Gospodyna. Zaradnik domowy – Kasia Dyna


gospodyna-zaradnik-domowy Wiecie co? Ostatnio gotowałam zupę. Zwykłą taką, z ziemniakami. Nie miałam pomysłu na obiad, więc pomyślałam – to będzie „coś na szybko”. No i rzeczywiście czas przygotowania nie był długi. Zupa całkiem smaczna, sycąca, nieźle wyglądająca. Jednak trochę jej zostało. Wylać? Nie warto. Zjeść? Tak, jasne, może od razu zapiszę się na sumo. Ok, wpakuję do lodówki, będzie „na jutro”…

Następnego dnia wyciągnęłam moje kulinarne dzieło i postawiłam na kuchence. Czas podgrzać! Mieszam, próbuję, jeszcze zimna… To w tym czasie przesypię do słoiczka przyprawę, która mi się skończyła. Dobrze, mieszam dalej. Znów się odwracam, coś czyszczę, kręcę się, mieszam, mieszam, mieszam… Nagle czuję dziwny zapach – co to może być? W czasie mieszania coś się wylało i chlapnęło na rozgrzaną płytę? Nie… To nie to… Może zza okna dochodzi mnie ten… Nie, to już nie zapach. Raczej smród. No nie! Spalenizna! I to w moim garnku?! Ale jak to??? Przecież mieszałam… Zupa do wylania, garnek – szkoda gadać… Ale się najadłam… Anoreksjo witaj!

Smutna to historia mojej zupy z ziemniakami… Smutna to historia garnka… Smutna ja, nienajedzona… A świat mógł wyglądać inaczej, mógł być piękny! Gdyby nie to, że wybrałam ten stary, paskudny, emaliowany garnek. To jego wina! I… Może trochę mojej niezaradności? Gdybym tylko wcześniej miała tę książkę… Gospodyna. Zaradnik domowy… Wydawnictwa Nasza Księgarnia…

Książka, którą dziś zrecenzuję jest przepięknie wydana! Sztywna oprawa, ta matowa, mięciutka w dotyku… Kartki raczej ecru niżeli białe. I jak zwykle zapach nowej książki. Jak narkotyk! Pozycja ta przypomina mi te stare książki Naszej Księgarni, jakie znajdowałam w domu jako dziecko, bo i ilustracje nie są „nowoczesne”, a raczej stylizowane. Całość wydana ze smakiem, gustem. Naprawdę miło się ogląda!

Co zaś można powiedzieć o treści? Przede wszystkim to, że jej spis znajduje się na samym końcu! O tak, Wy raki nieboraki! Chcieliście mieć go na początku, co? Ha! Nie ma tak lekko! Najpierw trzeba zostać nieco skołowanym. Otwierasz, żeby znaleźć poradę a tu nie ma spisu! Gdzie on jest! Mi tu z garnka kipi! Kiedy jednak domyślicie się, że jak nie na początku – to na końcu, traficie na całkiem zgrabnie skonstruowany podział. Rozdziałów jest osiem. Każdy pokrótce opisany. Jednak nie ma w nim wypisanych konkretnych porad (typu: Pasta cukrowa do depilacji strona 126), znajdziecie tu takie wpisy jak: „ALE PLAMA czyli jak radzić sobie z zabrudzeniami różnej maści. W szczególności: z wina/z kawy i herbaty/z atramentu/z tłuszczu/z potu/z krwi/z flamastrów i kredek/z farby str. 46-57”. Właśnie tak wygląda spis treści. Więc i konkretnego sposobu na uporanie się z problemem trzeba chwilę poszukać.

Jak wyglądają porady? Wróćmy więc do mojej nieszczęsnej zupy… Mogłam jej nie wylewać. Okazuje się bowiem, że wystarczyło przelać ją do czystego garnka, całość wstawić do zlewu z zimną wodą, a na wierzch położyć pajdę chleba, który wchłonie zapach spalenizny. A co z garnkiem? Swój moczyłam, moczyłam, moczyłam… Szorowałam, szorowałam, szorowałam… Okazuje się, że przy tych emaliowanych najlepiej sprawdza się sól z odrobiną terpentyny! No dobrze, nie mam w domu terpentyny… Zostaje mi szorowanie. Ale chociaż zupę mogłam uratować… Porady są krótkie, treściwe, bez zbędnego gadania, ale i opisane w przyjemny sposób (tutaj przytoczę fragment porady dotyczącej przypalonego żelazka: „Jeśli przypalenie jest silne, ściereczkę dodatkowo skrop octem. Będzie zapaszek, no ale trudno”). Znajdziemy zarówno porady kulinarne (np. o klarowaniu masła), jak i urodowe (peelingi, pasty do depilacji, dbanie o zarost czy dłonie i stopy), a nawet dotyczące naszej sytuacji ekonomicznej! Bo wiecie, oszczędzanie jest ważne… A skoro można nie wydawać na środki czystości a zrobić je samemu z tańszych, łatwo dostępnych składników…

Książka przydatna będzie zatem dla każdej marnej pani domu – takiej jak ja, co to zawsze gdzieś wino rozleje, a to kotlety przypali… Dla każdej mamy, która musi zmyć krew z dziecięcych spodni, wydrapać gumę ze sweterka, czy córce polecić coś na wypryski… Przyda się chcącemu zadbać o siebie mężczyźnie – pamiętajcie Panowie, zadbane dłonie nie bolą! Ogólnie warto mieć ją na półce „w razie wypadku”. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, większość z tych porad znajdziecie w internecie…

Podsumowując książka jest przepięknie wydana, pomysły w większości znane (bo a to babcia mówiła, a to ciocia wspomniała, a to w internecie znalazłam), jednak zebrane w jednym miejscu, co stanowi duży plus. Jednak wątpię, by znalazła się rzesza pędzących do księgarni ludzi, mówiących: muszę to mieć! Raczej jest to ciekawostka, czy książka z cyklu: kupimy koleżance na osiemnastkę – będzie śmiesznie. Ja na pewno do niej zajrzę nie raz (chociażby po syropy z buraka czy cebuli), ale sama raczej bym jej nie kupiła.

Ocena (w kategorii poradniki): 4/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu NASZA KSIĘGARNIA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: