Miłość ze snu – Lucy Keating


Czy osoba, która dawno temu przekroczyła próg 18 lat nie może już sięgać po książki dla młodzieży? Czy rzeczywiście książki kierowane do nastolatków nie mogą zaciekawić dojrzałego czytelnika? Czy dzieli nas już przepaść i nie zrozumiem połowy słów zawartych w tej krótkiej (około 270 stron) powieści? Kiedy w newsletterze przeczytałam opis „Miłości ze snu” zrodziły się we mnie pewne wątpliwości… Czy powinnam? Czy nie jestem „za stara”? Czy literatura tego typu może mnie jeszcze czymś zaskoczyć?

Zacznijmy od okładki. Jest ona miękka ze skrzydełkami. Bardzo estetyczna, delikatna, kolorystycznie idealna. Widzimy tu zamknięte oczy i kolorowe (odcienie różu i żółci) włosy związane w luźnego warkocza. Oczywiście pojawia się też element najważniejszy – tytuł oraz nazwisko autora. Tył zaś zdobi zaś ta sama fryzura, jednak z większą domieszką fioletu oraz… otwarte już oczy. Dobrze, mieści się tu także opis, jednak możecie go znaleźć w Internecie, nie będę więc poświęcała mu więcej słów.

Fabuła? Proszę bardzo. Protagonistką jest szesnastoletnia Alicja. Dziewczyna została porzucona przez matkę jako sześciolatka, a ojciec, powiedzmy, średnio radził sobie z jej wychowaniem. W zasadzie nie dziwię mu się, sam został opuszczony przez żonę, na pewno targały nim silne emocje, a przecież starał się zapewnić córce byt… Wracając jednak do Alicji. Dziewczynkę zaczęły dręczyć koszmary, nie mogła spać, ale także normalnie funkcjonować. Trafiła więc do pewnego, tajemniczego ośrodka, w którym miano pomóc jej z tym problemem. Owszem, udało się. Dziewczynka zaczęła spać i… śnić, a w marzeniach pojawiał się on… chłopiec imieniem Maks. Przez lata odwiedzał ją co noc, zwiedzali świat, robili zwariowane rzeczy, zawsze razem. Dorastali i… Alicja zakochała się w swoim… wytworze wyobraźni? Czymże jest bowiem sen jeśli nie tylko fikcją? Dziewczyna, poza specyficznymi snami, prowadziła całkiem normalne życie w Nowym Jorku. Chodziła do szkoły, miała swoją najlepszą przyjaciółkę, chociaż nigdy nie myślała o tym, by znaleźć sobie chłopaka, skoro miała już swojego księcia z bajki… mimo, że nie był on prawdziwy, dla Alicji był tym jedynym.

Kiedy jednak zmarła babcia Alicji, nastolatka wraz z ojcem przeprowadziła się do Bostonu, do domu po zmarłej. Babcia nie miała bowiem innych dzieci niż mama Alicji, a kobieta ta, zajęta swoją pracą, nie zamierzała wracać w rodzinne strony. Alicja stanęła więc przed poważnym problemem. Opuszczeniem ukochanej koleżanki oraz zmianą szkoły. Jakież było jej zaskoczenie, gdy na pierwszych zajęciach z psychologii społecznej zobaczyła… Maksa! I nie był to sen, ale najprawdziwsza rzeczywistość!
Alicja od razu chciała rzucić się chłopakowi na szyję, jednak los postanowił spłatać nastolatce figla. Maks nie wiedział kim jest ta „nowa”, a na dodatek miał dziewczynę.

Zastanawiacie się pewnie jak potoczą się dalsze losy Alicji i Maksa? Czy wyjaśni się zagadka tych dziwnych snów? Czy miłość dziewczyny do wyimaginowanego, a jednak prawdziwego chłopca zwycięży? I co z tym wszystkim wspólnego ma ten tajemniczy ośrodek zwany Centrum Badań Snu?

W książce, oprócz Alicji i Maksa, pojawia się jeszcze kilka znaczących postaci, chociaż nie mamy wrażenia, że jest ich za dużo. Każda, nawet najmniejsza rola, ma tu znaczenie. Chciałabym wspomnieć jednak tylko o dwóch bohaterach – Olivierze i Celeste. Kobiety mają pierwszeństwo także… Celeste to dziewczyna tego prawdziwego Maksa. To bardzo popularna i piękna dziewczyna. Zaskakująco dojrzała jak na swój wiek. Podoba mi się jej wyważony charakter i podejście do życia. Nie wyśmiewa nikogo, potrafi zaprzyjaźnić się z największymi dziwakami. Może być pewnego rodzaju przykładem dla dziewczyn sięgających po tę książkę. Olivier zaś to wieczne dziecko, łobuz, a może po prostu chłopak, który chce w pełni korzystać z życia. Niby ciągle wpada w tarapaty, ale jest bardzo autentyczny i szczery w tym co robi i mówi. Powiem Wam w sekrecie, że to jemu najbardziej kibicowałam w całej książce… Nie podoba mi się to, jak zakończono jego wątek, bo chciałam dla tej postaci czegoś innego. Nie powiem, żeby skończył źle, o nie! Jednak… Eh… Nie mogę zdradzić zbyt wiele!

Z moich spostrzeżeń wynika jeszcze, że literatura dla młodzieży nie zmieniła się tak bardzo od czasów, kiedy to ja miałam te szesnaście lat. Porusza ona kwestie odnalezienia i zdefiniowana własnej osoby w świecie, przyjaźni, miłości oraz relacji z rodzicami. Dotyka więc wszystkich problemów z jakimi spotyka się młody człowiek. W książce pojawiają się aktualne informacje ze świata (mowa oczywiście o świecie gwiazd). Sukienka jest tu taka jak u Beyonce, poszukiwanie osób odbywa się za pośrednictwem Facebooka, a zdjęcia wstawiane są jedynie na Instagrama. Najważniejsze, że słownictwo aż tak bardzo nie ewoluowało i nie musiałam szukać w Internecie znaczeń!

Książkę polecam raczej dziewczynom i młodym kobietom. Na pewno spędzicie kilka miłych godzin w towarzystwie Alicji i jej… przyjaciół? Przeczytacie ciekawą, zgrabnie napisaną powiastkę o walce. Walce o zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa, przynależności i miłość. Przeżyjecie swoje pierwsze westchnienia, zakochania jeszcze raz, lub będziecie utożsamiać się z którymś z młodych bohaterów. Dodam jeszcze, że lektura daje nadzieję także i dla tych, którzy mają już swoje lata… Nawet mając dorosłą córkę możecie na nowo ułożyć sobie życie!

Ocena: 5+/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu DOLNOŚLĄSKIEMU (PUBLICAT)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: