Córki Dzieci Boga – Juliana Buhring, Kristina Jones, Celeste Jones


corki-dzieci-bogaDziś nie chcę rozpisywać się we wstępie. Tego, co czuję, nie da się opisać słowami. Gdy czytałam tę książkę – płakałam. Łzy płynęły mi ciurkiem, chociaż tak bardzo chciałam je powstrzymać. Od tak dawna nie miałam w swoich dłoniach pozycji opartej na faktach, świadectwa życia rzeczywistych osób… Życia, które nie powinno być udziałem żadnej istoty, która kiedykolwiek została powołana do istnienia! Nie wiem, czy jestem w stanie dobrze opisać Wam tę książkę…

Co czujesz, o czym myślisz kiedy słyszysz słowo „sekta”? Nigdy nie interesowałam się szczególnie religią. Wiedziałam, że są różne, takie jak Chrześcijaństwo, Islam, Judaizm, czy Buddyzm, a także, że niektóre z nich to nowe twory, powstające z wypaczonej wizji świata, z wizji samozwańczych proroków, którzy mają ogromną siłę oddziaływania na umysły innych ludzi. Jako nastolatka czytałam w czasopismach, że sekty, czyli te nowe „religie” kierowane przez szaleńców, są dla nas bardzo niebezpieczne. Wiedziałam, że osoby, które mają werbować nowych członków, są do tego szkolone, że mają ogromny wpływ na młodych, gdyż wiedzą, w jaki sposób przekonać ich do siebie. Byłam pewna, że ten, kto wejdzie, już z sekty nie wyjdzie, bądź będzie to bardzo trudne. Pranie mózgów, narkotyki, przemoc… Taki właśnie rysował mi się ich obraz.
Dziś zrecenzuję więc dla Was książkę „Córki Dzieci Boga” opowiadającą o życiu w sekcie, z której udało się wyrwać trzem siostrom, autorkom niniejszej pozycji.

Książka dedykowana jest Davidzie, siostrze Juliany, Kristiny i Celeste. Dziewczynie, która nie poradziła sobie z samotnością, opuszczeniem, brakiem miłości… Która odeszła z tego świata po przedawkowaniu narkotyków… Tak, te trzy czynniki, odczucia, emocje, braki, to coś, co najbardziej przygnębia, co zarazem najłatwiej dostrzec w historii dziewcząt, a teraz już kobiet.

We wstępie dostajemy pewną garść informacji o samej sekcie, oraz jej założycielu Davidzie Bergu, którego poznać możemy także pod imionami Mo, Dziadek, Moses David. Tutaj dowiadujemy się, skąd przybyli, dlaczego nazwali siebie Dziećmi Boga, jakie prawa rządziły w tym zgromadzeniu. W zasadzie wstęp nie jest tu oddzielnym rozdziałem, gdyż jest po prostu wprowadzeniem do historii, wiedza, którą zdobywamy, przewija się na kolejnych kartach książki, jest nieodłącznym jej elementem. To nie jest tak, że wstęp możemy umieścić w encyklopedii i będzie on doskonałą definicją Dzieci Boga. O nie.

Dalej książka podzielona jest na cztery części. Pierwsze trzy to historie konkretnych sióstr. Ostatnia to „Podróż ku wolności” pisana wspólnie przez autorki. Przeczytacie więc o wspomnieniach Celeste, Kristiny i Juliany, a także o ich drodze do uwolnienia się z sekty. Ja nie będę rozwodziła się nad przeżyciami każdej z dziewczyn osobno. Chcę jednak napisać o tym, co mnie bolało, gdy czytałam o ich życiu, tak ogólnie.

Książka jest brutalna. Autorki nie zatajają niczego, nie owijają w piękne słowa tego, co jest po prostu ohydne, niezgodne z naszymi zasadami moralnymi, z naszymi sumieniami.
Dzieci Boga, zwane również Rodziną, to sekta, która wszystkich członków nazywa jedną wielką rodziną. Co za tym idzie, każdy jest tu dla każdego mężem, żoną, siostrą, bratem, ciotką, wujem i dzieckiem. Prorok, zwany Dziadkiem, przesyła do domów (komun) listy, ze swoimi „objawieniami” czyli słowami, czego od swoich wyznawców żąda Chrystus. Czego żąda sam David Berg. A skoro jesteśmy jedną rodziną, to dlaczego by nie wysłać matki do innego domu, innej komuny, w innym miejscu na Ziemi, a jej dzieci zostawić pod opieką innym ludziom, którzy mają być dla nich teraz mamą i tatą? I czemu by rodzeństwa nie rozdzielić? Jedną córkę zostawimy w Indiach, a drugą poślemy do Japonii, przecież to normalne, że mogą być córkami obcych ludzi. Mamy więc wątek rozdzielenia od rodziców biologicznych, podróżowania po świecie, przekazywania dzieci z rąk do rąk… Dzieci porzuconych, tęskniących, tracących poczucie bezpieczeństwa i tożsamości… Pragnących powrotu, będących pewnymi, że niedługo tata/mama po nie przyjedzie, zabierze ze sobą. To nie jedyne problemy z jakimi borykają się dzieci Rodziny.

Kolejna sprawa. Skoro jesteśmy rodziną, to co z tego, że mamy żonę czy męża? Seks pozamałżeński to nic złego, a wręcz pożądanego! W końcu skoro jesteśmy wszyscy jedną wielką rodziną, to i ciałem można, a nawet trzeba się dzielić! A ponieważ zabezpieczenia są złe, pochodzą od Systemitów, czyli osób spoza sekty, którzy będą wiecznie potępieni, gdyż nie wierzą w to, w co powinni, to i kolejne pokolenia Dzieci Boga powoływane są na ten świat. Jednak kolejnym problemem są choroby, nie tylko AIDS, ale i inne choroby weneryczne, których, jak się pewnie domyślacie, nie można leczyć! Wizyta w szpitalu? U lekarza? SYSTEMITY?! Pomóc może jedynie modlitwa, a także ciężka praca, bo skoro chorujesz, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie pełnym wiary. Zazdrosna o męża? Nic dziwnego, że zesłano na Ciebie chorobę. Skoro nie potrafisz się dzielić, jak Dziadek Mo nakazał…
Jest jeszcze wiele, wiele innych aspektów życia w sekcie, które człowieka dogłębnie poruszają, jednak ostatnim, o którym chcę napisać, to molestowanie, wykorzystywanie, kontakty seksualne z dziećmi.
Tak, prorok ogłosił, że ciałem trzeba się dzielić już od najmłodszych lat. Miesięcy. Bo przecież radość z oddawania własnego ciała Chrystusowi odczuwana jest już przez noworodki! W tym momencie zalałam się łzami. Nie wiem jak Wam to opisać. To tak bardzo boli… Czytanie o tym, jak ojciec pieści oralnie nowo narodzoną córkę, a w obecności jej kilkuletniej siostry mówi: jak podrośniesz, to będę się z Tobą kochał tak samo jak z Twoją siostrą… Masz ochotę rzucić książką o ścianę. Bo to jedyne, co możesz zrobić. Dojrzała kobieta, która ssie penisa dwuletniego chłopca? Jak najbardziej normalna rzecz! Pokazy seksu przy grupie dzieci i nastolatków, żeby wiedzieli gdzie co ma wejść? Jasna sprawa! Przecież trzeba ułożyć harmonogram randek, a jak mamy się kochać, skoro nie wiemy co do czego służy? Zbieramy zapisy! Kto chce z kim spędzać te swoje randki? Wypiszcie imiona osób z komuny, z którymi chcecie się spotykać, nie zagwarantujemy, że dostaniecie tych, których chcecie, ale szansa jest. I tak ośmiolatka zmuszona jest iść do łóżka z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem, a może nawet i dziadkiem. I dla wszystkich DOROSŁYCH to jest NORMALNE!!!
Jedynie dzieci czują, że coś jest nie tak, jednak gdy poskarżą się, zaraz obwiniane są o brak wiary i miłości, karane przez rodziców, komunę, wysyłane do ośrodków szkoleniowych w celach naprawy. Tłamszone, wypierane z uczuć, indoktrynowane. Taka jest codzienność dzieci sekty.

Książka boli, kiedy ją czytasz i kiedy już skończysz. Bo ciągle myślisz o nich, o tych bezbronnych istotach, których nikt nie chroni, bo niby przed czym… BOLI!!!

Część ostatnia, „Podróż ku wolności” to nadal okropne sceny, przeżycia, emocje. To strach przed życiem poza Rodziną, bo jak ułożyć sobie życie w miejscu, którego się nie zna, o którym słyszy się tylko negatywy, które nie zostanie zbawione, gdzie czają się sami antychryści? To powolna droga do odnalezienia własnego ja, a także członków własnej rodziny, tej biologicznej, która została rozesłana po świecie, z którą kontakt raz był wznawiany, by znów go stracić na wiele miesięcy czy lat… To próba uwolnienia się od doktryn Dziadka Mo, które wkładane do głowy przez tyle lat, nie ulatują z niej od razu. To próba znalezienia się w świecie, którego się boimy, a którego tak pragniemy…

O samej książce już wystarczy. Myślę, że nie muszę mówić Wam czy ją polecam. Pamiętajcie jednak, że książka jest bardzo agresywna, brutalna, szczera, nie owija niczego w bawełnę. Nie muszę mówić także, do jakiej grupy wiekowej jest kierowana. Poznaliście to po moim opisie. Ja musiałam robić sobie przerwy w czytaniu. Pół godziny do godziny dziennie. Więcej mój umysł nie potrafił przyjąć. Ta książka to prawdziwe świadectwo tego, jakie są sekty. A raczej jaka jest Rodzina. Bo Dzieci Boga nadal istnieją, nawet w naszym kraju. Ponoć w nieco zmienionej formie, tym bardziej, że jej założyciel nie żyje, a kontrowersje wokół sekty, jakie wywołały dzieci, które wydostały się z piekła, odbiły się głośnym echem po świecie. Jednak nadal niszczą i zawsze będą, dopóki znajdzie się choć jeden wyznawca tej religii.

Jeżeli chcecie wiedzieć coś o samym wydaniu – książka ma format raczej kieszonkowy, jest lekka, w miękkiej oprawie, choć dość gruba (powiedzmy 400 stron). Okładka ma czarno – czerwone barwy. Na pierwszym planie widnieje zdjęcie autorek. Książka nie jest może najlepiej sklejona, jednak nie zauważamy tego czytając. Generalnie to, jak została zrobiona, w sensie czysto technicznym, jest tym razem dla mnie nie ważne. Dlaczego? Tutaj treść zdominowała każdy błąd czy niedociągnięcie.

Moje serce zostało rozdarte, tak samo jak umysł. Długo będę dochodziła do siebie po lekturze „Córek Dzieci Boga”. Tym razem powstrzymam się od oceny, gdyż nie mogę stawiać stopni życiu.

ViridianaD

Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa AMBER

Reklamy

One response to “Córki Dzieci Boga – Juliana Buhring, Kristina Jones, Celeste Jones

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: