Odprysk – Sebastian Fitzek


odprysk

Przyznam się szczerze, że rzadko sięgam po thrillery, książki sensacyjne, horrory pokroju Kinga, a tym bardziej książki psychologiczne… gdy czytam, chcę się zatracić całkowicie w świecie, w który wkraczam, chcę się zrelaksować, wyłączyć myślenie po całym dniu i przede wszystkim zapomnieć o każdej złej rzeczy, jaka wydarzyła się w ciągu dnia. Nie ukrywam, że książki to ucieczka przed światem.

Dlatego tym bardziej zdziwiłam się, bo sama chciałam przeczytać książkę „Odprysk” Sebastiana Fitzeka, gdyż jest to thriller psychologiczny! A więc coś, po co sięgam rzadko, bo najzwyczajniej w świecie trzeba przy tym myśleć. Książka opowiada historię Marca Lucasa, który kilka tygodni wcześniej stracił żonę i nienarodzone dziecko, a po wypadku samochodowym, który sam spowodował pozostał mu na karku tytułowy odprysk.

Nie byłoby w tej książce nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że gdy Marc wraca do swojego mieszkania na przedmieściach Berlina, klucz nie pasuje do zamka w drzwiach, na tabliczce jest cudze nazwisko, a drzwi otwiera mu jego żona, która przecież zginęła! Ale, o co tak naprawdę chodzi?

W rozwikłaniu tej zagadki „pomaga” mu pewna kobieta, która rzekomo brała udział w tym samym projekcie, co Marc – w gazecie znalazła ogłoszenie, że pewna firma poszukuje osób chętnych do usunięcia kilku niewygodnych fragmentów pamięci. Kuszące, co? Sama bym z tego skorzystała, ale jednak to chyba te złe wspomnienia najbardziej kreują ludzkie charaktery, niekoniecznie na jakiegoś altruistę.

Z ręką na sercu… długo zastanawiałam się, co napisać w tej recenzji, bo książka może być dość trudna w odbiorze, niezrozumiała. Załóżmy, że byłabym na miejscu Marca…. nie wiedziałabym, co mam ze sobą zrobić, jak postąpić, od czego w ogóle zacząć odzyskiwać samą siebie? Główny bohater miał taką samą zagwozdkę. Udało mu się ostatecznie zrozumieć, dlaczego nie pamięta, co się z nim działo przez kilka tygodni po wypadku, ale prawda, która w końcu zostaje ujawniona jest dla niego niewiele większym szokiem niż była on dla mnie.

Podczas czytania „Odprysku” miało się wrażenie, że trafiło się do jakiegoś surrealistycznego świata, albo…. Do świata równoległego, tak jak mądrze opowiedział o tym doktor Brown Marty’emu McFly’owi. Że my mamy swój świat, swoją rzeczywistość, równolegle toczy się niby to samo, ale jednak innego. Takie same wrażenia miałam po tej książce. Ogólna idea i cel przyświecający odebraniu pamięci Marcowi może i na jakiś czas był dobrym rozwiązaniem, jednak im bliżej końca, tym stawało się to dla niego psychicznie uciążliwe.

Sebastian Fitzek stworzył książkę, która z jednej strony może nieco przerazić, z drugiej fascynować, a ja zostanę między nimi, bo tak naprawdę nawet nie jestem w stanie jej ocenić obiektywnie. Sam pomysł – ciekawy, nawet bardzo, zwłaszcza motyw wymazywania wybranych wspomnień, a nie zdziwiłabym się, gdyby takie możliwości już dziś istniały. Nie będę jej ani polecać, ani odradzać, bo wedle zasady, co kto lubi… mnie za bardzo nie przypadła do gustu, ale może, komuś innemu wyda się bardzo dobra. Aha! Dodam jeszcze, że nie skreślam pana Fitzeka, ponieważ kiedyś, póki co tylko w planach, mam przeczytać „Pasażera 23” 😉

Ocena 3/6

Pomyluna

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu AMBER

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: