Wojtek z Armii Andersa – Maryna Miklaszewska


wojtek-z-armii-andersaTym razem chciałabym opowiedzieć Wam o przeszłości… O dniach, które minęły wcale nie tak dawno temu… O historii, która jest wciąż żywa – coraz rzadziej we wspomnieniach, coraz częściej na kartach ksiąg. Chciałabym opowiedzieć Wam o wojnie…

Z lekcji historii pewnie znane są Wam takie nazwiska jak Anders, Okulicki, Sikorski… Wiecie, że związani byli z walką o swój kraj, że wydarzenia, których byli uczestnikami, miały miejsce w czasie II Wojny Światowej… Wiecie, że stworzono taki twór jak armia pod dowództwem generała Andersa, że służył w niej nawet niedźwiedź – Wojtek. Właśnie temu niedźwiedziowi poświęcona jest książka „Wojtek Z Armii Andersa” autorstwa Maryny Miklaszewskiej. Jednak czy aby na pewno?

Już pierwsze strony wprowadzają nas w tematy wojenne. Jadący konwój kompanii transportowej przedziera się przez serpentyny gór. Wtedy to mały niedźwiadek, któremu nadano imię Wojtek, został kupiony za pewną sumę pieniędzy przez jednego z żołnierzy. Kupiony od dziecka perskiego pochodzenia. Czemu to zrobiłeś? Pytali inni. Przecież mamy już zwierzęta… „No mother… no father… to jak większość z nas (…)” Osierocony niedźwiadek dołączył do kompanii. Rósł wśród swoich, takich samych a tak różnych. Walczył. Już zawsze potrzebował człowieka, by być szczęśliwym… Swojego stada. Przeszedł długą drogę do wolności. Do wolności jakiej nie doświadczyło wielu ludzi. Co prawda wielu żołnierzy przeżyło, znalazło drogę do ukochanej ojczyzny, bądź upragnionego spokoju, jednak czy można pozbyć się snów? Wspomnień? Myśli? Czy można zasnąć spokojnie po przeżyciach, jakie dotknęły tych, którzy wtedy musieli złapać za broń?

Autorka posłużyła się zapisami z dzienników i pamiętników żołnierskich. Stworzyła z ich wspomnień obraz. Bo tej książki się nie czyta – ją się ogląda. Każdy, kto sięgnie po tę powieść widzi ludzi. Rozmawiających, czujących, cierpiących, tęskniących, przepełnionych goryczą… Tak właśnie napisana jest ta książka. Wszystkie dialogi przesuwają się przed oczami jak film. Ja widzę w niej nie tylko wojnę między państwami. Widzę tu walkę z samymi sobą. Ludzie walczą o przetrwanie. Często odrzucają znane nam obecnie normy, są w pewnym stopniu wynaturzeni… Za kawałek chleba sprzedadzą nawet zegarek po ojcu, którego marka nie jest popularna, ale za sprawą zdolności manualnych staje się zegarkiem pożądanym przez wielu. Ludzie oszukują, kłamią, kombinują (jakże to słowo pięknie oddaje to, co się działo, by ocalić życie). Jednak czy tak naprawdę ludzie byli źli? Przecież czasem brali coś od kogoś, by wymienić to na kubek kaszy… I nie uciekali. Honorowo wracali i dzielili się jedzeniem z tymi, którzy nie mają już nic. Nie, to nie jest najważniejsze w tej książce. Nawet nie jest temu poświęcone nie wiadomo ile stron. Ale jakże to przemawia do naszych serc i myśli. W sumie sama nie wiem o czym Wam napisać. Bo żadne słowa nie oddadzą moich uczuć, jakie zrodziły się we mnie po przeczytaniu tej książki. Dla mnie nie jest to książka o niedźwiedziu, nie jest to nawet książka o wojnie. To książka o cierpieniu! Niewyobrażalnym a jednak pełnym nadziei! Dzieci wierzą, że znajdą swoich rodziców, bo przecież tata ich nie zostawił, tata się tylko zgubił… Kobiety są pewne, że znajdą swoich mężów, narzeczonych… Nawet jeśli dostaną informację, że ten ich wyjątkowy, wymarzony partner nie żyje… Tracą głowy. W szaleństwie wciąż mają pewność. Wszyscy wierzą, że dożyją wolnej ojczyzny, że wrócą do swego kraju. Miodem i mlekiem płynącego. Cierpią.

Jestem młodą osobą, jakiś czas temu skończyłam studia, pracuję w zawodzie, mam dach nad głową, pełną lodówkę, ukochaną osobę u swego boku. Codziennie docierają do mnie informacje o zamachach, zniszczonych miastach, zabitych ludziach, problemach gospodarczych i ekonomicznych naszego świata. Coraz częściej słyszę o wojnie. O wojnie, która ma nadejść… Bardzo się tego boję, bo jak to kiedyś usłyszałam „nie wiem, czym będziemy walczyć w III wojnie światowej, ale w czwartej będą to patyki i kamienie”. Będzie to wojna totalna, a jedynym dobrem jaki przyniesie to jej koniec… Koniec cywilizacji, jaką znamy… W sumie może to i dla świata lepsze? Wyniszczyć siebie nawzajem by już nigdy nie powróciły rządy ludzi? Człowiek nie brzmi dumnie bo w każdym z nas czai się zło… człowiek…

Ocena: 6/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: