Sekret zegarmistrza – Renata Kosin


sekret-zegarmistrzaJestem zwierzolubem. Z mojej miłości do naszych braci mniejszych wziął się pomysł, by nie tylko się nimi opiekować, czy podziwiać, ale również wspomagać w inny sposób – finansowy. Idea ta szybko przerodziła się w czyn i regularnie, co miesiąc, wspieram drobną sumą fundacje kocie i królicze. Ostatnio postanowiłam wziąć udział w aukcji charytatywnej, z której dochód przekazany był na jedzenie dla porzuconego, zaniedbanego Kocurka. Za niewielką, ale jakże potrzebną zwierzakowi sumę, wylicytowałam książkę. W moje ręce wpadł „Sekret zegarmistrza” pani Renaty Kosin.

Z opinii, które znalazłam, bądź usłyszałam, dowiedziałam się, że książka ta ma być nieco podobna do innej, recenzowanej przeze mnie pozycji – Malownicze. Tajemnica bzów. W czym miałoby to podobieństwo się ukazać? W niczym innym jak w tematyce. I tu i tu mamy tajemnicze przedmioty, rodzinną historię, losy przodków… Jednak na tym kończy się lista. Książki bowiem nie są sobie bliźniacze, o nie! I, powiem szczerze, historia wykreowana przez panią Kordel zachwyciła mnie i wciągnęła jednak bardziej…

Sekret zegarmistrza to historia rodu głównej bohaterki – Leny, której prawdziwe imię to Helena, jednak zrezygnowała z jego prawdziwej formy już jako dziecko. Wychowywana przez dziadków najbardziej ceni sobie życie w starym dworze, który odziedziczyła po przodkach. Niczego od lat w nim nie zmieniała, nie wyrzuciła ubrań po zmarłych babci i dziadku, ich garnków, mebli, pamiątek. Ciężko wśród tych przedmiotów było znaleźć coś nowego, mimo, że Lena to mężatka, która ma już dorosłą córkę…

Mąż i ich dziecko większość życia spędzili jednak w mieście, gdzie czuli się u siebie bardziej niż w starym dworze. Ksenia nigdy nie rozumiała fascynacji matki przeszłością, tego, czemu ciągle odwiedza pewien stary kamień z inskrypcją w pobliskim lasku, czemu nie pozwala na remont rozpadającej się instalacji. Gdy zaś pewnego ranka Adam, mąż Leny, urywa przypadkowo łazienkowy kran – bohaterka zmuszona jest przyznać, że należy w końcu coś z tym domem zrobić, jednak tylko na jej warunkach, tak, by wszystko wyglądało jak przed remontem! A fachowcy? Jak to fachowcy – tu popukają, tam zastukają, zasugerują inne ułożenie płytek (zgodnie z obowiązującymi trendami)… Lena nie zgadza się na te zmiany, jedyne czego pozwala się pozbyć to stary piec, który stoi w jej pracowni. Lena zajmuje się bowiem wyrobem biżuterii, w której musi się znaleźć chociażby element mechanizmu zegarka. Jest zafascynowana tymi tykającymi przedmiotami, gdyż jej dziadek był zegarmistrzem, a w starym pudełku po francuskich czekoladkach, znalazła pełno starych, nieodebranych z naprawy zegarków…

Podczas rozbiórki pieca, z pomieszczenia wyrzucany jest gruz. Wśród popękanych płytek znalazło się jednak coś, co z pewnością nie było elementem starej konstrukcji, a mogło być przyczyną awarii pieca, który nie był używany od lat. Tym czymś była stara szmata owijająca cenne znalezisko… Nadpalony, nieco przegnity dziennik. Notatnik Emilie de Fleury. Zafascynowana znaleziskiem Lena próbuje rozczytać co znajduje się na jego kartach i czy losy tajemniczej Emilie splatają się z losami jej rodziny? Skąd dziennik znalazł się w jej domu i starym piecu? I co wspólnego z tym wszystkim wspólnego mają sąsiadka, która nie jest zbyt rozmowna, ale regularnie przynosi do domu Leny zioła, nowa znajoma Nadia, która jakby uciekała przed główną bohaterką, oraz właścicielka butiku we Francji, którą Helena wraz z córką mają zamiar odwiedzić?

Historia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Rodzinne tajemnice, niejasna przeszłość, próby rozwiązania zagadek, które wydają się już nie do odgadnięcia, gdyż większość tych, którzy mogą coś wiedzieć, już nie żyje. Jednak, o ile bohaterów nie jest tu zbyt wielu, czasem się po prostu wśród postaci gubię. Zaczynam zastanawiać się o kim jest mowa, oraz czy nie przeoczyłam jakiegoś wątku, bo nagle czuję, że się rozproszyłam, mimo całego mojego skupienia na treści.

Kolejnym minusem jest to, że już z okładki możemy wyczytać, że Lena z córką wyruszają do słonecznej Prowansji, człowiek nastawia się na to, że wątek zagraniczny będzie więc pociągnięty nieco dłużej i barwniej a… tu klapa. O wiele więcej dowiemy się na temat rodzinnych stron bohaterki (co akurat jest plusem, bo poznałam trochę nowych słów, znaczeń). Dodatkowo historia czasem prowadzona jest dość chaotycznie, przynajmniej w moim odczuciu, już pomijając samych, przewijających się tu bohaterów.

Z pozytywów mogę tu wymienić na pewno relację żona – mąż oraz rodzice – dziecko, a także matka – córka. Są opisane w ciekawy sposób, niekoniecznie tylko w superlatywach. Zawierają po prostu normalne życie, nie tylko usłane… fiołkami. Pokazują, że w rodzinie także czasem dochodzi do kłótni, nieporozumień, że ludzie popełniają względem siebie błędy… I, że da się czasem te błędy naprawić, o ile dotrze do nas, że nie zawsze to my mamy rację.

Dodatkowo, plusem mogę określić to, co autorka nazwała „zapalnikami”. Są to przedmioty bądź wydarzenia, które nakłoniły pisarkę do stworzenia swojego dzieła. W tym przypadku był to między innymi zegarek, który znalazła u swego ojca – zegarmistrza. O „zapalnikach”, iskierkach, które wpłynęły na dzieło tworzenia, przeczytać możemy na samym końcu powieści. Moim zdaniem to wspaniałe, że te przedmioty nie zaginęły, że żyją na nowo dzięki autorce…

Ocena:  4/6

ViridianaD

 

Reklamy

One response to “Sekret zegarmistrza – Renata Kosin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: