Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki) – Anna Fryczkowska


szesc-kobiet-w-sniegu-nie-liczac-suki

Jak ja dawno nie prosiłam wydawnictwa o książkę do recenzji. Ostatnio chyba w zeszłym roku (czyli w 2015, bo zanim opublikuję recenzję będzie już 2017 :P). Lenistwo? Brak czasu? Raczej zwyczaj kupowania, bo wtedy nie mam terminów, których muszę się trzymać 😉 Jednak raz do roku wypadałoby zrecenzować coś co się otrzymało, a nie samemu kupiło. Padło na powieść polskiej autorki, a do tego kryminał z małą ilością stron, co by nie guzdrać z czytaniem i pisaniem recenzji.

Fabuła

Zuzia organizuje nocną popijawę w swoim nowo wybudowanym domu. Pech chciał, że przez śnieżycę, tylko czterem przyjaciółkom udaje się dotrzeć pod nowy adres zamieszkania Zuzi. Alka jest autorką kilku przeciętnych kryminałów oraz pracownikiem korporacji, zarabia więcej niż mąż, przez co ma problemy małżeńskie. Bietka jest samozwańczą królową kryminałów. Znana jest z tego,że ma parcie na szkło. Poza tym jest stanu wolnego i do tego najmłodszą w towarzystwie kobietą. Daria jest stateczną żoną, ale nie matką. Kobieta jest bardzo sztywna i poważna, ubiera się staromodnie, a do tego ze swoimi prawicowymi poglądami pragnie zostać posłem na sejm. Hania jest najstarszą z kobiet w towarzystwie. Niedawno owdowiała. Przyjaciółki zawsze uderzały do niej, gdy miały jakieś problemy rodzinne. Ostatnio Hania zmieniła trochę spojrzenie na życie, przez co nie jest już tą idealną osobą do zwierzeń. Do grona przyjaciółek dołącza Uliana – młoda Ukrainka, która pracuje u Zuzi jako sprzątaczka i opiekunka. Z kolei Zuzia jest pulchną żoną bogatego męża i matką dziewiętnastoletniego chłopaka. Pomimo swojego wieku, kobieta ma trochę dziecinne upodobania, na przykład uwielbia pluszaki, którymi udekorowała dom.

Kiedy wszystkie kobiety zostaję zamknięte w domu w mroźną noc, a alkohol leje się strumieniami, zaczynają robić sobie przytyki. Wypominają sobie różne rzeczy z przeszłości, przy okazji na jaw wychodzą różne sekrety, które nie bez powodu są skrywanymi tajemnicami. Kiedy najbardziej wyrachowana z nich zostaje z zimną krwią zamordowana, a policji nie śpieszy się z przyjazdem przez śnieżycę, jedna z nich postanawia zrobić dochodzenie wśród kobiet przebywających pod jednym dachem.

Moim zdaniem

Prosząc o egzemplarz recenzencki sugerowałam się krótkimi opiniami w księgarni internetowej. Zaczynając czytać powieść miałam nadzieję na lekką komedię kryminalną, bo właśnie tego się można było spodziewać po tekstach w stylu: „spora dawka czarnego humoru” lub „ironiczna i zabawna”. No cóż, strasznie się rozczarowałam. To nie jest ani komedia, ani powieść detektywistyczna. Zabawnie jest na początku książki, ale tylko dlatego, iż jest to fragment innej historii stworzonej przez Alkę – bohaterkę „Sześć kobiet w śniegu” To jest kryminał, ale dość kiepski, a porównywanie stylu autorki do samej Agathy Christie, to już totalna pomyłka. No dobra, jest ta cała zagadka zamkniętego pokoju, ale w przeciwieństwie do pani Christie, która stworzyła zbrodnię w niewytłumaczalnych okolicznościach, pani Fryczkowska podała na tacy wszystkich bohaterów z motywem zabójstwa koleżanki.

Początek powieści wydaje się obiecujący. Jedna z bohaterek książki jest również pisarką, więc mamy kawałek historii kryminalnej Alki, który faktycznie jest zabawny. Najlepsze jest to, iż ów fragment fabularnie łudząco przypomina serię Lily Bard – Charlaine Harris 😉 Później jest już gorzej. Poznajemy wszystkie panie, które będą brać udział w imprezie zimą w podwarszawskiej posiadłości. Najgorsze są opisy wynurzeń kobiet po 40tce. Autorka stworzyła opisy postaci tak, aby każda się od każdej różniła. Wiadomo przecież, że gdyby bohaterki były podobne, to czytanie o nich, byłoby nudne. Tylko dlaczego ja się tak umęczyłam czytając o tych kobietach? Może jestem za młoda na tę powieść, a może ja po prostu nie lubię, jak ludzie ciągle narzekają. To jest chyba domeną Polaków. Jak nie narzekasz, to albo jesteś psychicznie chory, albo się wywyższasz 😛 Tak czy siak, każda z bohaterek boryka się z trudnościami wszelkiej maści. Jedna udaje młodszą niż jest w rzeczywistości i odmładza się dodatkowo romansem z o połowę młodszym partnerem. Druga pisze powieści, w których wylewa swoje frustracje związane z pracą, beznadziejnym mężem i jakimiś dziećmi (ona posiada dzieciaki, ale nic o nich konkretnego nie wiadomo), trzecia jest stateczną i zgorzkniałą żoną, która nie może zajść w ciążę, a poza tym jest zaniedbana i nie przepada za seksem. Czwarta choć jest po 40tce zachowuje się dziecinnie, jest gruba i ubolewa nad faktem, że mąż nie chce z nią uprawiać seksu. Do tego jest bogata i nie wie, jak spędzać czas wolny. Piąta jest typową ciocią „dobra rada”, choć jej doradzanie, jakoś nie pomaga innym, co jakoś tym innym nie przeszkadza nadal do niej przychodzić po rady. Ostatnia z nich jest Ukrainką, która uciekła z matką ze swojego kraju, aby ukryć się przed wojną domową. Niestety jedyna praca, na jaką mogą liczyć, to sprzątanie mieszkań bogatych.

Nudy, nudy i jeszcze raz nudy! W końcu jedna z nich ginie. SUPER! Nareszcie zaczyna się coś dziać. W końcu zaczynam się wciągać w akcję. Szkoda tylko, że jak już zaczęło się robić ciekawie i w końcu jest możliwość poznania zabójcy, jego motywów oraz rozwikłania całej sprawy, autorka postanawia wszystko zepsuć rozwiązaniem w stylu „pojawił się w odpowiednim momencie i o właściwym czasie”. Kij, że to kompletnie nie ma sensu. Kij, że jest to tak prawdopodobne, jak wygranie szóstki w lotto. Ważne, że można wszystko ładnie zakończyć i nie trzeba się wysilać w wymyślaniu końca fabuły, który co prawda nie byłby wesoły, czy szczęśliwy, ale byłby chociaż poprawny, lub chociaż logiczny.

Strasznie ponarzekałam na książkę (cóż, w końcu jestem Polką, narzekanie mam we krwi), ale to nie znaczy, że potencjalni czytelnicy powinni trzymać się od powieści z daleka. Może moja 30tka to za mało, aby zrozumieć bohaterki? Przypuszczam, że fani pani Fryczkowskiej ucieszą się z kolejnej historii autorki. Ja z twórczością pani Anny nie miałam jeszcze do czynienia, więc nie wiem, czy inne jej książki są tak samo napisane. Być może jeszcze kiedyś spróbuję zapoznać się z innym tytułem autorki. W końcu nie można przekreślać autora, tylko dlatego, że jedna książka się nie spodobała, prawda? Już miałam do czynienia z czytelniczymi rozczarowaniami autorów, których uwielbiam. Dlatego fani pani Fryczkowskiej nie powinni się zrażać do „Sześć kobiet w śniegu”. Co do czytelników lubiących kobiece kryminały, cóż, lepiej przeczytajcie serię Lily Bard. Jest ciekawsza, bohaterowie się nad sobą nie użalają, humor jest odpowiednio wyważony, a zagadka kryminalna jest inteligenta i z sensowym zakończeniem.

Ocena: 3-/6

Martycja

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu BURDA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: