Spójrz na mnie – Nicholas Sparks


spojrz-na-mnie

Nicholas Sparks…. Sparks…. Nazwisko kojarzone przede wszystkim z mężczyzną, który pisze książki dla kobiet. W większości. Znany, lubiany, poczytny, na podstawie jego powieści powstało naprawdę sporo filmów jak chociażby „Pamiętnik” czy „Ostatnia piosenka”, ale również „List w butelce”. Znacie, prawda? Każdy z nas prawdopodobnie kiedyś obejrzał któryś z wyżej wymienionych tytułów. Ja się przyznam do tego, że nie czytałam jeszcze ani jednej książki tego pana. Postanowiłam to zmienić i początkowo zamierzałam zacząć od „Pamiętnika”, jednak los chciał inaczej!

„Spójrz na mnie” to historia dwojga ludzi, których połączyła zmiana koła w strugach deszczu. Nie, nie przewidziało Wam się. Bohaterowie naprawdę poznali się w takich okolicznościach i muszę powiedzieć, że był to bardzo przyjemny wstęp do dobrego romansu. Colin to człowiek, który wiele w życiu nabroił, zatargi z prawem nie są mu obce, a policjant na karku daje o sobie znać ilekroć Colin choćby podniesie rękę, choć pragnie zmian w swoim życiu, chce zostać nauczycielem. Natomiast Maria to kobieta obcująca z prawem na co dzień – można tak powiedzieć. Dorastała w szczęśliwej rodzinie, wspierano w marzeniach, podczas gdy Colin był wysyłany do kolejnych szkół wojskowych. Tych dwoje nie miało być razem! Bo jak to? Kobieta, która z prawem ma styczność codziennie, a mężczyzna, który to prawo łamie? Nie trzyma się to całości, a jednak…

Pierwsza połowa książki to wzajemne poznawanie się Colina i Marii, spacery, kolacje, jakieś wypady na plażę, dokładnie to, co robią młodzi ludzie zainteresowani sobą nawzajem. Doczepić bym się mogła do tego, że akcja zbyt wolno się posuwa naprzód, dialogi są ciągle przedłużane (chociaż niepotrzebnie), Colin i Maria zbyt szybko nawiązują to przysłowiową „nić porozumienia”, ogólnie… idealny romans dla każdej kobiety. Tylko, że to zbyt szybko się dzieje. Teraz pewnie macie niezrozumiałe miny, bo piszę, że wolna akcja, potem, że za szybko… o co mi chodzi? Znajomość głównych bohaterów zbyt szybko przechodzi na ten wyższy level, najwyższy powiedziałabym, a znają się może nawet nie miesiąc. Wolno, ponieważ jak wspomniałam wcześniej – akcja ślimaczo nabiera tempa i praktycznie ostatnie sto stron jest trzymającym w napięciu kryminałem, gdy zagadka tajemniczych listów staje się jasna, a duchy przeszłości postanowiły zadać ostateczny cios.

Gdybym miała wybrać postać, która najbardziej trafiła w moje typu to byłby to chyba Colin. Dawno temu byłam w szkole, dawno temu czytałam „Cierpienia młodego Wertera”, ale przemiana młodego, romantycznego chłopaka w patriotę została przeze mnie zapamiętana. Przykład pewnie nie pasujący do Colina, ale on przecież też przeszedł przemianę. Był człowiekiem agresywnym, chętnym do bójek, rozlewu krwi i złamanych nosów, ale w pewnym momencie życia zapragnął czegoś innego i zaczął do tego dążyć. Do tego, kiedy pokochał Marię stał się jej obrońcą, prawdziwym bohaterem w jej oczach, strażnikiem jej dobrych snów i spokojnej bytności. Ta postać bardzo mi się podobała, im bardziej zbliżałam się do końca, miałam myśl – Colin na mojego męża! Która z Was, dziewczyny, nie chciałaby przyzwoicie umięśnionego faceta, który stanie w Waszej obronie ilekroć zadzieje się coś złego? Colin to taki typowy bad boy, ale o wrażliwej duszy, który też chciał pokochać.

Ach… sporo rozpisałam się o głównym bohaterze, a o reszcie zapomniałam najwyraźniej, ale prawdą jest, że choć Maria stała u jego boku, nie była dla mnie kimś wyjątkowym, z kim chciałabym się bliżej zapoznać. Była trochę nijaka i szara, nie wyróżniała się niczym konkretnym. Szkoda, bo miałam nadzieję, że będzie to kobieta, która ma w sobie odrobinę szaleństwa, ona dla mnie była… sztywna jak kłoda. Rodzina Sanchezów… bardzo ciepła i ogólnie można powiedzieć idealna, spiesząca na pomoc w każdej sytuacji. A mówi się, że z rodziną wygląda się dobrze tylko na zdjęciu. Błąd!

Podsumowując te pewnie niezbyt logiczne wywody chciałabym napisać, że to był mój debiut z książką Nicholasa Sparksa i to jak najbardziej udane! Może nie stanę się wielką fanką jego twórczości, ale chcę dać mu szansę czytając inne jego książki i przekonać się, czym tak bardzo zasłużył sobie na wszystkie pochwały. Powracając do „Spójrz na mnie”… to książka obowiązkowa dla wiernego czytelnika, a dla laika dobra podstawa do poznania twórczości autora. Ode mnie ta książka otrzyma ocenę 4/6, bo choć bardzo mi się podobała to miała niedociągnięcia, nie była idealna, bym zachwycała się nią aż pod niebiosa.

Na sam koniec cytat, który mógłby być dobrym opisem miłości:

„Miłość wszystko komplikuje i na początku emocje zawsze szaleją, przechodząc z jednej skrajności w drugą. Ale kiedy uczucie jest prawdziwe, powinnaś się go mocno trzymać. Obie jesteśmy dość duże, żeby wiedzieć, że prawdziwa miłość nie zdarza się zbyt często.”

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu ALBATROS za egzemplarz książki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: