Z każdym oddechem – Maya Banks


Gdyby ktoś zaproponował utworzenie konkursu na „książkowy gniot roku”, myślę, że „Z każdym oddechem” miałoby duże szanse znaleźć się na podium tego zestawienia. Wiem, co jakiś czas komentując wybrane pozycje, używam słowa „gniot”. Niestety, czasem inaczej się nie da. Niektóre książki bowiem są tak złe, że nawet ja, mało wymagający czytelnik, nie jestem w stanie ich przetrawić! Tym razem koszmar trwał dwa dni. Zawzięłam się i powiedziałam „musisz przeczytać, musisz jak najszybciej skończyć, zrecenzować i zapomnieć”. Tak więc… Do roboty!

Gdy dostałam newsletter wydawnictwa HarperCollins moją uwagę przykuł pewien opis. Mianowicie: „Historią Elizy i obsesyjnie w niej zakochanego seryjnego mordercy przed dziesięciu laty żył cały kraj. Na szczęście Thomas odsiaduje dożywocie, a ona zmieniła nazwisko i starannie ukrywa swoją przeszłość. Żyje tylko pracą, nikomu się nie zwierza i nie pragnie towarzystwa. Lecz arogancki, pewny siebie i irytująco przystojny Wade Sterling ciągle pojawia się gdzieś w pobliżu, tak jakby nie wystarczało mu liczne grono zachwyconych nim kobiet. Ich ścieżki wciąż się przecinają, a z każdym spojrzeniem aż iskrzy. Wzajemnie przyciągają się i odpychają, ale przecież oboje wiedzą, że nigdy nie mogliby być razem. Wade już kiedyś uratował Elizie życie. Teraz, gdy jej prześladowca niespodziewanie zostaje zwolniony z więzienia, Eliza znów będzie potrzebować pomocy Wade’a.” Wydawało mi się, że trafiłam na kryminał z wątkami romansu czy może nawet erotyki. Skąd ten pomysł? Ze względu na profil wydawnictwa, które raczy nas miłosnymi historiami. W każdym razie spodziewałam się dobrej powieści właśnie kryminalnej, w której znajdziemy pościg, ucieczkę, próbę zmierzenia się z demonami przeszłości, może nawet jakieś ponowne śledztwo? Wszystko to okraszone scenami miłości, gdyż takie przyciąganie i odpychanie między bohaterami, to iskrzenie aż prosi się o rozwinięcie w tym konkretnym kierunku! Oczekiwania miałam więc dość duże, jak jednak moje wyobrażenie o fabule zderzyło się z rzeczywistością?

Zacznę od głównego wątku książki. Eliza Cummings, dwudziestosześcioletnia, szczupła blondynka, to doskonale wyszkolona agentka pracująca w Agencji Ochrony Devereaux. Bierze ona udział w różnego rodzaju akcjach i zawsze kieruje się sprawiedliwością, prawdą oraz postępuje zgodnie z prawem. Nawet, jeśli zabija, to nie dla przyjemności, a dla wyższego celu, po rozważeniu każdego za i przeciw. Pewnego dnia w jej domu rozdzwania się telefon. Kobieta podnosi słuchawkę i… Przeszłość powraca. Dzwoni prokurator, który zwraca się do niej jej prawdziwym, dawnym, imieniem i nazwiskiem. Pani Melissa Caldwell? Tak, to ona… Okazuje się, że po dziesięciu latach więzienia na wolność wychodzi Thomas Harrington. Powinna się strzec, bo na pewno będzie szukał zemsty po tym, co mu zrobiła. A co zrobiła? W zasadzie nie powinnam tego zdradzać, jednak możecie być pewni, że Thomas to nie był dobry człowiek. Uzależnił od siebie młodą, wówczas szesnastoletnią bohaterkę, zaś inne kobiety… Gwałcił i mordował z zimną krwią. Jak się domyślacie, świadkiem jednego z tych morderstw była właśnie Melissa, która pomogła w zamknięciu mężczyzny. Eliza, która od dawna nie je i nie śpi, zamiast rzeczywiście postarać się ukryć, stwierdza: to ja jestem winna śmierci tych kobiet i muszę wymierzyć sprawiedliwość, skoro system, prawo, nie są w stanie stać na straży porządku! Zaczyna planować zemstę, wiedząc, że ona sama również zginie, a nawet jeśli nie umrze z ręki Thomasa, to już na zawsze będzie siedzieć w ciasnej celi. Jest gotowa na to poświęcenie, byle tylko pomścić ofiary mężczyzny. Bierze więc urlop, pierwszy w swojej karierze i rusza z misją… Jak widzicie – jest to dość proste i logiczne. Mamy kobietę, która była świadkiem morderstwa. Przyczyniła się do zamknięcia w więzieniu sprawcy, który był niestety kimś dla niej ówcześnie ważnym. Postanowiła więc zmienić nazwisko, miejsce zamieszkania i zacząć życie na nowo. Niestety po dziesięciu latach przeszłość wróciła, gdyż osadzony został zwolniony z aresztu i na pewno będzie szukał zemsty na kobiecie, która odebrała mu tyle lat z życia. Kobieta ta jednak nie godzi się z uniewinnieniem oskarżonego, chce pomścić jego ofiary, gdyż zawiódł je system sprawiedliwości i rusza, by samodzielnie wymierzyć właśnie sprawiedliwość. Jasne, prawda? I wydaje się, że będzie to bardzo ciekawe…

W zasadzie tutaj powinnam zakończyć przedstawianie Wam treści książki. Wiecie już bowiem „o co w tym wszystkim chodzi”, a zdajecie sobie także sprawę z tego, że oprócz Elizy i Thomasa, w powieści przewija się więcej postaci. Chociażby wspomniany w opisie z newslettera Wade Sterling. I nie mylicie się, bowiem pojawiają się tu osoby z obecnego życia Elizy. Między innymi współpracownicy z Agencji Ochrony Devereaux. Są to w zasadzie sami mężczyźni. Każdy silny, przystojny, wysoki, ociekający testosteronem. Z Agencją współpracują także kobiety. Nie są one agentkami, ale albo żonami albo siostrami właścicieli tejże firmy. Wszystkie także przyjaźnią się z Elizą. Poznajemy je z imienia. Gracie potrafi czytać w myślach, świetnie idzie jej z umysłem głównej bohaterki. Tori widzi w snach przyszłe wydarzenia, jednak jej dar nie jest na tyle rozwinięty, aby umiała ostrzec, pomóc ludziom, których widzi. Ramie potrafi wyszukiwać złych ludzi, a Ari ma ogromne zdolności (w zasadzie nie wiem jakie), które, gdy rozwiną się w pełni, będą nie do powstrzymania! Jak możecie wywnioskować, każda z tych postaci jest dla fabuły ważna. Bowiem nie ma Elizy bez Thomasa, nie ma Elizy bez ludzi z Agencji, których nazywa swoimi przyjaciółmi i rodziną, nie ma jej także bez Wade’a, o którym mogłabym napisać osobny paragraf! Jednak tego nie zrobię, gdyż przede mną ważniejsze zadanie! Mianowicie…

Zapraszam Was na subiektywny przegląd słabych stron książki! Bowiem przez większość czasu albo się śmiałam, albo z bezsilności i poczucia beznadziei waliłam głową w okładkę…
1. Eliza. Silna, doskonale wyszkolona, sprawiedliwa, jednak z problemami psychicznymi. Nie rozumiem podejmowanych przez nią wyborów. Wydaje mi się, że brakuje jej porządnego psychologa. Postać ta postępuje momentami tak irracjonalnie, głupio i dziecinnie, że zastanawiam się, czy mentalnie nie zatrzymała się na wieku szesnastu lat.
2. Dane. Szef i najbliższy współpracownik Elizy. Wspaniały przyjaciel. Który wcale nic nie wie o swojej przyjaciółce! Był świadkiem, gdy prawie została zabita przez osoby, które ścigała Agencja. Wszelkie jej złe nastroje, gorsze dni, tłumaczył sobie tym zdarzeniem. Nigdy nie zapytał jej o przeszłość, nie oponował, kiedy poprosiła o urlop, którego nigdy w życiu by nie wzięła! Wystarczy, nie chcę powiedzieć za dużo. W każdym razie – niby chce chronić swoją przyjaciółkę, a także nie chce zawieść jej zaufania i stracić relacji jaka ich łączy, ale wydaje mi się, że po prostu „nie ma jaj”.
3. Przyjaciółki Elizy. Gracie, Tori, Ari i Ramie. Poznajemy ich wyjątkowe moce, zdolności parapsychiczne, których nie można wyjaśnić naukowo. Ekstra! Mamy superbohaterki! Na pewno ich dary pomogą Elizie w dojściu do zamierzonego celu! Ta, jasne. Na przedstawieniu zdolności się kończy. Potencjał absolutnie niewykorzystany! A szkoda. Można było fajnie rozwinąć ten wątek. Dalej nie powiem, bo znów… Zdradzę za dużo.
4.Faceci ciacha. Każdy ocieka seksem. Każdy to samiec alfa. Czyżby autorce brakowało takich rasowych ogierów w życiu? Mam tutaj nadmiar takich silnych osobowości i ciał. Chociaż może się po prostu czepiam?
5. Przedstawienie definicji związku. Nie przytoczę, gdyż… „SPOILER”.
6. Scena seksu. Nigdy nie spotkałam się, by scena seksu (jestem w szoku, że określone to zostało mianem kochania się! Bowiem przez większość książki seks to tylko pieprzenie się!) trwała przez szesnaście stron! I na dodatek nie do końca podobało mi się to, że… Przepraszam, nie mogę.
7. Książka jest przegadana. Dużo tu opisów myśli bohaterów. Ciągle takich samych. Co chwila czytałam TO SAMO! Ile można?! Ja rozumiem, że odczucia, emocje są ważne, ale można by je było skrócić o połowę. Naprawdę, nie zaszkodziłoby to książce.
8. SPOILER TIME, bo teraz po prostu muszę. Eliza, która była chroniona w pilnowanym przez ludzi Wade’a domu, dostała telefon od Thomasa, że ma stawić się w miejscu, które wskaże jej smsem. Ma on bowiem przy sobie kobietę, którą zabije, chyba, że Eliza zamieni się z nią miejscem. Eliza oczywiście postanawia ruszyć na spotkanie z przeznaczeniem i zostawia na stole listy do Wade’a i Dane’a. Mężczyźni w tym czasie obserwują inny dom, w którym według ekipy Dane’a ukrywa się przestępca. Gdy odkrywają, że mordercy tam nie ma, Wade dzwoni do swoich ludzi, by sprawdzili, czy Eliza jest w domu. Okazuje się, że jakimś cudem wyszła, przeszła obok nich niezauważona. Ochroniarz mówi, że zostawiła dwa listy. Zamiast, do jasnej ciasnej, kazać mu otworzyć chociaż jeden, ten adresowany do niego (Wade’a) list, by dowiedzieć się, gdzie uciekła i dlaczego to zrobiła, Wade każe swojemu podwładnemu przywieźć mu te listy, przez co tracą cenny czas na ratowanie dziewczyny! Fuck logic!
Generalnie mogłabym wymieniać dalej, ale powiedzmy, że skupiłam się na (podkreślmy to – moim zdaniem) najważniejszych elementach.

Na plus? Na plus oceniam pomysł. Oraz okładkę. Mimo, że miękka, to przynajmniej bardzo ładna. Granatowa, z motywem płatków róż. Naprawdę estetyczna i elegancka. Będzie ładnie kurzyła się na półce.

Czy polecam Wam książkę „Z każdym oddechem”? Polecam. Jasne. Szczególnie młodym twórcom, którzy chcą zobaczyć jak nie pisać książek. A może to wina tłumaczenia…? Przecież to nie nasza rodzima autorka… Polecam ją także tym, którzy nie wymagają od lektury absolutnie niczego. Lubią po prostu czytać i się „odmóżdżać”. Do tego doskonale się nadaje. Na pewno nie jest to w żadnym stopniu kryminał, wasze głowy nie będą musiały się wysilać, bo wszystko dostajecie na tacy. Nawet każdą myśl bohaterów. Nie bawiłam się przy tej książce dobrze, nawet te erotyczne sceny nie były mistrzostwem, chociaż przyjemnie było nie czytać o biczowaniu, kneblowaniu czy analnym penetrowaniu partnerki. Bo takich opisów seksu w dzisiejszej literaturze jest już nadmiar. Generalnie wypadła bardzo słabo w porównaniu z wieloma innymi, podobnymi tytułami. Jeżeli pozostałe książki pani Banks są napisane w tym samym stylu, to nie chcę zapoznawać się z jej twórczością. Ale pamiętajcie, że to wszystko to tylko moja subiektywna ocena…

Ocena: 1+/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękujemy wydawnictwu HARPERCOLLINS Polska

Reklamy

One response to “Z każdym oddechem – Maya Banks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: