Naśladowcy – Ingar Johnsrud


naśladowcy

Miłośnicy skandynawskiego kryminału, którzy są obyci z tym gatunkiem literackim wiedzą, kim jest Jo Nesbø czy Stieg Larsson. Tych autorów nie trzeba im przedstawiać. Sam uważam, że na chwilę obecną Jo Nesbø nie ma sobie równych.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy na okładce niniejszej książki przeczytałem następujące słowa: „Jo Nesbø w świecie Stiega Larssona”. Pomyślałem wtedy, że trzymam przed sobą kryminał idealny. Atmosferę podgrzały słowa „królowej polskiego kryminału” Katarzyny Bondy, która napisała: „Koktajl współczesnych lęków ubrany w zagadkę kryminalną. Terroryści, sekta, polityka. Zapomnijcie o Nesbø, Läckberg i Mankellu. Johnsrud to nowy głos skandynawskiego kryminału”. Czy po tak licznych pochwałach można przejść obojętnie obok książki Ingara Johnsruda?

Jako że z niejednego pieca chleb jadłem to wiem, na czym polega marketing, dlatego do wszystkich takich opinii podchodzę bardzo sceptycznie. Czy tym razem te wszystkie pochwały są uzasadnione? Wnioski można wysnuć po przeczytaniu mojej recenzji.

Fredrik Beier, komisarz norweskiej policji, dostaje z pozoru bardzo rutynowe zadanie. Ma poszukać zaginionej kobiety. Śledztwo zapowiada się bardzo monotonnie do czasu, aż w siedzibie sekty Boskie Światło zostaje odkryta masakra. Wielu członków sekty zostaje w brutalny sposób zamordowana, a kilkoro znika bez śladu. Do śledztwa włącza się aspirant Andreas Figueras oraz specjalistka od terroryzmu i islamu Kafa Iqbal. Wraz z biegiem wydarzeń, policja odkrywa mroczne sekrety grupy i staje do otwartej walki z tajemniczym mordercą. Podczas lektury doświadczymy też retrospekcji, których akcja dzieje się za czasów II Wojny Światowej. Co łączy wszystkie te sprawy? Rozwiązanie zagadki zaskoczy niejednego czytelnika.

Na samym początku czytanie sprawiało mi nie lada kłopot. Natłok postaci i mnogość wątków sprawiły, że momentami byłem wręcz pogubiony. Nie wiedziałem, kto jest kim ani co się aktualnie dzieje. Dopiero po czasie złapałem rytm i mogłem się cieszyć z lektury.

Jak już wspomniałem, fabuła ma wiele wątków. Retrospekcje z przeszłości, które łączą się w całość z wątkiem głównym jakoś nie przypadły mi do gustu. Innym skandynawskim autorom udawało się przykuć moją uwagę, tutaj niestety to nie wypaliło. Uważniej śledziłem to, co się dzieje w teraźniejszości. Tam akcja trzymała równe tempo. Autor zadbał też o emocjonalne wrażenia i doprawił fabułę nagłymi zwrotami akcji, brutalnymi opisami i ciekawymi miejscami. Gdyby autor połączył wszystkie wątki w łatwiejszy sposób, książkę pochłonąłbym znacznie szybciej. A tak, przez toporny początek, zajęło mi to trochę dłużej.

To, nad czym najbardziej ubolewam, to postacie. Moim zdaniem wypadły bardzo blado. Kreacje głównych bohaterów pozostawiają wiele do życzenia. Po lekturach powieści autorów wymienionych na wstępie, spodziewałem się postaci bardziej rozbudowanych i wyróżniających się na tle całości. Niestety, ale tego nie otrzymałem. Najbardziej intrygującą sylwetką w całej tej historii to czarny charakter i intrygujący pracownicy sekty. Mam nadzieję, że w drugiej części autor nad tym popracuje.

Ingar Johnsrud nie sprawił, że zapomniałem o Nesbø i innych znanych nazwiskach gatunku. Uważam, że temu twórcy jeszcze wiele brakuje do elity. „Naśladowcy” napawają jednak optymizmem. Jest to książka, która wciągnie miłośników gatunku na długie godziny. Pozostaje mi czekać na kolejną część.

Ocena: 4/6

DonSzabla

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu OTWARTE

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: