Historia O – Pauline Réage


historia-oNie jestem bardzo wymagającym czytelnikiem. Wiele tytułów jest w stanie przypaść mi do gustu. Zaczytuję się i w poważniejszej, ambitniejszej literaturze, jak i w powiastkach, które mają za zadanie przenieść mnie do innego, być może lepszego świata, po ciężkim dniu. Ostatnio zaczytywałam się właśnie w książkach historycznych, ale i takich „typowo kobiecych”, romantycznych, gdzie miłość się rodzi, coś jej przeszkadza, ale uczucie przewyższa wszystko i ostatecznie wygrywa.

Taka odskocznia była mi potrzebna, jednak marzenia odepchnęłam na bok i przeczytałam kryminał. No dobrze, ale co dalej? Wiem, że książki popularnonaukowe nie są szczególnie fascynujące dla przeciętnego zjadacza chleba, nie wiele osób chce o nich czytać, ja sama lekkich książek mam dość… Za co więc tu się zabrać? Żeby Was zaciekawić, a może właśnie ostrzec? No dobrze, półka z literaturą erotyczną. Tego dawno nie było, o ile w ogóle kiedykolwiek recenzowałam dla Was coś z tej przegródki. Sięgnijmy więc po „Historię O”!

„Historia O” to książka, która pojawiała się w kilku newsletterach wydawnictwa Amber. Za pierwszym razem moją uwagę przykuła okładka. Widać było na niej kobietę. W zasadzie nie całą. Nie było bowiem można dojrzeć jej twarzy ani nóg. Ubraną w koronkową suknię. Pod szyją umieszczona była czarna broszka, a niżej, jakby w dłoniach, jednak na pierwszym planie – czerwony kwiat. Powieść erotyczna, najczęściej czytana i skandalizująca. Książka francuska, z XX wieku. Nie zamówiłam jej. Jednak gdy pojawiła się kolejny raz, pomyślałam, że to znak. Mój egzemplarz niestety nie jest już tak ładny… Okładka utrzymana jest w ciemnych kolorach, w zasadzie dominują tu odcienie szarości. Widzimy na niej plecy kobiety, na których zawieszony jest krawat. Na blond włosach zaś ma czarny kapelutek, a na dłoniach skórzane rękawiczki. Nie można się w zasadzie do niczego przyczepić, okładka dalej jest bardzo wysmakowana, estetyczna, jednak… Wolę koronki.

Trochę wystraszyłam się łatki, którą do „Historii O” przypięto. Mianowicie tej, że jest to bestseller, że sprzedawana była „spod lady”, nieustannie wznawiana, tłumaczona na kilkadziesiąt języków itd. itp. Pomyślałam, że będę musiała zmierzyć się z legendą, z książką tak ważną, tak ah! Że będzie to majstersztyk i w ogóle dzieło wybitne! Nie jest. Przynajmniej nie dla mnie. Może też była ona czymś więcej w czasach, w jakich powstała… Niekoniecznie teraz. Myślałam, że męczyłam się z czytaniem „Przeklętej laleczki”, ale tamten „kryminał” to było coś! „Historia O” rozczarowała mnie totalnie.

Generalnie, jak to w erotyku, spodziewałam się scen seksu. I owszem, dostajemy je tutaj. Nawet bardzo dużo. Nie jest to tylko grzeczne kizi mizi, ale wręcz sadyzm. Mamy stosunki oralne, analne, bicie, okaleczanie, kontakty między kobietą a mężczyzną, oraz między kobietą a kobietą. Duża różnorodność. Dla każdego coś miłego. Wszystko podane jest wprost, bez słodkich słów, kawa na ławę. Okej, jestem dorosłą kobietą, nie przeszkadzają mi takie opisy, powiedziałabym wręcz, że nic co ludzkie, chociaż nie powiem, żebym wszystko to stosowała w swoim życiu. Nawet nie chcę. Myślę, że odnajdą się tu doskonale fani BDSM.

Sama historia jest opisana w sposób bardzo jasny, przejrzysty. Wszystko jest dopracowane pod względem kolejności wydarzeń, ale także intensywności zdarzeń. Tutaj nie mam się do czego przyczepić . Na pewno, aby odczuć przyjemność z obcowania z tą lekturą, trzeba odrzucić swoje dotychczasowe myślenie o seksie. „Historię O” należy potraktować jak swego rodzaju fantastykę. Ruszyć jedynie wyobraźnią i postarać się odczuć przyjemność z tego, z czego czerpała ją O. Ja jednak tak nie potrafię. Zawsze zagłębiam się w tę drugą warstwę. Mianowicie w strefę psychiki bohaterów. A tytułowej O nie jestem w stanie zrozumieć!

Jednak do rzeczy. O to kobieta zakochana w René. Jej kochanek zaś ma pewne wyobrażenia co do ich związku i skutecznie, do celu prowadzi przez nie O. Najpierw zabiera ją do burdelu (a przynajmniej mam wrażenie, że jest to burdel). Chce, by O podporządkowała mu się, a kobieta (z miłości?) robi to. Zostaje skrępowana, przebrana, wymalowana i oddana kilku mężczyznom. Rozporządzają jej ciałem jak chcą. Nie ważne który otwór, ważne, by dało się zaspokoić żądze. Kobieta krzyczy z bólu, a z drugiej strony jest szczęśliwa (wait what?!) bo robi to z miłości (!) do swojego kochanka i wie, że dzięki temu i on będzie kochał ją bardziej? Pozwala, by ten oddał ją także swemu starszemu bratu. Zgadza się na wszystko co proponuje sir Stephen, który przede wszystkim musi powiększyć pewien otwór, by stosunek analny był dla niego jak najbardziej przyjemny. O w międzyczasie rozmyśla także o kobietach, które chciałaby posiąść. Szczególnie o jednej… Którą w pewnym momencie chce dostać René. Którą O ma nakłonić do wejścia w taki sam świat, w jakim ona się obraca. Pomijam już wszystko pozostałe. To, że nagle sir Stephen staje się dla niej kimś więcej, chociaż może to ona dla niego jest ważniejsza, niż nam się wydaje? Nie rozumiem szczycenia się okowami, jakie na O nałożono, kiedy miała stać się własnością… Nie powiem czyją, nie powiem w jaki sposób została naznaczona. Generalnie nie rozumiem takiego oddania, takiej potrzeby przynależności. Lektura nie sprawiła mi żadnej przyjemności! Raczej pozostawiła niesmak i właśnie niezrozumienie. Nie ze względu na sceny, w jakie obfitowała, bo spodziewałam się ich, ale ze względu na zachowanie, którego nijak nie mogę zrozumieć. I tego poczucia wolności O, która jest niewolnicą… Wykorzystywaną przez każdego, kto tylko zechce ją mieć. W posłowie, ale także na tylnej części okładki możemy przeczytać, że w kobiecie „wszystko (…) jest seksem, aż po umysł. Że trzeba bez przerwy je karmić, pielęgnować, malować, dbać o nie i bez przerwy je bić. Że one po prostu potrzebują dobrego Pana…”. Że właśnie do tych pragnień przyznaje się O, że przed tym wyznaniem wzbraniają się kobiety. Cóż, nie wpisuję się w schemat. Nie takiej miłości pragnę i o ile nie jestem w stanie jej zrozumieć, to mogę ją zaakceptować. Tak samo jak mój styl życia nie musi podobać się każdemu.

Ponoć książkę tę za każdym razem czyta się inaczej, w każdym momencie życia odnajduje się w niej coś innego. Ponoć zmienia nasze myślenie i patrzenie na świat. Ja chyba po prostu odłożę ją na półkę i zapomnę. Nie mam zamiaru po nią więcej sięgać, nie czuję też, żeby moje jestestwo miało się teraz zmienić, tak samo jak ścieżka, którą podążam. Moja ocena będzie więc niska, jednak nie najniższa, bo zawsze powtarzam, że z każdej książki należy wyciągnąć coś dla siebie. Dla mnie tym czymś jest fakt, że już wiem, że do niej nie wrócę, ale zdaję sobie sprawę, że dla kogoś innego może to być rzeczywiście dzieło i sposób na oderwanie się od szarej rzeczywistości, powędrowanie do marzeń, których nie zawsze jesteśmy w stanie spełnić.

Moja ocena: 2-/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu AMBER

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: