Dobry pies – Susan Wilson


Dzisiaj recenzja książki smutnej, ale też i optymistycznej. Tak się jakoś złożyło, że te dwa słowa obok siebie na co dzień nie za bardzo pasują, nie współgrają, ale w tym wypadku są dla mnie odzwierciedleniem opisu zawartego na tylnej okładce.

Adam March to facet, który ma wszystko. Drogi samochód, piękny dom, piękną żonę, miliony na koncie i pozycję w firmie, w której pracuje. Do tego nie ma szczególnych wyrzutów sumienia i pnie się w górę nie patrząc na innych ludzi wokół; kariera jest dla niego najważniejsza, bo jakżeby mógł być człowiekiem bez niczego, kiedy jego żona pochodzi z zamożnej rodziny? Poziom musi być. Jednakże pewnego dnia, ważnego dla Adama, dzieje się coś, co sprawia, że Adam z samego szczytu trafia na sam dół. Właśnie tam spotyka drugiego głównego bohatera, który okazuje się być czworonogiem. Pies ten od małego mieszkał w kojcu, gdzie tuż obok psy walczyły o przetrwanie podczas walk. On sam był takim wojownikiem. Walczył, żeby przeżyć i nie dać się zabić innemu psu. Pewnie zbiegi okoliczności a być może opatrzność doprowadziły do spotkania tej dwójki… i przewrócenia ich żyć do góry nogami.

Niewiele jest książek, gdzie głównym bohaterem jest zwierzę. Ja w swoim życiu trafiłam… na kilka. „O psie, który jeździł koleją” była chyba pierwszą taką książką, gdzie bohaterem był czworonóg i gdzie historia zakończyła się bardzo smutno. Od razu zaznaczę, że lektura „Był sobie pies” jeszcze przede mną, ale się przymierzam. Jest coś takiego w historiach zwierzęcych postaci, że obojętnie jakby się nie kończyły to i tak jest mi smutno. Lubię oglądać filmy, ale najczęściej pod koniec ryczę jak bóbr i nie jest w stanie tego nic zahamować póki samo nie przejdzie.

Nie zdziwi Was chyba to, że bardzo mi się podobała ta książka, bo pokazała pitbulle z zupełnie innej strony niż wszyscy je zapewne znają. Pitbulle, dobermany… to są rasy uznawane za niebezpieczne, bo słyszy się o nich, że biorą udział w walkach, strzegą firm przed złodziejami. Ale mają też drugą naturę, tą którą charakteryzują się „kanapowce” i Susan Wilson pokazała, że są to nie tylko maszynki do zabijania czy uszkadzania, ale one także pragną być kochane, pieszczotliwie nazywane i drapane za uchem.

Adam March natomiast w moim oczach zyskiwał z każdą kolejną stronę, bo o ile na początku był może, delikatnie mówiąc, palantem, to gdy przywiązał się do psa, zrozumiał, że są na świecie istoty, które mogą kochać bezwarunkowo, które pójdą za nami w ogień i będą przy nas w najgorszych momentach życia. Średnio podobał mi się jego wątek, który rodził się pomiędzy nim a pewną sprzedawczynią, myślę, że to było zbędne, ale przecież nie samą relacją człowiek – pies żyje książka prawda? Inne… poboczne wątki były równie ważne na swój sposób, jak na przykład praca Adama. Właśnie w niej zrozumiał, że tak naprawdę do tej pory był ubogi. Nie tyle ubogi w najnowsze ciuchy, samochód czy kilka zer na koncie, ale ubogi w szczere uczucia. Podobał mi się wątek z córką, próba nawiązania z nią jakiegoś kontaktu, porozumienia się.

Żałuję, że rozdziały pisane oczami psiaka były za krótkie, ale rozumiem. Prawdę mówiąc… mogłaby mieć też te pięćdziesiąt albo i sto stron więcej, bo fantastycznie czytało się o docieraniu się dwóch twardych charakterów, z których jeden musiał w końcu ustąpić. To tak ciepła i wzruszająca opowieść, o rodzącej się przyjaźni między człowiekiem i psem, wzajemnym zaufaniu i przywiązaniu, a w efekcie miłości. Pies dodatkowo został przedstawiony, jako istota myśląca i ja jestem przekonana, że one myślą. Każde zwierzę czuje, myśli, kocha, nienawidzi, lubi, boi się albo cieszy. Historia zawarta w tych trzystu stronach jest prawdziwa i smutna, pokazuje też tę ciemną stronę, gdzie walki psów są wciąż dobrym sposobem na zarobienie pieniędzy, ale jakim kosztem?

Żyjemy niestety w takich czasach, gdzie człowiek ma się za boga. Może wszystko, nawet krzywdzić słabszych, jakimi są zwierzęta. Ale to nie okrucieństwo powinno stanowić o naszej władzy, tylko fakt, że potrafimy wstawić się za słabszym, bezbronnym.

Ostatnie kilka stron czytałam ze łzami w oczach, bo dzień wcześniej pożegnałam wieloletnią mieszkankę naszego domu, ale też i serc. Co prawda była to kotka, ale brak jest odczuwalny, pomimo tego, że w domu mamy jeszcze dwa koty i dwa psy. Ona była na swój sposób wyjątkowa i może dlatego też tak silnie odebrałam koniec tej książki. Ostatnio wzruszałam się tak chyba na filmie „Psim tropem do domu”… taak… obejrzyjcie. A książkę polecam takim samym pozytywnym wariatom, którzy kochają mocno zwierzęta, te duże i te małe 😉

Ocena 6/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu AMBER za tak wspaniałą książkę

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: