Krótka historia czasu oraz Ilustrowana krótka historia czasu – Stephen Hawking


ilustrowana-krotka-historia-czasu

Dawno mnie tu nie było, wiem. Jednak doba jest dla mnie czasem po prostu za krótka. Gdybym tak mogła żyć tylko czytaniem… Ale! Nie próżnowałam! Kiedy miałam możliwość, zasiadałam do ambitniejszej lektury – książki popularnonaukowej, traktującej o fizyce, astronomii… O wszechświecie.

No dobrze, to nie była jedna książka, a dwie! Chociaż czy na pewno? Co łączy, a co różni „Krótką historię czasu” od „Ilustrowanej krótkiej historii czasu”? Jesteście gotowi? Zaczynamy!

Muszę przyznać, że ZYSK I S-KA trzyma poziom, jeśli chodzi o to, jak wydają książki. Obydwie po prostu zachwycają!
Mój egzemplarz „Krótkiej historii czasu. Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur” ma oprawę miękką ze skrzydełkami. Całość utrzymana w ciemnej kolorystyce. Dominuje tu czerń, brąz, fiolet. Okładka jest dodatkowo matowa, a nie błyszcząca. Tak jak lubię! Zaś litery? Są bardzo proste, bez finezyjnych zawijasków i innych ozdobników. Propozycja grafika jest bardzo czytelna, estetyczna, po prostu dobrze przemyślana. W środku zaś czeka na nas prawie 300 stron ogromnych dawek wiedzy. Czcionka może nie jest największa, ale to w żaden sposób nie utrudnia czytania, a dodam, że nie mam idealnego wzroku.
„Ilustrowana krótka historia czasu” to już większy kaliber. Jest cięższa, grubsza, generalnie obszerniejsza. Oprawa? Twarda. Jakby pokryta błękitnym materiałem. Przypomina mi stare książki rodziców, które znajdowałam w domu swojego dzieciństwa. Miałam kilka takich materiałowych do matematyki, chemii… Bez ilustracji, tak jak i tu. Jednak „Ilustrowana krótka historia czasu” ma drugą, dodatkową okładkę. Taką, którą w każdej chwili można zdjąć. I ta jest równie piękna, jak ta ze „starej” wersji książki. Utrzymana w ciemnych kolorach, z przyciągającym wzrok obrazem jakby atomu, a może jądra wszechświata? Ogranicza nas jedynie wyobraźnia…
W obydwu egzemplarzach, na skrzydełkach okładek znajduje się notka o autorze (w „Ilustrowanej krótkiej historii czasu” dodatkowo załączono zdjęcie Hawkinga) oraz opinie o jego umyśle wydane między innymi przez „Time”, „Observer”, czy „The Scotsman”. Na tyle okładki widnieje zaś opis tego, co znajdziemy w środku.

Przechodzimy więc dalej. Spis treści. Rozdziały w obu pozycjach w zasadzie się nie różnią. Z tym wyjątkiem, że w „Ilustrowanej krótkiej historii czasu” dochodzi nowy rozdział, którego nie znajdziemy w drugiej książce. Stephen Hawking zabiera nas w świat nauk przyrodniczych, które jemu są najbardziej bliskie. Wrażenie robi na mnie język, którym się posługuje (tutaj pogratulować należy również tłumaczowi, panu Piotrowi Amsterdamskiemu). Jak możemy się dowiedzieć już ze wstępu (przedmowy i wprowadzenia, zależnie od tytułu), jest to zabieg celowy. Autor chciał bowiem, aby książka była propozycją dla każdego, kogo interesuje wszechświat. Nie jedynie dla naukowców, osób ze świata fizyki, ale i dla laików. Takich jak ja.
O czym więc możemy dowiedzieć się z tych książek? Jak już wspomniałam, rozdziały są w zasadzie takie same. Zaczynamy więc od części „Nasz obraz wszechświata”. To swego rodzaju pogadanka o tym, jak wszechświat był widziany w czasach starożytnych i jak wiedza na temat jego kształtu zmieniała się na przestrzeni wieków. Czy świat jest płaski? A może spoczywa na grzbiecie ogromnego żółwia? Może jednak jest kulą, co zauważył już Arystoteles? Pytanie jednak, czy ta kula jest nieruchomym centrum, czy może jednak się porusza? Dotykamy też takich zagadnień jak powstanie wszechświata, oraz teorii, za pomocą których się go opisuje.
Kolejnym rozdziałem jest „Czas i przestrzeń”. Tutaj także zawarte jest wiele teorii, między innymi na temat czasu absolutnego, rozchodzenia się światła, prędkości światła, teoria względności… W „Krótkiej historii czasu” pojawiają się pewne ilustracje, raczej symboliczne, pomagające w zrozumieniu niektórych zagadnień. W „Ilustrowanej krótkiej historii czasu” rycin jest więcej, innego typu, bardziej kolorowych i czasem ukazujących coś, co i opisane jest w bardzo prosty sposób. Jak dla mnie już w „Krótkiej historii czasu” tej obrazkowej pomocy jest wystarczająco dużo. Tym bardziej, że tekst jest napisany jak do prostego człowieka. Przykład? „Rozważmy sytuację pary bliźniaków. Przypuśćmy, że jeden z nich spędza życie na szczycie góry, a drugi na poziomie morza. Pierwszy starzeje się szybciej, dlatego przy ponownym spotkaniu braci bliźniaków jeden z nich będzie starszy. W opisanym przypadku różnica wieku byłaby bardzo mała, ale stałaby się o wiele większa, gdyby jeden z bliźniaków wyruszył w długą podróż statkiem kosmicznym poruszającym się z prędkością bliską prędkości światła. Wracając na Ziemię, byłby o wiele młodszy od swego brata, który pozostał na naszej planecie (…)”.
Nie chcę opisywać Wam dokładnie każdego rozdziału, gdyż musiałabym streścić Wam książkę, a nie na tym polega recenzja, jednak przedstawię Wam cały spis treści. Skupię się na książce „Krótka historia czasu”, na koniec zaś powiem Wam, jaka część została dodana w drugiej pozycji.
Trzeci rozdział to „Rozszerzający się wszechświat”. W tym miejscu przyjrzymy się więc na przykład gwiazdom, galaktykom, odległością między galaktykami właśnie, temu, w jakim kierunku rozchodzi się wszechświat, z jaką prędkością się to dzieje i czy jest to proces, który kiedyś się skończy.
Czwarta część dotyczy zasady nieoznaczoności i właśnie taki tytuł nadano temu rozdziałowi. Następnie zaś zajęto się problemem cząstek elementarnych i sił natury. To bardzo ciekawy i dość obszerny rozdział. Poruszono tu temat materii i jej budowy. Arystoteles twierdził bowiem, że materia jest ciągła, „to znaczy, że każdy jej kawałek można bez końca dzielić na coraz to mniejsze części i nigdy nie dotrzemy do cząstki, której podzielić się nie da”. Demokryt zaś uważał, że materia jest ziarnista „i wszystko składa się z wielkiej liczby różnych atomów”. Znajdziemy odpowiedzi na pytanie czym jest atom, z czego jest zbudowany i czy można znaleźć części mniejsze od protonów i neutronów, które jeszcze niedawno uznawane były za cząstki elementarne. Jest to oczywiście wstęp do tego, co jeszcze znajduje się w tym rozdziale.
Rozdział szósty to „Czarne dziury”. Jeżeli chcecie wiedzieć czym są, warto zajrzeć właśnie do „Krótkiej historii czasu”. Dzięki tej pozycji zrozumiecie jak powstają czarne dziury, w jaki sposób można je wykryć (przecież „z definicji nie wysyła ona żadnego światła”), oraz czy może istnieć czarna dziura o masie mniejszej od masy Słońca.
Część siódma to dla mnie niejako kontynuacja rozważań nad czarnymi dziurami. O tym, co dzieje się w ich środku, o emitowanych przez nie cząstkach, o tym, że „Czarne dziury nie są czarne”.
Następnie zajmiemy się pochodzeniem i losem wszechświata. Znów wrócimy do wielkiego wybuchu, do zmian w temperaturach i gęstościach rozszerzającego się wszechświata. Dowiemy się, że Ziemia na początku była bardzo gorąca i nie posiadała atmosfery, którą zyskała gdy ostygła. Wszystkie te punkty zgadzają się ze stanem ówczesnej wiedzy na temat kosmosu. Autor wymienia jednak pytania, na które nadal nie potrafimy odpowiedzieć. Hawking nie wyklucza również stanowiska kościoła, twierdzenia, że to Bóg zapoczątkował istnienie. „Ale jeżeli wszechświat jest naprawdę samowystarczalny, nie ma żadnych granic ani brzegów, to nie ma też początku ani końca, po prostu istnieje. Gdzież jest wtedy miejsce dla Stwórcy”?
Następne dwa rozdziały to kolejno „Strzałka czasu” oraz „Unifikacja fizyki”, które odkrywają kolejne prawdy o otaczających nas prawach fizyki.
Po zakończeniu przedstawione zostają nam postaci ważne dla rozwoju nauki. Są to: Einstein, Galileusz oraz Newton. Na końcu znajdziemy także słownik pojęć, które pojawiają się w książce.
W „Ilustrowanej krótkiej historii czasu” pojawia się rozdział dodatkowy, o którego istnieniu już wspomniałam. Jest to rozdział „Tunele i podróże w czasie”. Odważny to tytuł i szalona koncepcja. Podróże w czasie? Chyba tylko w książkach i filmach. No dobrze, ale przecież kiedyś wariactwem wydawała się koncepcja, jakoby to Ziemia kręciła się wokół Słońca! Poznamy więc różne spojrzenia na problem podróży w czasie i pozostawimy go nierozwiązanym.

Zastanawiacie się pewnie, czemu w mojej recenzji pojawiły się stwierdzenia takie jak „stara wersja książki” czy „takie samo jak”. Odpowiem. Dla mnie to jedna i ta sama książka. Dobrze, różni się tytułem. Są też drobne różnice w tłumaczeniu. W zasadzie treść jest taka sama, jednak ubrana w inne słowa. Dodatkowo w tej „Ilustrowanej krótkiej historii czasu” jest więcej ilustracji. I nowy rozdział. Do tego wszystko się sprowadza.

Zapytacie czy polecam książkę. Tak, polecam. Napisana jest przez genialnego człowieka, naukowca, który wyprzedza swoją epokę. Warto zainteresować się tym, co zrodziło się w jego umyśle. Tacy ludzie jak Hawking tworzą historię, a każdy z nas może, dzięki książkom autora, w tej historii uczestniczyć. To wspaniałe przeżycie! Jednak czasem wydaje mi się, że wcale nie jest to propozycja dla laików. Czasem miałam spory problem ze zrozumieniem tego, co czytam. Może to kwestia jakiegoś zmęczenia materiału. Czytałam prawie nieprzerwanie, a może jednak potrzebne byłyby częstsze przerwy. Z drugiej strony zawsze „byłam noga” z tych przedmiotów ścisłych i część moich problemów może wynikać z braku dobrze ugruntowanych podstaw. Tak czy inaczej – dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, których nie miałabym możliwości zrozumieć podczas lekcji fizyki, bo po prostu się o nich nie mówi! No i, jak wspomniałam już kiedyś w innej recenzji, odnośnie innej książki, czy na pewno chciałabym o tym słuchać przymuszona obowiązkiem szkolnym? Do takich książek trzeba dojrzeć.

Która z książek podobała mi się bardziej (jeśli mówimy o całokształcie). W zasadzie trudno zdecydować. Oba wydania są bardzo starannie dopracowane, treść pobudza umysł, a oprawa pieści zmysły. Jeżeli chcemy wybrać książkę do czytania poza domem, którą możemy zabrać w podróż, spakować do walizki – polecam „Krótką historię czasu”. Jest mniejsza, lżejsza, poręczniejsza. Jeżeli zaś chcę mieć egzemplarz, który ma przede wszystkim doskonale prezentować się na półce „Ilustrowana krótka historia czasu” jest strzałem w dziesiątkę. Wersja ilustrowana może doskonale sprawdzić się także jako prezent, właśnie ze względu na to, jak wygląda.

Bardzo cieszy mnie fakt, że było mi dane zrecenzować te książki. Nie są one bowiem tanie, a wydawnictwo zaufało mi w kwestii recenzji. Mam nadzieję, że spełniłam oczekiwania zarówno wydawców, jak i moich czytelników. I nie, nie jestem z tych osób, które tylko chwalą. Jeżeli coś mi się nie podoba – zawsze staram się o tym uczciwie mówić. W tym wypadku jednak nie mam wątpliwości – polecam książkę w 100%!

Moja ocena (w kategorii książka popularnonaukowa): 6/6

ViridianaD

Za książki do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i SPÓŁKA

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: