Obudź się, Kopciuszku – Natalia Sońska


Czasem się boję. Różne mam te swoje strachy, a jednym z nich jest ten przed dentystą. Niestety, życie nie rozpieszcza! Jak się je tonami czekoladę, batoniki, ciasteczka, to i zęby trzeba skontrolować. A kiedy pojawi się na ich powierzchni czarna dziurka… Nogi się pode mną uginają! Jednak moja pani stomatolog wie, jak mnie do siebie przekonać. Mianowicie, po skończonej wizycie zwraca się do mnie słowami – udało ci się! W nagrodę kup coś sobie! I ja, z takim przyzwoleniem, biegnę do najbliższej księgarni i kupuję! No co?! MOGĘ!!!

Właśnie po jednej z takich wizyt pobiegłam do jednego ze znanych z nazwy sklepów. Miałam kupić coś na obiad, a później ruszyć na poszukiwania swojego „pocieszacza”. Jakie było moje zdziwienie, gdy przy kasie dostrzegłam ją! Tak, tę książkę! Kiedyś nawet chciałam ją zrecenzować, ale ktoś inny ubiegł mnie w wyborze. Nie mam żalu, bo trafiła mi się inna, świetna lektura! Ale wracając – leży tam i czeka. Na co? Widzę, jak kartki przygniecione są smutkiem, że nikt nie zabiera ich do domu, nie wącha, nie przerzuca jedną za drugą. Nie mogłam patrzeć na to nieme cierpienie! Biorę. Prezent kupiony.

Obudź się, Kopciuszku”, to książka o której słyszałam wiele ciepłych słów. Jednak wiadomo, reklama musi być, a żeby coś sprzedać nie powiemy „najgorsza książka roku, nieciekawa fabuła, historia powielana”. Musi być z pompą i klasycznie „tego jeszcze nie było! Genialna! Debiut roku! No dobra, nawet jak nie debiut to książka z pewnością najlepsza”! Tak więc ciekawa ile prawdy jest w tych achach i ochach, oraz czy na pewno książka jest rzeczywiście taka dobra postanowiłam zabrać się za czytanie. Jakie są więc moje przemyślenia? Zgadzam się z tymi, którzy chwalą powieść? Czy raczej znajduję się w gronie niezadowolonych i zawiedzonych odbiorców? Zapraszam do recenzji!

Pierwszym punktem, który oceniam, jest wygląd książki. Niniejsza pozycja to klasycznej wielkości wydanie, które może nie nadaje się do małej, damskiej torebeczki, jednak do damskiej, nieco większej torebki pasuje idealnie! A do plecaka już w ogóle, nie mam zastrzeżeń. Oprawa miękka, jednak klejenia są mocne, nie widoczne, całość bardzo estetyczna i technicznie w jak najlepszym porządku. Sama okładka również przemawia do mojego poczucia estetyki. Od razu kojarzy nam się z zimą (błękity, rękawiczki) i miłością (czerwone serduszko trzymanie w dłoniach posiadaczki rękawiczek). Jest delikatnie, jest mocniejszy akcent, wiadomo, że książka opowiadać będzie o miłości.

Druga sprawa to treść. Druga? A czy nie treść powinna być na pierwszym miejscu? Jasne, że treść jest najważniejsza, jednak to okładkę widzimy najpierw i to często właśnie ona decyduje o tym, czy kupimy daną książkę, czy nie. Co więc dostajemy „ w środku”? Witajcie w świecie Alicji!
Alicja to kobieta, która całe swoje życie poświęca pracy. Jest lekarzem. Internistą. Niby licha specjalizacja, bo kimże jest w porównaniu do kardiologa, chirurga czy innego onkologa, a jednak to ona jest pierwszą, która ma kontakt z pacjentem. Ala, jak na pracoholiczkę przystało, nie może i nie chce zrezygnować z dodatkowych dyżurów, nadgodzin, pracy w święta… I poznajemy ją właśnie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Jak zwykle zgłasza się jako chętna na dyżur, kiedy koleżanki bardzo chcą wyrwać się ze szpitala do domów, gdzie czekają na nie rodziny i ciepłe kolacje. Cieszą się, że mają komu oddać ten niechciany obowiązek. Alicja jednak wolne dostaje na ostatnie dni roku, kiedy to ma wyjechać z grupą przyjaciół do Zakopanego. Obiecała, że spędzi z nimi Sylwestra, aby mieć spokój z imprezami na nadchodzący rok. Jeszcze nie wie, że ten wieczór zmieni całe jej życie! Chociaż, czy na pewno zmieni? Nie wiem, czy to „spoiler time”, jednak już z okładki możecie dowiedzieć się, że pozna ona pewnego ratownika. Tak więc, w czasie sylwestrowej nocy, ze stroniącej od ludzi, uciekającej w prace szarej myszki przemienia się w duszę towarzystwa i bawi się aż do północy z wymarzonym księciem Michałem. Na dźwięk odliczania ostatnich sekund roku kobieta postanawia jednak, że ucieknie, nie pozwoli sobie na to, by… I biegnie boso przez śnieg, w mrozie, by schować się w pensjonacie. Jak to się kończy? Zapaleniem płuc, zwolnieniem chorobowym, zbyt długim czasem na myślenie i powracanie wspomnieniami do pamiętnego wieczoru i oczu, w których się zakochała… Tych granatowych, które wpadają w zieleń… Głębokich i pięknych… Jak morskie oko.

Brzmi jak prosta, klasyczna powiastka romantyczna? Może i tak, jednak nic bardziej mylnego! Alicja bowiem nie jest tylko zwykłą lekarką, która z powodu braku męża ucieka w pracę. W książce przewijają się wątki z jej życia… Tego, zanim stała się tym, kim jest – cichą, zamkniętą w sobie, stroniącą od ludzi, a raczej od bliskości i zaangażowania, lekarką. Jakie były jej losy? Tego nie mogę Wam powiedzieć…
Oprócz Alicji ważną część historii zajmują także inne osoby. Najwięcej jednak dowiemy się o Michale – ratowniku TOPR, z pięknymi oczami, w których odbijają się ludzkie tragedie, Przemku – przyjacielu Alicji, który wie o niej chyba najwięcej i na którego zawsze może liczyć, oraz o rodzicach Alicji, których postacie są niezwykle ważne, jeśli chodzi o to, jak kształtowała się osobowość, wrażliwość, wnętrze głównej bohaterki.
Dodajmy do tego jeszcze krajobrazy, scenerie. Dużo tu gór, góralskiej kultury, spacerów… Jak na książkę, której akcja dzieje się między innymi, a nawet głównie w Zakopanem przystało!

Jestem zaskoczona tym, jak można utożsamić się z Alicją. Dzięki temu zabiegowi, w którym przytaczane są rozmowy i sceny z „wcześniejszego życia” bohaterki, możemy wczuć się w jej historię, zrozumieć motywy postępowania, poczuć jej emocje. Alicja miała trudne życie – dla niej trudne. Coś, co nam wydaje się nawet do przeskoczenia, dla niej, w danym momencie, było kłodą nie do przejścia i nie do obejścia. Każdy z nas ma w sobie takie swoje przeżycia, które spowodowały traumę…
Druga sprawa, jak ja zazdroszczę Alicji takiego przyjaciela jakim jest Przemek! Nie, nie ma między nimi iskier, prób bycia ze sobą, zero romantyzmu. Jest za to ogrom wsparcia, wzajemnej pomocy, zrozumienia.
Sama historia miłości Alicji i Michała także zasługuje na uwagę. Czasem znajdujemy w niej banały, jednak i możemy przysiąść nad ich losem i zastanowić się co by było gdyby mi się to przytrafiło? „Ale co?!” – zapytacie… I znów muszę odesłać Was do lektury…

Czy warto kupić książkę „Obudź się, Kopciuszku”? Jak dla mnie – warto. Książkę czyta się niebywale szybko. Mi zajęła ona jeden dzień. Dodam, że w międzyczasie a to gotowałam obiad, a to robiłam pranie… Mogę więc z ręką na sercu powiedzieć, że i pół dnia to wystarczający czas by przeczytać tę powieść. Napisana jest prostym językiem, zdania są zgrabnie skonstruowane, historia zaś logiczna i ciekawie rozwiązana. Jasne, że czytając, możemy przewidzieć zakończenie, jednak czego spodziewamy się po historii miłosnej? Zaskoczyć to może kryminał. Dodam, że książki nie czyta się szybko, bo jest krótka i niewymagająca. Czasem łzy stają w oczach, szczególnie jeśli jest się takim wrażliwcem jak ja, a sama fabuła jest po prostu tak wciągająca, że nie ma się ochoty odłożyć książki na bok!

Tak, dołączyłam dziś do grona osób, które chwalą „Obudź się, Kopciuszku”. Moje achy i ochy jednak nie są tu zawarte tylko po to, żeby nabić kasę wydawcy. Są w pełni uzasadnione jak i moje głośne pochwały wśród znajomych… Książkę już wcisnęłam koleżance z pracy! Tak więc…

Ocena: 5+/6

ViridianaD

Advertisements

One response to “Obudź się, Kopciuszku – Natalia Sońska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: