Opublikowany w ViridianaD

Olgierd Budrewicz. Dżentelmen w podróży – Ewa Budrewicz


Layout 1 (Page 2) Dzień jak co dzień. Wracam z pracy, przebieram się w „domowe ciuchy”, odgrzewam obiad i włączam komputer. O! Newsletter na poczcie elektronicznej! Ciekawe, co tym razem wydawnictwa przygotowały dla swoich czytelników… Hm… Przeglądam, przebieram i wybieram. Może to? A może tamto? Co by tu przeczytać? I nagle „wpada w moje oczy” tytuł „Olgierd Budrewicz dżentelmen w podróży”. Kim jest Olgierd Budrewicz? Czy aż taka ze mnie ignorantka, że nazwisko nie mówi mi absolutnie nic?

Dobrze, nie znam tego człowieka, ale popychana ciekawością sięgam po opis książki. Padają wielkie słowa – żołnierz AK, Powstaniec Warszawski, dziennikarz, reportażysta, niedoszły prawnik, varsavianista, ale przede wszystkim podróżnik. Ponoć (idąc za opisem) nie jest możliwe, by jeden człowiek był w stanie zwiedzić tyle miejsc na ziemi! Myślę – uwielbiam książki historyczne. Interesują mnie wojny, choć może nie do końca od tej strony politycznej, militarnej… Raczej chodzi mi o dzieje ludzi, a tu? No proszę – powstaniec, żołnierz, urodzony w 1923 roku… Widział to wszystko, o czym tak wiele chciałabym wiedzieć, jednak nigdy nie chciałabym tego doświadczać. Przynajmniej, jeśli mówimy właśnie o tych wojennych losach kraju. Dodatkowo interesują mnie losy poszczególnych ludzi. Nawet na studiach wszelkie podejmowane przeze mnie tematy referatów czy prac związane były z historią jednostki. Może więc dać szansę Panu Olgierdowi? Tak, spróbujmy. Zamawiam.

Przyszła paczka. Awizo zostawione w skrzynce w piątek. Wróciłam do domu późno i nie zdążyłam odebrać przesyłki. Jaka zła chodziłam przez cały weekend! Przecież tak się nie godzi… Czekać do poniedziałku… Musiałam wytrzymać, a kiedy wreszcie pojawiłam się na poczcie – targałam do domu tony listów! W jednym z nich znalazła się książka Ewy Budrewicz: Olgierd Budrewicz dżentelmen w podróży. Pięknie wydana, w twardej oprawie, bogato zdobiona zdjęciami. Kartki wyglądające jak z makulatury, jednak grube i sztywne… Ah! Ten zapach…

Jednak, poza samym wyglądem książki, tym jak została wydana, liczy się jeszcze to, co w środku. Tekst, a raczej treść, przekaz jaki za sobą niesie. Niniejsza publikacja to (moim zdaniem) swego rodzaju hołd oddany w kierunku Olgierda Budrewicza. Zawiera bowiem kilkadziesiąt wspomnień opisanych przez przyjaciół, znajomych, z różnych okresów jego życia. Znajdują się w niej także przemyślenia autorki – córki Olgierda – dotyczące ojca. Ah! Co to był za człowiek! Był… Niestety nie doczekał wydania książki, a jestem pewna, że nie raz pojawiłaby się w jego oku łza wzruszenia… Nawet jeśli nie każdy był mu bliski, to każdy, kto wypowiadał się o jego osobie – mówił o nim w samych superlatywach. A przynajmniej ja te słowa odbieram w taki sposób. I byłabym dumna, gdyby i o mnie mówiono w przyszłości w tak ciepły sposób.

Więc… Kim właściwie był Olgierd Budrewicz? Jedną z odpowiedzi może być ta, że był humanistą. To absolwent V Gimnazjum Państwowego im. Księcia Józefa Poniatowskiego, które znajdowało się na Warszawskim Żoliborzu. Zdał maturę w 1942 roku na tajnych kompletach. Studiował prawo, a także dziennikarstwo na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim. Dyplom zdobył w 1946 roku, jednak już nie w Warszawie a w Krakowie, gdzie przebywał po upadku Powstania. Współpracował z takimi pismami jak „Tygodnik Warszawski”, tygodnik „Odnowa” czy „Rzeczpospolita”. Pisał również książki. Spod jego pióra wyszły takie dzieła jak „Tokijskie ABC”, „Byłem wszędzie”, „Wśród polskich kangurów” czy „Druga strona księżyca”. A tych książek było o wiele więcej…

Olgierd Budrewicz był także miłośnikiem psów. Jego kolega, Witold Kieżun, opowiadał, że wychodzili razem wyprowadzać te zwierzęta i na spacerach rozmawiali o nich. O ich zachowaniach, o sposobach i doświadczeniach z zakresu tresury. Łączyło ich to wspólne hobby. Kieżun podziwiał wiedzę Budrewicza, który potrafił określić znaczenie zachowania psa, rozróżniał rasy, bezbłędnie dogadywał się z psami.

Kolejną odpowiedzią może być ta, że Olgierd Budrewicz był człowiekiem otwartym na nowoczesność. Przyjaciółka Pana Olgierda była zszokowana, gdy ten, mimo wieku 84 lat, zaproponował jej e-mail jako sposób komunikacji!
Był także piłkarzem. „Duszą i kapitanem ~Promyka~” . Wiele napisano o tych sportowych zmaganiach młodzieży w czasie okupacji, o tym, że nie można było się organizować, a jednak na mecze przychodziło wielu widzów… Mówiono o tym, jak udawało się przechytrzyć Niemców… Te informacje możemy znaleźć już w kilku pierwszych wspomnieniach.

Olgierd Budrewicz był czasem i tchórzem 😉 Bał się dentystów. O ironio! Przecież żona pana Olgierda była stomatologiem! Lękiem napawał go także widok krwi, a obrzydzeniem owady. Jak to? Przecież był podróżnikiem… Zwiedził Madagaskar, wzdłuż i wszerz objechał Amerykę, Afrykę czy Azję… Był nawet na Antarktydzie! Janusz Fogler wspominał, ze w jednej z rozmów z Budrewiczem ten wyliczył, że zwiedził około 160 krajów. I wszystko opisywał, a także fotografował… I w każdym z tych miejsc widział Warszawę… Swoje przeżycia z czasów wojny. Bo jak wyzbyć się wspomnień? Nic dziwnego, że w zniszczonym przez trzęsienie ziemi mieście widział ruiny rodzinnego miasta, które zrujnowane zostało w czasie Powstania. Nie chcę zdradzać Wam większej ilości szczegółów o życiu tego niezwykłego człowieka. Każdy z Was bowiem powinien sam starać się dowiedzieć czegoś o innych. Bo tylko sami możemy odkryć prawdę o drugim człowieku. Nie da się poznać kogoś nie „rozmawiając” z nim. Olgierda Budrewicza nie ma już z nami, ale pozostały po nim książki i wspomnienia, które pozwalają nam na odkrycie prawdy o mężczyźnie, który zawsze mówił o innych dobrze albo wcale.

W tym miejscu warto przyjrzeć się także słowom, które Budrewicz wypowiedział w rozmowie z Piotrem Chmielińskim: „Mam jeszcze tyle planów i tyle rzeczy do zrobienia”. Dla odbiorcy tej treści, stwierdzenie to stało się mottem i inspiracją. Chmieliński uważa, że Budrewicz wyraził tymi słowami radość życia, umiejętność korzystania z danego mu czasu. Dla nas tekst ten może stać się wskazówką. Wskazówką jak żyć. Warto spełniać swe marzenia, rozwijać pasje, dzielić się z innymi przeżyciami, doświadczeniami i radością. Warto ciągle iść do przodu. Warto postępować zgodnie z naszym wewnętrznym „JA”. Warto być dumnym z siebie i zawsze rano wstawać z myślą – ten dzień może być moim ostatnim, muszę zrobić wszystko, by niczego nie żałować!

„Olgierd Budrewicz dżentelmen w podróży” to książka, która na pewno spodoba się osobom, które chcą poznać wielką osobowość, które interesują się losami innych, chcą wiedzieć więcej. To taka baza, podstawa, którą można rozszerzyć poprzez kontakt z publikacjami samego Olgierda Budrewicza. Polecam ją tym, którzy nie zawsze chcą czytać łatwe, lekkie historie, barwne romanse czy fantazje. To opowieść o prawdziwym, barwnym, ale i trudnym życiu, które zakończyło się zbyt szybko, chociaż dla wielu lata, których dożył Budrewicz są marzeniem…

Ocena: 4/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ERICA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s