Opublikowany w Pomyluna

Karuzela – Agnieszka Lis


Książki to naprawdę cudowny, ludzki wynalazek, prawda? Choć z początku tworzenie starych ksiąg służyło głównie spisywaniu historii to zobaczcie ile teraz jest wydawanych książek miesięcznie! Oprócz tych pięknych, miłych i lekkich w obyciu są też te, które są trudne, skomplikowane, smutne… są o prawdziwym życiu i choć wcześniej zdajemy sobie sprawę z kruchości naszych ciał, to czasem dopiero po ostatniej stronie takiej książki uświadamiamy sobie to w pełni.

Dziś recenzja będzie o „Karuzeli” Agnieszki Lis, czyli o książce, która w pewien sposób ujmuje przemijanie i śmierć. Renata, główna bohaterka, to typowa kura domowa – zajmuje się domem, wychowuje trójkę dzieci, zajmuje się wszystkim, podczas gdy wiecznie nieobecny mąż, Mateusz, zarabia na ich piękny nowy dom w Warszawie. Wszystko się zmienia, gdy samopoczucie Renaty ulega pogorszeniu a już w niedługim czasie diagnoza lekarzy jest jednoznaczna – białaczka. Jak więc przeorganizować życie rodziny, która do tej pory dawała sobie świetnie radę, ale teraz, bez kapitana na pokładzie po prostu idzie na dno? Sprowadzić matkę Renaty.

Tak wygląda wielki skrót i ogólny zarys powieści. Mam w nawyku ocenianie bohaterów… więc zrobię to i teraz! Na początek Renata. Nie umiałam jej do końca rozgryźć, gdy czytałam kolejne strony. Była naprawdę zapracowana prowadząc duży dom, doglądając trójki dzieci – jedno było w przedszkolu, drugie w podstawówce, zaś trzecie w gimnazjum, a do tego pilnując by mąż miał ciepły obiad po powrocie z pracy Możecie więc sobie wyobrazić, jaki panował chaos. Jej życie to była praca jak w zegarku z totalną rutyną. A kiedy zachorowała, stała się pępkiem wszystkiego! Role się odwróciły i to teraz wszyscy wokół niej skakali. Przyznam szczerze, że Renata, choć jest główną bohaterką, to jakoś tak… ani się z nią nie zżyłam ani za bardzo nie przepadałam za nią. Była jak dla mnie nijaka i bez wyrazu. Nie wspominając o pewnym fakcie, o jakim się dowiaduje… oaza spokoju.

Nie lubię bohaterów, którzy są mi kompletnie obojętni, bo to znaczy, że nie są wcale jacyś. Mogą mnie denerwować, mogę ich uwielbiać, ale lubię, gdy dana postać wywołuje u mnie jakieś emocje. Emocje na pewno wywoływali rodzice Renaty, niestety raczej negatywne. Jej matka, co prawda przyjechała i pomagała Mateuszowi ogarnąć dom, jednak jej podejście do choroby Renaty było w moim odczuciu lekceważące. Miałam wrażenie, że matka Renaty traktuje białaczkę jak trochę poważniejsze przeziębienie i że córka wyjdzie po paru dniach z tego stanu, bo przecież to nic takiego. Uwierzcie mi, miałam szczerą ochotę udusić tę kobietę, ale jak to zrobię, skoro to fikcyjna postać! W ogóle to całe podejście do życia… nie polubiłam jej! Ba! Wręcz nie znosiłam a kiedy się pojawiała w kolejnych scenach krew napływała mi do mózgu.

Przez całą powieść przewinęło się sporo osób, jednak nikt nie zatarł się w mojej pamięci na dłużej. Mateusz? Wiecznie zapracowany człowiek, a gdy musiał zająć się domem i dziećmi to nagle stanął i nie wiedział, w co ręce wsadzić. Dopełnieniem sytuacji byłby jego płacz. Wydaje mi się, że taki obrazek byłby częstym zjawiskiem, gdyby kobiety np. dzisiaj odeszły od swych zajęć i kazały robić wszystko mężom.

Karuzela” jest o ludziach, prawdziwym życiu i problemach. Każda z pojawiających się postaci miała ich aż po czubek głowy i nie każda wiedziała jak sobie z nimi poradzić. Najlepsza przyjaciółka Renaty borykała się ze zdradą męża, siostra miała swoje sprawy, ale miałam wrażenie, że to trochę… naiwne. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że są tak pechowe rodziny i ich otoczenie, nie twierdzę, że nie, ale gdy czyta się książkę, która niejako jest fikcją to odbiera się to nieco inaczej. Jest też w moim odczuciu nieco przydługa, liczy sobie, bowiem ponad sześćset stron. To trochę za dużo i na dłuższą metę przeciągała się niemiłosiernie.

Pisząc recenzję dotyczącą książki o białaczce nie mogę nie wspomnieć o tej chorobie. To paskudna choroba, nie mówię, że miałam z nią styczność, jednak opisane objawy, następnie chemioterapia były w tak realny sposób opisane, że czasami miało się wrażenie, iż samemu się przez tę chorobę przechodzi. Autorka z pewnością posiadła odpowiednią wiedzę, radziła się specjalistów, bowiem szczegóły, które czasami zostawały przedstawione nie są chyba każdemu tak do końca znane. Białaczka została ukazana, jako choroba zbierające okropne żniwo, ale też „Karuzela” pokazała walkę z rakiem. Renata nie poddawała się ze względu na dzieci, dla nich chciała wyzdrowieć, walczyła dla nich. Powiem szczerze… nie zdawałam sobie chyba do końca sprawy z tego jak to dokładnie wygląda. W mojej rodzinie, że tak powiem, rak nie jest czymś nowym, spore żniwo już zebrała, ale teraz zyskałam nowe spojrzenie na tę chorobę. A nie ukrywajmy, rak jest w dzisiejszych czasach chorobą cywilizacyjną.

Z mojej strony… polecam, choć książka tak naprawdę jest o niczym. Nie ma w niej żadnego niesamowitego zwrotu akcji. To po prostu powieść obyczajowa, ukazująca nieprzyjemną stronę naszego życia, jaką jest perspektywa śmierci. Książka o nadziei i miłości tak silnej, że walka z rakiem staje się partią szachów z przyjacielem. Mnie ona przekonała do tego, by jednak dbać o zdrowie i nie bagatelizować dziwnych objawów, bo pewnego dnia może być za późno.

Ocena: 4-/6

Pomyluna

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu POZNAŃSKIE

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s