Wyścig z Wiatrem & Żywy Ogień – Lauren St. John


Trylogia o „koniu za dolara” dobiegła końca. Miało być tak pięknie… a wyszło jak zwykle.

Tom „Bezcenny” rozpoczynający trylogię przygód Casey Blue na tyle mi się podobał i utkwił w pamięci, że chętnie sięgnęłam po kolejne. Przeczytałam je szybko i zaraz się dowiecie, co o nich sądzę. Jedyne, co naprawdę dodałabym i co podniosłoby walory wszystkich książek z serii to fotografie. Zdjęcia koni, jeźdźców, tych wszystkich konkurencji i poszczególnych układów czy zadań. Bardzo ułatwiło by to odbiór powieści. Jako laik w temacie, często zaglądałam do internetu w poszukiwaniu wyjaśnień takich zagadnień jak: kłus pośredni, łopatka do wewnątrz w lewo, stromy bankiet i wielu innych. Specjalistyczne słownictwo dodaje powieści wiarygodności lecz jednocześnie utrudnia czytelnikowi jej odbiór.

„Wyścig z wiatrem” jest najsłabszym tomem, takim trochę zapychaczem. Znani nam bohaterowie, po spektakularnej wygranej w Badminton zostają wciągnięci w nie lada kłopoty. Roland Blue, ojciec dziewczyny, zostaje oskarżony o popełnienie morderstwa. Poszlaki są znikome, jednak początkujący krawiec zostaje zatrzymany do wyjaśnienia. W tym samym czasie Casey otrzymuje wiadomość od szantażysty. Ma zostawić sprawę ojca i za wszelką cenę wygrać zawody Kentucky Three-Day Event, jeśli jej się uda, ojciec zostanie oczyszczony ze wszystkich zarzutów. I akcja się zaczyna. Sprawą zajmuje się inspektor, i oczywiście kocha on konie. Do sprawy dołącza znany i jakże lubiany kowal Peter, który chce pomóc ukochanej, a niezastąpiona Pani Smith jest niezastąpiona. Przewidywalność bije po oczach, a główna bohaterka zaczyna być wyjątkowo irytująca, (uprzedzam, że tylko jej się pogorszy). Cały kryminalny wątek jest upchany na siłę w książce. Złoczyńcy chwalą się swoimi planami zbyt szybko, autorka nie daje nam możliwości pokombinowania samemu, tylko wszystko podaje na tacy. Nuda. Sztorm robi swoje i widać, że nawet jego wkurza zachowanie Casey. Myślę, że to pozycja dla młodszych czytelników. Nie jest strasznie, ani groźnie, a zło zawsze przegrywa. Idźmy zatem do tomu nr 3.

W „Żywym ogniu” Casey Blue odbija szajba. Uważa się za Bóg wie kogo, rządzi się jak szara gęś i ogólnie jest nie do zniesienia. Swoją mentorkę i najbliższą przyjaciółkę zaczyna podle traktować, by w końcu przehandlować jej nieocenioną pomoc i rady na nowy wóz. Dodatkowo nie widzi nic, poza czubkiem własnego nosa. Peter również traci u niej względy na rzecz młodego, atrakcyjnego trenera koni – Kyle’a Westa. Casey weź się ogarnij. Woda sodowa uderzyła jej do głowy, a młoda mistrzyni popełnia błąd za błędem. Przed Casey kolejny, wielki wyścig – Burghley Horse Trials. Przygotowuje się do niego pod czujnym okiem Kyle’a, który oczarowuje dziewczynę. Kyle jest młody, ambitny i przystojny oraz wygląda na prawdziwego zaklinacza koni. Jednakże, wnikliwy czytelnik z łatwością będzie w stanie przejrzeć jego nieczyste zagrania. Szczerze mówiąc to ten wątek nie był taki zły i nawet mnie zaciekawił. Wracając do Casey to, aż dziw bierze, że po tych wszystkich przygodach tak łatwo zrezygnowała z Pani Smith, która mimo ciężkiej choroby była oddana Casey z całego serca. Peter też oberwał w tym tomie, a ojca głównej bohaterki praktycznie nie było. Casey przez pół książki zachowuje się tragicznie, wychodzą na jaw jej niedoskonałości i niedociągnięcia w pracy z końmi. Na szczęście główna bohaterka pójdzie po rozum do głowy i od tej pory to już zostanie sama sielanka, która tak niesamowicie mnie zirytowała. Wracają dawni wrogowie, oczywiście wspaniale odmienieni i pełni miłości w swych czarnych serduszkach. Ja wiem, że to książka skierowana dla młodszych, wrażliwych czytelników. Ale czy naprawdę nie można było dodać jej pazura? Jak sobie pomyślę, jak świetnie mogła być poprowadzona finałowa akcja, to aż mnie krew zalewa. Zmarnować tak dobry, nowatorski pomysł to zbrodnia.

Dlaczego w finale autorka nie poszła na całość? Miała możliwość stworzyć coś naprawdę niesztampowego, pozamiatać akcją i wywalić to wszystko w kosmos, aż żaden z czytelników by się nie pozbierał! Po ostatniej stronie, każdy by siedział i zbierał paszczę z kolan, gdyby tylko Lauren John była bardziej odważna. Gdyby nie bała się i zeszła z utartej ścieżki książek o wyścigach konnych (czy każdych innych) gdzie, jak wszyscy doskonale wiemy, główny bohater/bohaterka zgarnia całą pulę. Po co, ja się pytam, po co tworzyć kolejną słodką opowiastkę o koniku, który musi wygrać choćby nie wiem co. Cudowne ozdrowienia rażą po oczach, a te wszystkie, niesamowite zwycięstwa to trochę przesada. A mogło być tak pięknie. Może autorka bała się reakcji młodszych czytelników? Może uważała, że zawsze musi być happy end? Szkoda mi, że nie wykorzystała w pełni szansy jaką sobie sama stworzyła. Zapowiedź Sztormu to wspaniały koń i taka też powinna być jego historia. Młodsi fani końskiej jazdy pokochają tę pozycję. Starsi niestety szybko o niej zapomną.

Ocena 5/6

Anate

Za możliwość zapoznania się z historią konia za dolara dziękuję Wydawnictwu DOLNOŚLĄSKIEMU (Publicat)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: