Dom nie z tej ziemi – Małgorzata Strękowska – Zaremba


Gdy byłam mała i nie umiałam jeszcze czytać – świat z książek przedstawiała mi mama. Wiem, że najbardziej lubiłam poezję, do tej pory trzymam tomiki wierszy, w które wsłuchiwałam się jako dziecko. Były to wiersze dla dojrzałych odbiorców, ale także krótkie utwory o zwierzętach, psotach, beztroskim życiu. I właśnie z tą beztroską kojarzymy książki dla dzieci.

Wydaje nam się, że muszą być one zawsze wesołe, nawet jeśli mają to być książki przygodowe, zawierające jakąś tajemnicę, a może nawet ich celem jest nas trochę przestraszyć, to i tak wszystko kończy się uśmiechami, odkryciem, że duch to była tylko firanka, a dziecięca wyobraźnia spłatała figla małym odkrywcom. Książki dla dzieci jednak często mają drugie dno, a niektóre wcale nie są śmieszne. Czasem po policzku spływa łza…

Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat „Domu nie z tej ziemi”, która to książka została wydana przez Naszą Księgarnię. Książka jak książka. Ma okładkę i strony. Czym może nas zaskoczyć? Przecież nie samym wydaniem. Okładka jest twarda, matowa, z niewielkimi, błyszczącymi fragmentami. Utrzymana w spokojnych, przywołujących na myśl matkę Ziemię, kolorach. Dominuje tu brąz, żółć, pomarańcz, zieleń i błękit. Na pierwszy plan wysuwa się postać dziewczynki z burzą loków na głowie. W jej oczach widzimy odbijające się okna, na bluzce lwy i krasnale. Dookoła zaś rozmieszczone są gałęzie, ptaki i… deszczowe chmury. Nieco to niepokojące, prawda? Bo jak się tak głębiej zastanowić, okładka wcale nie wygląda tak, jak wydaje nam się, że wyglądać powinna. Na twarzy dziewczynki nie ma uśmiechu, ten deszcz, złowrogo patrzący na nas lew… Czy to na pewno książka dla dzieci? I młodzieży? Gdzie wesołe pląsy, radosne buzie, krzykliwe, wesołe barwy?
Ilustracje znajdujące się w środku bardzo do mnie przemawiają. Nie są to nowoczesne, komputerowo stworzone karykatury ludzi, a raczej kreska przywodząca na myśl obrazki ze starych książek z czasów młodości naszej i naszych rodziców. Są one dość niepokojące, gdy na nie patrzymy czujemy smutek i strach… Znów pytanie: do kogo kierowana jest ta książka?!

Opisując Wam treść, nie będę odkrywcza. Nie przeczytacie tu o wiele więcej, niż w opisie na końcu książki. W środku znajdziemy bowiem historię dwójki głównych bohaterów. Marysi i nieco starszego od niej Daniela. Marysię poznajemy w sytuacji, gdy z krzaków obserwuje dom. Wsłuchuje się w wydawane przez niego dźwięki, obserwuje każdy ruch drzwi oraz postaci, które migają gdzieś za oknami. Skupioną na swym zadaniu – śledzeniu – przyłapuje ją nowy kolega, Daniel. Chłopiec z najbardziej wzruszonymi ramionami na świecie. Wzrusza nimi, gdy jest zdziwiony, gdy czegoś nie wie, gdy udaje, że coś go nie obchodzi. Marysia porównuje go z dawną koleżanką, opukaną Anią, która zawsze pukała się w czoło, gdy Marysia opowiadała jej o tajemniczym domu. Marysia początkowo boi się powiedzieć Danielowi, dlaczego śledzi dom. Przecież to dość nudna zabawa, w ogóle nie pociągająca! A jednak Marysia traktuje ją tak poważnie… Daniel zaś, nieco obrażalski, nieco niedowierzający, chce jednak znaleźć przyjaciółkę, kompana do wspólnych zabaw i daje się wciągnąć w całe to dziwne śledztwo. Drażni go to, że Marysia widzi, czuje i słyszy więcej. Przecież jest od niego młodsza, a to właśnie ona zauważyła, że nad tym domem nie pada, że nie rzuca on cienia tak, jak pozostałe budynki przy ulicy! Gdy uchylają się drzwi tego domu i Daniel widzi, że pada w nim śnieg, zaczyna ufać Marysi, ale mimo wszystko stara się wyjaśnić sprawę logicznie i naukowo. Kiedy proponuje, że zapyta o to innych, dorosłych, lub po prostu starszych, więcej wiedzących ludzi, Marysia wymusza na chłopcu obietnicę, że nikomu nie powie o ich zadaniu. Dom bowiem jest niebezpieczny, ukrywa pewną tajemnicę, dziewczynka zaś zna sposób na wypędzenie z tego miejsca złych czarów, jednak wie, że potrzebuje do tego przyjaciół… Nadzieję widzi w Danielu. Chłopak z każdym dniem coraz bardziej wierzy dziewczynce, angażuje się w obserwacje, obiecuje pomoc…

Jak zakończy się ta dziwna zabawa? Jaką tajemnicę skrywa dom nie z tej ziemi? Jak można wypędzić złe moce? I czy w ogóle da się to zrobić?

„Dom nie z tej ziemi” to opowieść poruszająca bardzo ważny, ale i bardzo trudny, często pomijany czy przemilczany temat przemocy domowej. W książce widzę pewne zadanie… Bajki terapeutycznej, którą możemy podsunąć dzieciom nie tylko dotkniętym problemem. Książka pokazuje bowiem, że cisza nie zawsze jest rozwiązaniem, a raczej, że nigdy nim nie jest! Dom, który z zewnątrz może wydawać się nam idealny, w którego oknach stoją kolorowe kwiaty, a rodzina, która rano wyrusza w podróż do przedszkola, szkoły, pracy, jest uśmiechnięta, nie zawsze jest taki w środku, gdy zapada zmrok. Książka uczy nas widzieć, a nie tylko patrzeć. Pokazuje, jak ważna jest przyjaźń i zaufanie, że mając wsparcie i oparcie w innych, można coś zmienić. Że czasem trudno jest mówić, woli się coś ukryć, ale to nie zawsze przynosi pozytywny skutek. Upewnia, że są osoby, które nam pomogą, bo golf nie zawsze zasłoni tęczowe siniaki…

Oczywiście to nie wszystkie wnioski, jakie można wyciągnąć po lekturze „Domu nie z tej ziemi”, jednak chciałabym każdemu pozostawić miejsce na jego własne przemyślenia. Ja, po skończeniu książki, płakałam. Podsumowaniem niech zaś będzie cytat, który znajduje się na samym końcu opowiadania: „To tylko książka, książkom może być wszystko jedno, jak się kończą opisane w nich historie. Ale ludziom nie powinno”.

Ocena: 5+/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu NASZA KSIĘGARNIA

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: