Zabawy z bronią – Faye Kellerman


zabawy-z-bronia

Dilerka i handel bronią – nielegalne, niebezpieczne, głupie i… może powstrzymam się od dalszego przelewania myśli na elektroniczny papier. Zwłaszcza dlatego, iż obie te rzeczy mają miejsce w książkowej szkole, czyli jednym z elitarnych liceów. Nie wspominam nawet, że takie rzeczy dzieją się nie tylko w książkach, bo rzeczywistość naprawdę bije dorosłych po twarzy. Ale od początku.

Zabawy z bronią” to książka o narkotykach, broni, gniewie i zastraszaniu. To tak w dużym skrócie. Coś więcej? Ginie chłopak, który wiedzie spokojne życie. Nikt oczywiście nie spodziewa się tragedii, aż tu nagle bum – Gregory popełnia samobójstwo. Z początku sprawa wygląda na klarowną, jednak po pewnym czasie ginie drugi nastolatek – tym razem jest to Myra. W jej przypadku również nikt niczego nie przeczuwał. Jednak to właśnie jej śmierć dała śledczym do myślenia. I cała machina ruszyła. Śledztwo zostało wznowione, a zebrane materiały ponownie ujrzały światło dzienne. Tutaj się zatrzymam. Nie chcę zdradzić nic więcej, choć mogłabym. Ale nie chcę mieszać, bo wystarczająco zamieszania jest już na stronach książki.

Moje odczucia co do lektury są mieszane. Do połowy książki miałam wrażenie, że czytam, bo czytam. Nie odczuwałam żadnego wow, które nie dawałoby mi spać i zapełniało mnóstwo myśli. Nic takiego nie było. Faye Kellerman stworzył coś, co było w sumie nijakie – nie będę owijać w bawełnę. Nie czułam przywiązania do bohaterów i miałam mocne wrażenie, że akcja skupia się kompletnie nie na tym, na czym powinna. Uciekał mi wątek właściwy, a na pierwszy plan wysuwała się miłość. Okej, nic do niej nie mam, jednak nie o tym chciałam czytać i na pewno nie aż tyle. Co do drugiej części książki wszystko stawało się konkretniejsze, lepsze. Miłość wciąż była – nie dało rady nic z tym zrobić – jednak autor skupił się wreszcie na śledztwie. Pogonił akcję i nagle książka stała się ciekawa. Normalnie czary!

Szczerze mówiąc, nie wiem jak ugryźć ten temat. Z jednej strony nuda, ale z drugiej kawałek przyjemnej lektury. Powinnam chyba dodać jedno do drugiego i wyciągnąć średnią. Bo jak inaczej? Brakowało mi czegoś w tej książce i nie mam bladego pojęcia, cóż to było. Miałam nadzieję, że odkryję to jak już skończę czytać, jednak wcale tak nie było. Przewróciłam ostatnią stronę i wciąż odczuwam ten brak. Nie wiem i chyba się nie dowiem. Może chodzi o zbyt małą ilość konkretów? Gdzieś, coś w tle się dzieje, ale to nie to. Nie tego się spodziewałam.

Ogólnie książkę nie oceniam źle, nie będę taka podła. Nie była zła, naprawdę. W paru miejscach nawet nieźle mnie zaskoczyła – ogromny plus. Brakowało mi większej dynamiki, ale jestem w stanie przymknąć na to oko. Mam w domu jeszcze jedną książkę tego autora i niech wystarczy to, że sięgnę po nią, nie odrzucę jej. Jednak wiem już, czego się spodziewać. Na pewno nie gibkiej akcji, a spokojnego śledztwa, które toczy się gdzieś na uboczu – tak przecież też można, prawda? Sięgnij po te książkę, ale jeśli jesteś fanem Camilli Läckberg, nie spodziewaj się cudów. To kompletnie inna bajka.

Ocena: 4/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu HARPERCOLLINS POLSKA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: