Tytany – Victoria Scott VS. Wyścig śmierci – Maggie Stiefvater


tytanywyscig-smierciMechaniczny koń

kontra

Koń wodny

który zwycięży?

Po prawej lśniący metalem, błyskający czerwonymi oczami TYTAN!

Po lewej ociekający wodą, szczerzący zęby EACH UISCE!

Niech rozpocznie się wyścig!

Nową książkę Victorii Scott chciałam przeczytać odkąd tylko dotarłam do zapowiedzi wydawniczej. Victoria oczarowała mnie serią Ogień i woda, więc spodziewałam się kolejnej dobrej pozycji. W komentarzach do zapowiedzi przewijał się temat, jakoby książka jest kopią innej powieści, a mianowicie Wyścigu śmierci z 2012 roku. Czy to, że w dwóch książkach pojawia się przewodni motyw wyścigu na koniach świadczy o identyczności opowieści? Postanowiłam, że koniecznie muszę to sprawdzić.

3… 2… 1… START !!!

Główną bohaterką u Scott jest nastoletnia Astrid. Postanawia wziąć udział w morderczych gonitwach by ratować rodzinny dom i dzięki temu rodzinę. Brak dochodów spycha jej rodzinę na skraj bankructwa i tylko bajeczna wygrana może pomóc im podnieść się z kolan. Podobnie jest u Stiefvater. Kate ma ten sam problem – brak gotówki plus brak rodziców, którzy zginęli na morzu. Popycha ją to do wzięcia w Wyścigu Skorpiona gdzie mimo przeszkód przeforsowuje własne zasady. Czemu akurat wyścig skorpiona skoro są tam morskie stwory? Tego nie tłumaczy nikt.

Konie idą łeb w łeb!

Oba pomysły są godne uwagi. U Scott mamy maszyny o wyglądzie koni. To połącznie wyścigów rajdowych, motorowych, konnych i samochodowych. Tytan to maszyna która ma kierownice, panel sterowniczy i wgrane sztuczne zachowania koni. Do końca myślałam, że Tytany to swoiste połączenie rozumu konia z metalowym ciałem. Jakoś sobie wyobraziłam zamontowany mózg w całym mechanizmie, ale nie. Tu wszystko jest sztucznie zaprogramowane. Each Uisce (czytaj to jak chcesz 😛 ) to koń z krwi i kości tylko żyjący w oceanie. Są to dosłownie morskie, krwiożercze bestie które w poszukiwaniu krwi zapuszczają się w głąb lądu. Co odważniejsi łapią je i trenują by na nich wziąć udział w wyścigu. Mamią je czarami i swojskimi zaklęciami żeby były w miarę spokojne i nie pożarły śmiałka, który je dosiada. I tu i tu akcja toczy się wokół wyścigu i ludzi, którzy biorą w nim udział. Przy okazji wielkiego wydarzenia jakim jest Wyścig kwitnie na potęgę hazard, bójki i nastaje nerwowa atmosfera. Książka nabiera wiarygodności, gdy autorka nie zapomina o takich szczegółach.

Tytan nadgania na ostatniej prostej!

Gdyby naprawdę powstał taki wyścig między tymi dwoma ogierami byłby arcyciekawy, ponieważ morskie wierzchowce nienawidzą metalu i żelaza. Tytany to opowieść o wyścigu na zmechanizowanym koniu czyli tak zwane derby. Po przeczytaniu skojarzyła mi się ta pozycja z filmami: Zebra z klasą i Garbi super bryka. Łapiecie ten klimat? Najsłabszy zawodnik, trudna przeszłość i niezwykła chęć wygranej. Wyścig śmierci wydawał mi się bardziej dziki. Wyobrażałam to sobie jako morderczy bieg przez pewien okres czasu i różnorodne tereny. Nic z tego. Tu też jest finalnie jeden, główny wyścig i oczywiście jeden zwycięzca zgarniający pulę. Obie okładki są ładne, choć wydaje mi się, że tytan wygląda bardziej dziko i niebezpiecznie.

Żaden nie odpuszcza!

Na krótki czas przed głównym starciem obie dziewczyny zaczynają treningi. I jeśli można zrozumieć, że Kate ma konia i już na nim jeździła, więc jako tako da sobie radę, o tyle w Tytanach Astrid, gapiła się tylko na maszyny i nie za bardzo ma pojęcie o jeździe. Tak jak by to, że obserwujemy mecz, miało w finale sprawić, że będziemy najlepsi na boisku. Oczywiście Astrid ma swojego mentora- Gałgana, który załatwił jej wierzchowca i pomaga jej w treningu (na tydzień przed wyścigiem). Bohaterka Tytanów ma przyjaciół na których może polegać, za to Kate musi sobie radzić sama. Bez rodziców, mentora czy trenera, bez wsparcia braci postanawia wziąć udział w zawodach gdzie wszyscy wróżą jej porażkę i związaną z nią bolesną śmierć.

Each uisce wysuwa się na prowadzenie!

Wątek miłosny spotykamy w obu książkach. W Tytanach nie jest on tak sztampowy jak to zwykle bywa, że po różnych perypetiach rywale na końcu zostają parą, co to to nie. W Wyścigu śmierci romansowanie trwa przez całą historię, by na końcu, blask księżyca oświetlił zakochaną parę. W obu książkach głównymi bohaterkami są uparte dziewuchy, które dążą do osiągnięcia celu. Jeśli zaś chodzi o facetów to zdecydowanie bardziej mi przypadł do gustu Sean z Wyścigu. Jest konkretnym gościem, wie na co go stać i kocha to co robi. Jest szczery i prawdziwy. Hart Riley II z Tytanów to nadęty bubek którego ego jest większe, niż koń którego dosiada. Stosuje nieczyste zagrania i liczy na chwałę w blasku fleszy.

Kto zwycięży ?!

Obie książki nie błyszczą wartką akcją. Raczej jest nudno. Dopiero końcówki dają radę. Cieszę się, że obie powieści już się skończyły. Niestety, dla ostatniego rozdziału w którym odbywa się wielki wyścig trzeba przebrnąć przez dłuuugą gadaninę o niczym. W Tytanach zakończenie może nie jest kompletnie nie do przewidzenia, ale nadrabia to pięknym opisem i zaskakującym zwrotem akcji. Łzy płyną strumykiem. Wyścig śmierci ma ten sam schemat ale zakończenie jest bardziej melancholijne. W ogóle książka Stiefvater niby ma trochę więcej krwi i ostrych scen, ale dłużyła mi się zdecydowanie bardziej.

Zwycięzcą wyścigu zostaje…

Często pomysły się pokrywają, autorzy inspirują się kolegami z branży, wszystko zależy od finalnego rozwiązania treści. Od zawartego przesłania, od bohaterów i ich przygód. Kiedyś ktoś powiedział, że w wszystko zostało już wynalezione. W literaturze spotykamy się z powielaniem pomysłów, historii czy rozwiązań fabularnych. Można śmiało powiedzieć, że kryminały, romanse, historie o wampirach czy młodzieżówki często wyglądają podobnie. Czy to źle, czy dobrze tego nie wiem. Czasem trafimy na podobne treści które są opowiedziane w całkiem inny sposób, to od nas zależy, co nam się bardziej spodoba. Dla mnie zwycięzcą wyścigu zostają… Tytany. Lepiej się czyta, mocniej chwyta za serce. Bardziej przypadła mi do gustu niż Wyścig śmierci. W obu książkach mamy motyw walki, siły, zawziętości, chęci ratowania najbliższych. Obie dziewczyny są dzielne i do polubienia. Lecz dla mnie to Tytany wygrały o włos, bo obie powieści dobrze się czyta i obie są godne polecenia. A jeśli lubicie konie to zakochacie się na pewno.

Ocena Tytanów 5/6

Ocena Wyścigu śmierci 4/6

Anate

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: