Ostatnia mila – David Baldacci


ostatnia-milaŚnią mi się koszmary. Jak codziennie od kilku dni. Idę ciemnym korytarzem, dochodzę do częściowo zarwanych, drewnianych schodów prowadzących do starej piwnicy. Słyszę krzyki, jęki, potem ciszę… Jednak przerywa ją miarowe stukanie. Schodzę, muszę sprawdzić co się stało, moja przyjaciółka zaginęła wiele lat temu i jestem pewna, że dziś dowiem się, gdzie jest. Wiedziałam, że zobaczę tę najgorszą z opcji.

Poznałyśmy się jeszcze w czasach szczenięcych, chodziłyśmy razem do przedszkola. Moja rodzina chciała jednak poprawić swój komfort życia i zmienić miejsce zamieszkania. Ona została. Zawsze zastanawiałam się jak teraz wygląda, czy dalej mieszka tam, gdzie zostawiłam ją jako dziecko? Ten sen powracał za każdym razem, gdy o niej myślałam. I zawsze ten sam motyw… Stara piwnica, morderstwo… Jednak w tym śnie było inaczej! To miarowe stukanie… To nie sen! Słyszę je wyraźnie! Nim się obudziłam, doszłam do siebie, minęło kilka chwil. Wystraszyłam się nie na żarty, gdy pukanie nie ustąpiło, a wręcz się nasiliło. Ktoś wiedział, że jestem w środku. Podeszłam do drzwi. Wyglądam przez wizjer, a tam… Mężczyzna. Ciemnowłosy, dobrze zbudowany, trzyma w ręku coś białego. Koperta? Pytam – kto tam? Kurier, mam przesyłkę dla pani…

Nieco jeszcze oszołomiona, z przygotowaną bronią w postaci pęku kluczy, otwieram delikatnie drzwi. Poproszę o podpis tu i tu. Proszę – przesyłeczka. Dziękuję i do widzenia! Czemu tak długo stał pod drzwiami? Dlaczego tak długo się dobijał? Nie mógł zostawić awizo? Myśli kołatały mi się w głowie gdy otwierałam białą kopertę.
W środku ujrzałam dwie książki, jedną odłożyłam na półkę, a drugą… Na stolik obok łóżka. Ostatnia mila. Nie mogę czytać. Przez chorobę, która położyła mnie do łóżka. Najnowsza zdobycz musiała poczekać. I trwała tak, obok mnie, ponad tydzień. Aż wreszcie nadszedł ten dzień. Mogłam usiąść bez napadów kaszlu i silnych bólów głowy. Ostatnia mila… Ostatnia prosta? Czyżbym wychodziła z tego okropnego stanu? O czym jest ta książka, która była mi towarzyszką w ostatnim czasie? Ostatnia, ostatni, ostatnie. Ostatecznie wzięłam ją do ręki. Lekka jak na 400 stron. Pewnie to za sprawą miękkiej oprawy. Okładka utrzymana w odcieniach szarości, z pomarańczowymi elementami. Palący się dom przy pustej, prostej drodze. Seria? Ślady zbrodni. Kryminał. Dawno nie czytałam niczego w tym klimacie. Chociaż zbrodnia śni mi się prawie codziennie od kilkunastu lat.

Książka, którą mam przyjemność zrecenzować, jest jedną z serii z Amosem Deckerem. Nie wiedziałam o tym, kiedy wybierałam właśnie ją. Na szczęście napisana jest w taki sposób, że nie trzeba znać innych części, jest odrębną, zamkniętą całością, chociaż znajdują się w niej opisy sytuacji, o których wydaje mi się, że więcej moglibyśmy dowiedzieć się z poprzedniej pozycji „W pułapce pamięci”. I tak, pamięć odgrywa w tej książce jedną z kluczowych ról. Amos Decker jest bowiem byłym sportowcem, który ledwo zaczął karierę, a już musiał się z nią pożegnać. Po wypadku na boisku doznał uszkodzenia mózgu. Uszkodzenie to było swego rodzaju błogosławieństwem zmieniającym całkowicie umysł mężczyzny. Decker cierpi na synestezję i hipermnezję. Przypadłości te utrudniają mu życie, lecz z drugiej strony pozwalają na pracę detektywa, w której to roli sprawdza się wyśmienicie! Cóż, trudno nie zgodzić się z tym, że wyjątkowa, wręcz absolutna pamięć jest pomocna w rozwiązywaniu spraw, które często są wielowątkowe, mają ogrom punktów odniesienia, wymagają zbadania najdrobniejszych szczegółów. Decker, który sam przeżył osobistą tragedię, stara się wraz z FBI rozwikłać sprawę skazanego na śmierć Melvina Marsa. Dowiaduje się o nim przypadkiem, słuchając radia w drodze na spotkanie zespołu, który został powołany do rozwiązywania trudnych, często starych spraw, o których niejednokrotnie zapomniano.

Dlaczego postanowił zawalczyć ze współpracownikami o wybór właśnie sprawy Marsa? Czy to, że Melvin w młodości starał się o przyjecie do NFL, w którym niegdyś grał Decker, było zapalnikiem do podjęcia decyzji o rozwikłaniu jego przypadku? A może to, że został oskarżony o zamordowanie własnych rodziców, którzy zginęli w sposób podobny do tego, w jaki zamordowano rodzinę Deckera? Dlaczego Amos wierzy Melvinowi, który był już prowadzony do celi śmierci, szedł „ostatnią milą”, jak nazywano więzienny korytarz? I co z tego wyniknie?

Książka okrzyknięta została bestsellerem New York Timesa. Nie przeczę, że tak właśnie jest. Jednak czy jest aż tak wyjątkowa? Czy zasługuje na miano najlepiej sprzedającego się kryminału? Na to pytanie każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Ja, mimo że lubię tego typu literaturę, nie zaczytuję się w niej na tyle, by móc porównać ją z innymi pozycjami z najwyższej półki. Dla przeciętnego czytelnika jest to książka dobra. Pierwsza połowa nieco się dłuży. Poznajemy bohaterów, motywy ich postępowania, wyborów, nie do końca podoba mi się sposób przedstawienia Melvina Marsa. Człowiek ten spędził 20 lat w więzieniu, jest prowadzony na pewną śmierć, już widzimy strzykawkę, igłę, płyn, który zostanie mu podany. A ten? Wychodzi i nawet nie rozwala samochodu stojącego pod więzieniem. Nie bluźni. Trzyma wiele emocji na wodzy. Nie chce rozmawiać, ale zamiast wyrzucić gości z pokoju, słucha ich. Nie tak wyobrażam sobie osobę, której życie zostało zmarnowane, która twierdzi, że jest niewinna. Jednak to jest tylko i wyłącznie moje odczucie. Mam niedosyt agresji wyłaniającej się z poczucia bezsilności, niesprawiedliwości, depresji. Z drugiej strony – nigdy nie byłam więźniem, tym bardziej skazanym na śmierć. Nie wiem co czuje taka osoba, która nagle zostaje uniewinniona. Słusznie czy też nie. Która teraz musi zawalczyć o siebie i o odkrycie tego, co naprawdę się stało. Plusem zaś jest dla mnie to, jak poprowadzono śledztwo. Podoba mi się ilość wątków, to, jak się przeplatają, co jest odkrywane. Autor nawet ze dwa razy mnie zaskoczył! Ale jak mówię, nie jestem oczytana w kryminałach, więc dla bardziej wprawnego, książkowego detektywa, może to być zbyt proste.

„Ostatnia mila” to propozycja na popołudnie z książką i kubkiem kakao. Czyta się ją bardzo szybko, bez chęci odłożenia na bok. Dla kryminałożercy może być nieco za prosta, jednak dla okazjonalnego detektywa – będzie świetnym umileniem czasu i umysłową rozrywką. Nie polecam jednak czytaj jej w czasie choroby. Moje oczy mówią „przez tydzień nie ruszysz innej książki” i chyba czas na wizytę u okulisty…

Moja ocena: 5/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu DOLNOŚLĄSKIE PUBLICAT

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: