porwałam pierwszą lepszą książkę. Trafiło na „Pijaną Wojnę…” i tak otworzyła się przede mną kolejna historia. Historia żołnierzy, których codziennością była wojna i alkohol.

Jestem osobą dość zapracowaną, więc między kolejnymi rozdziałami zawsze mijało kilka dni przerwy. Przerwy na użeranie się ze światem. Tak mnie ta walka z codziennością pochłonęła, że w pracy o mało nie „fiknęłam”. Zostałam odesłana do lekarza, więc w poczekalni, z ciśnieniem 170/120 (!) czytałam…  A świat wirował mi przed oczami.
Kiedy weszłam do gabinetu, lekarz pierwsze co, to zamiast zająć się pacjentką, zerknął na to, co czytam. Usłyszałam „odważny tytuł, obrazoburczy”… Mój lekarz „pierwszego kontaktu” jest byłym lekarzem wojskowym. Mówił o zezwierzęceniu ludzi, o tym, czym dla niego jest wojna… O tym czym jest ona dla ludzi i dlaczego w naszym kraju nie mówi się o pijaństwie na froncie. Bo przecież dla każdego polaka żołnierz to bohater! Alianci? O nich też nie można powiedzieć złego słowa! O Niemcach czy Rosjanach owszem. U nich na pewno się czasem piło, ale u Naszych?! (Oczywiście wiemy, że pili, ale to temat tabu, nie można walczących w II Wojnie Światowej opisywać negatywnie!) Po czym lekarz przeszedł do wywiadu z pacjentką… A ja wiedziałam, że już czas na recenzję.

Przede wszystkim, czytając tę pozycję, poczułam się jakbym wróciła na studia. Jakbym kolejny raz pisała pracę magisterską. Tak jak ja powoływałam się w swojej pracy na przeprowadzane przeze mnie wywiady, tak autor powołuje się na wspomnienia żołnierzy zawarte w pamiętnikach z czasów wojny. Cytaty, opisy, przemyślenia, analiza, analiza, analiza… Ahh! Jak ja chcę wrócić na studia! Książka nie jest napisana językiem przyjemnym dla przeciętnego czytelnika, nie zawiera dialogów, wartkiej akcji. Jest sucha, informacyjna, ale bardzo wciągająca. Jak to wciągająca? Ano tak! Poznajemy w niej ludzi. Ludzi, którzy żyli, służyli swojemu krajowi, ale nie byli bohaterami! Byli tylko ludźmi, którymi targały emocje, którzy się bali, tęsknili, którzy nie radzili sobie z zastaną codziennością. I to jest ogromny plus tej książki.

Czego możemy się dowiedzieć? Autor podzielił swoją pracę na sześć rozdziałów. Pierwszy z nich mówi o tym, czy alkohol to coś normalnego. Odpowiedzcie sobie sami… „Tego dnia otrzymaliśmy w NAAFI [czyli kantynie] tylko pół butelki piwa na osobę (…). Problemy transportowe musiały być bardzo poważne”
Kolejny dotyczy kultury picia, tego jak wojna zmienia ludzi. „Zdarzyło mi się wcześniej okazjonalnie pić piwo, choć nigdy go nie nadużywałem (…). Jednak tej nocy (…) piłem z zaciekłością, kufel po kuflu… aż zgasły światła. Pamiętam tylko jak później leżałem twarzą do ziemi w kałuży własnych wymiocin”.
W trzecim rozdziale podjęty został temat granicy między pijaństwem a alkoholizmem. „Potykając się wracaliśmy przez pola do obozu, a świat kołysał nam się na wszystkie strony. Wciąż powtarzałem, bełkocząc: Stanowi wykroczenie bycie pijanym podczas służby czynnej. Wszystkim wydawało nam się to straszliwie śmieszne”.
Część czwarta, dotycząca skrajności w życiu żołnierza, porusza chyba najbardziej każdego czytelnika. Mowa w nim bowiem między innymi o świętach spędzanych poza domem, z daleka od bliskich, kiedy tęsknota jest nie do opanowania… „25 grudnia 1940 – ramię wciąż strasznie boli – przepełniony rozpaczą – stęskniony za domem – dostałem dużo wina i upiłem się po raz pierwszy w swoim życiu. Straszliwie zimno i sypie śnieg”.
Rozdział piąty zatytułowany „Pijany jak…? Alkohol w opisie sojuszników i wrogów” dotyczy wspomnień żołnierzy związanych opowiadających o alkoholu w ustach swoich przyjaciół i przeciwników. To tutaj rodzą się stereotypy, które nadal funkcjonują w naszych głowach… „Cicha noc, święta noc… (…) Święta?! Przed nami czerwoni mordercy nacierają swą dziesięciokrotną siłą na nędzny posterunek niemiecki. Pijane, wrzeszczące bandziory wbijają swe bagnety w drgające ciała naszych rannych towarzyszy broni”. A to znacie? „Na szerokich przestrzeniach Rosji i Syberii 40 kilometrów to żadna odległość, 40˚ to żaden mróz, a 40% to nie alkohol”.
Ostatnia część dotyczy innych zastosowań alkoholu. Jako waluty, lekarstwa, czy materiału zbrojeniowego. „Używałem tych napojów do zdobywania barterem rzeczy w rodzaju świeżego mięsa i innego zaopatrzenia dla moich żołnierzy”.

Każdy z nas, czy to się nam podoba czy nie, musi zdać sobie sprawę jak ogromne znaczenie w czasie wojny miał dla ludzi alkohol. Nie tylko pomagał zapomnieć o bólu (i tym fizycznym i tym znacznie gorszym, bólu „duszy”), ale nie raz ratował życie!

Może książka, którą przeczytałam nie jest arcydziełem, przypomina mi raczej pracę studenta, który chce zrobić wrażenie na promotorze, sięgając po trudny temat i odwołując się do trudno dostępnych materiałów, jednak ma w sobie to coś, co nie pozwala odłożyć jej na półkę nieprzeczytanej. Może i Ty po nią sięgniesz? Ja polecam…

Ocena 5-/6

ViridianaD

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: