Nie ufaj nikomu – Jayne Ann Krentz


nie-ufaj-nikomu

Mocno i z przytupem, tak właśnie zaczyna się książka „Nie ufaj nikomu” autorstwa Jayne Ann Krentz. Zawsze uważałam, że najważniejsze są pierwsze strony każdej książki. Tak zwane „pierwsze wrażenie”. Co by nie mówić, ta książka spełnia kryterium i już na dzień dobry serwuje śmierć, a konkretnie morderstwo.

Rzecz dzieje się w Seattle. Trwa zima. Sprague Witherspoon, bo to właśnie on spotkał się ze śmiercią, zostaje znaleziony w swoim domu przez Grace, jedną z członkiń zespołu Metody Witherspoona.

Sprague był ucieleśnieniem pozytywnego myślenia i optymistycznego podejścia do życia.”

Niestety śmierć postanowiła go zabrać do siebie. Cóż… nie ma lekko. Mężczyzna, który był coachem, zamieszkiwał luksusową posiadłość, co może nasuwać parę motywów. Sprague mógł wykorzystać swoją pozycję, mógł wplątać się w jakieś lewe interesy, albo ktoś z przeszłości postanowił się zemścić. Powodu zdradzić nie mogę, jednak fakt jest faktem – mężczyzna został znaleziony martwy, w swej posiadłości, w otoczeniu krwi.

Grace, tuż po znalezieniu martwego szefa, pośpiesznie opuszcza posiadłość, wsiada w samochód, odjeżdża kawałek, zatrzymuje się i wykonuje połączenie, powiadamiając odpowiednie władze o tym, co widziała. Opowiada, że przyjechała do mężczyzny, ponieważ nie pojawił się w biurze, a pozwoliła sobie wejść do domu, ponieważ brama była otwarta, tak samo jak i drzwi wejściowe. Alarm również nie był żadną barierą, gdyż został wcześniej wyłączony. Dopiero kiedy nadjechała policja, zdała sobie sprawę, że wychodząc z domu wzięła ze sobą coś z miejsca zbrodni. Niby dla obrony własnej, ale kto jej uwierzy? Odciski palców i tak zostały na przedmiocie. W dodatku jest ktoś, kto chce, aby to ona została uznana za morderczynię.

Czy to wszystko? Absolutnie nie! W tej historii należy też wspomnieć o przeszłości, a konkretnie o przeszłości Grace, która w wieku szesnastu lat przeżyła okropny szok. Stanęła twarzą w twarz z mordercą i została uznana za bohaterkę. Po tym wydarzeniu stroniła od ludzi. Jednak przeszłość zdawała się powielać. Okoliczności zbrodni zdają się być uderzająco podobne, choć tamten morderca już nie żyje.

A zatem morderstwo. Policja szuka dowodów i prześwietla przede wszystkim Grace, jako że pierwsza znalazła się na miejscu zbrodni. Rusza ogromna machina, mnóstwo procedur i jeszcze więcej domysłów. Czyli standardowo. Na scenę, obok Grace, wkraczają również Kristy i Millicent, czyli pozostałe dwie pracownice zamordowanego. Jest też jego konkurent, Larson oraz Nyla, córka zmarłego z narzeczonym, czyli Burkem, „mężczyzną idealnym”. W grę wchodzą też naturalnie duże pieniądze, a tam gdzie są duże pieniądze… sami wiecie. W ten właśnie sposób rozpoczyna się powieść „Nie ufaj nikomu”.

Na początku chciałabym zwrócić uwagę na tempo – działo się! Strasznie mi się to podobało. Akcja nie wlokła się, nie rozglądała na boki, tylko parła do przodu, jakby sama była ciekawa, któż zabił. Autorka w ciekawy sposób ujawniała kolejne sekrety i to w najmniej spodziewanych momentach. Nie mówiąc już o rozwiązaniu na końcu, którego w ogóle nie brałam pod uwagę. Aż mi oczy wyszły! Wiele teorii zrodziło się w mej głowie, ale akurat nie ta jedna! Uwielbiam być tak zaskakiwana. Niebanalnie.

Podobało mi się również to, że ta książka to coś, po co z powodzeniem sięgnie mężczyzna jak i kobieta. Rzadko trafiam na takie książki. „Nie ufaj nikomu” to nie jest taki typowy kryminał ze śledczymi na pierwszym planie. Zostali oni ukryci. Chodzą sobie gdzieś tam w tle, zbierają odciski i zeznania, ale nie rzucają się w oczy. Śledztwo trwa, policja czuwa, a czytelnik tego nie odczuwa. Coś innego, ale mimo wszystko konkretnego.

Nie mogę też nie wspomnieć o wielu afirmacjach, które pojawiają się co jakiś czas na stronach książki. To krótkie, pozytywne zdania, które mają za zadanie nastawić nas do życia jak najbardziej pozytywnie. Zmarły właśnie tym się zajmował, więc jego pracownice również nimi operowały. Zwłaszcza Grace, która tak nimi przesiąkła, że mam wrażenie, iż nie potrafiłaby bez nich żyć. W wielu sytuacjach powtarzała je pod nosem albo na głos. Jej pomagało. Być może to właśnie dzięki nim stała się silniejsza. W końcu psychika człowieka nie zna granic. W tym szaleństwie jest metoda. Warto choć parę z nich zapisać albo po prostu zapamiętać.

To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Jayne Ann Krentz, ale zdecydowanie najbardziej udane. Było wszystko, czego oczekiwałam – tajemnice, knucia, duże pieniądze, odpowiednia ilość podejrzanych, wiele tropów i gdzieś tam, na drugim planie przelotne spojrzenia, przejawiające fascynację drugim człowiekiem. Książka ta to dobre wyzwanie dla fanów Holmesa, którzy lubią ćwiczyć swoje szare komórki. Jeśli więc wydaje Ci się, drogi czytelniku, że prawdopodobnie jesteś z nim spokrewniony, choćby i przez szwagra wujka ze strony męża babci z trzeciego małżeństwa, sięgnij po tę książkę. To naprawdę świetna pozycja na zimowe wieczory, bo sprawi, że zapomnisz o tym, co dzieje się dookoła. Ja już poznałam rozwiązanie zagadki, a teraz poznaj ją i Ty.

Ocena 6/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu AMBER

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: